15 kilometrów pamięci. Rozmawiamy z Ryszardem Kalicińskim

Łukasz Gładysiak
Ryszard Kaliciński (z lewej) i jednym z najbardziej ekscentrycznych uczestników Biegu Zaślubin, najstarszym maratończykiem w Polsce, Janem Niedźwieckim.
Ryszard Kaliciński (z lewej) i jednym z najbardziej ekscentrycznych uczestników Biegu Zaślubin, najstarszym maratończykiem w Polsce, Janem Niedźwieckim. archiwum R. Kalicińskiego
Bieg Zaślubin organizowany jest już po raz 27. Rozmawiamy z Ryszardem Kalicińskim, sportowcem, trenerem lekkiej atletyki i prezesem Stowarzyszenia "Bieg Zaślubin" w Kołobrzegu.

- Bieg Zaślubin jest na stałe związany z obchodami rocznicy walk o Kołobrzeg. Skąd wziął się pomysł na aktywne uczczenie walczących o miasto żołnierzy?
- W latach siedemdziesiątych, wraz z kolegą Andrzejem Wyganowskim, trenowałem biegi średniodystansowe w klubie sportowym Kotwica. Jako jedni z pierwszych kołobrzeżan uczestniczyliśmy w maratonie w Otwocku. Pod koniec dekady coraz głośniej zaczęło być o Maratonie Pokoju, dzięki któremu taką formą zainteresowało się coraz więcej osób. Poznani w tym czasie ludzie oraz nabyte doświadczenie sprawiło, że pojawił się pomysł zorganizowania podobnego przedsięwzięcia nad ujściem Parsęty.

- Myślał Pan wówczas o maratonie?
- Nie. Rok przed rozpoczęciem starań o organizację Biegu Zaślubin, wziąłem udział w pięciokilometrowym Biegu Wenedów i krótszy dystans wydał mi się bardziej dla Kołobrzegu odpowiedni. W imprezie tej uczestniczył także ówczesny prezes kołobrzeskiego sanepidu, również biegacz, Witold Janowski. Wraz z nim, jesienią 1986 roku zwołaliśmy spotkanie, które rozpoczęło historię Biegu Zaślubin - to on został pierwszym w gronie organizatorów. Dzięki sponsorom oraz dotacji z miasta, 18 marca 1987 r. sportowcy stanęli na starcie I Biegu Zaślubin.

- Zdecydowano się na dystans 15-kilometrowy, w granicach miasta.
- Tak, ten optymalny dystans ustaliliśmy na podstawie doświadczeń podczas różnych biegów organizowanych w kraju. Pierwszy start miał miejsce pod Pomnikiem Zaślubin, następnie podążaliśmy na zachód do latarni morskiej, tam był nawrót i dalej parkiem nadmorskim, ulicami Rodziewiczówny, Sikorskiego i Sułkowskiego, z powrotem pod pomnik. Długość takiej pętli wynosiła 7,5 km, trzeba było ją pokonać dwukrotnie. Od 10. edycji imprezy początek przeniesiony został pod Pomnik Sanitariuszki, ponieważ na to pozwalał nam atest Polskiego Związku Lekkoatletycznego. Wcześniejsza trasa nie zdołała się obronić ze względu na niebezpieczne dla biegaczy schody w okolicy Sanatorium Bałtyk. Od tego czasu mamy również trzy pętle po 5 km. Aktualna trasa została zatwierdzona w 2011 roku, zatem zgodnie z zezwoleniami wydawanymi na okres 5 lat, kolejną zmianę będziemy ewentualnie wprowadzać w roku 2016.

- Przez ponad ćwierć wieku Biegu Zaślubin, nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem.
- Rzeczywiście, było kilka epizodów, które dziś wspominamy z humorem. Jednym z takich wydarzeń było nieporozumienie (prawdopodobnie) ze służbami podczas IV Biegu Zaślubin, które dobę po naniesieniu oznaczeń dla biegaczy na drogach, skutecznie je zamalowały. W tym czasie trasa wiodła nietypowo - spod ratusza w kierunku Starego Borku. W pewnym momencie zaplanowaliśmy nawrót, ale przez likwidację znaków zawodnicy dotarli aż do wspomnianej miejscowości. W efekcie dystans zwiększył się z 15 do 17,5 km, co zdecydowanie podniosło dramatyzm sportowej konfrontacji. Poza tym nie zawsze sprzymierzeńcem była aura. Pamiętam biegi, które odbywały się niemalże między śnieżnymi zaspami.

- Historia Biegu Zaślubin to też jego uczestnicy. Czy spotkał Pan osoby z różnych powodów nieszablonowe?
- Oczywiście. Jednym z uczestników, który szczególnie zapadł mi w pamięć, był żołnierz Wojska Polskiego, który służył w jednostce kawalerii podczas walk na Pomorzu w 1945 r. - pan Jan Niedźwiecki (rocznik 1926). Za każdym razem gdy brał udział w wyścigu, na starcie wykonywał salto. Ponawiał je potem po przebiegnięciu 15 km. Człowiek ten zresztą, mimo niemłodego wieku, startował w Biegu Zaślubin przez 23. edycje, w międzyczasie uczestnicząc również w słynnym maratonie nowojorskim. I tam wykonał salto na początku i na końcu zawodów. Jedną z postaci silnie związanych z biegiem jest Józef Szczeblewski, który rywalizuje mimo protezy nogi. Niezwykle oryginalną osobą jest pani Janina Rusińska z Łodzi. Mimo że była znacznie starsza, uczestniczyła w zawodach kategorii powyżej 50. roku życia. Pamiętam jak raz w Kołobrzegu dobiegła na metę druga, za Rosjanką z Kaliningradu. Podczas dekoracji sama zabrała z tacy i de facto nadała sobie złoty medal. Pani Rusińska będzie startować również w tym roku, w specjalnie dla niej ustanowionej kategorii powyżej lat 70.

- Co roku nie brakuje zawodników z zagranicy.
- Tak, oprócz reprezentantów państw ościennych mieliśmy również Afrykańczyków. Dwa lata temu na starcie pojawił się obywatel Maroka; z powodu słabej znajomości języka angielskiego czy francuskiego został nawet czasowo zatrzymany przez Straż Graniczną. Chęć uczestnictwa zgłaszała także kilkunastoosobowa grupa biegaczy z Etiopii, ale w tym wypadku wiązało się to ze zbyt dużymi kosztami ich ubezpieczenia i eskorty na miejscu. Poza tym istniało ryzyko, że ludzie ci skorzystają z okazji by uciec do któregoś z państw Europy Zachodniej.

- Czy pamięta Pan bieg "zerowy"? Chodzi mi o rok 1969 i kołobrzeskie zwycięstwo późniejszego olimpijczyka Bronisława Malinowskiego?
- W tamtym czasie nie interesowałem się aż tak bardzo lekką atletyką; grałem wtedy w piłkę nożną w międzyszkolnym klubie Sztorm. Samego biegu nie oglądałem z powodu złej pogody. Pamiętam, że w tym czasie Bronisław Malinowski miał w Kołobrzegu poważnego konkurenta - Waldemara Radomskiego. Biegał naprawdę doskonale. Kariery obu w późniejszym czasie potoczyły się zupełnie inaczej: Malinowski został zawodowym sportowcem, a Radomski, z dużym powodzeniem, szkolił młodzież w naszym mieście. Część jego podopiecznych znad Parsęty trafiło do kadry narodowej.

- W niedzielę zaprasza Pan na kolejną odsłonę Biegu Zaślubin.
- Emocje są gwarantowane, a trzy pętle biegnące ulicami miasta sprawiają, że widzowie mogą na bieżąco śledzić zmiany w kolejności sportowców. Zresztą w tym roku ich liczba również jest rekordowa - sięga prawie tysiąca biegaczy.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rudi

Ryszard Kaliciński to nieszablonowy FACET. Ma swoje osiągnięcia, pomysły i CHCE MU SIĘ! Taki człowiek to perełka i powinien być prawą ręka takiej"Muchy" i każdego gospodarza który sport promuje.

Pozdrawiam Rudolf Opała.

G
Gość

Waldemar Gadomski !!!!!