4 VI 1989: to było bezkrwawe powstanie, ale - co ważne - udane powstanie

Piotr PolechońskiZaktualizowano 
Prof. Jerzy Madej na tle wyborczych plakatów  z  roku 1989. - Nasza kampania  była  pionierska i bardziej budziła nasz niepokój co do końcowego wyniku niż dawała pewność  zwycięstwa - mówi <br>
Prof. Jerzy Madej na tle wyborczych plakatów z roku 1989. - Nasza kampania była pionierska i bardziej budziła nasz niepokój co do końcowego wyniku niż dawała pewność zwycięstwa - mówi Radek Koleśnik
4 czerwca minęła 30 rocznica częściowo wolnych wyborów w 1989 roku, które zmieniły Polskę. Rozmawiamy z prof. Jerzym Madejem, koszalińskim parlamentarzystą w latach 1989-2001, senatorem I, II i III kadencji, bezpartyjnym posłem, kandydatem z listy Unii Wolności, wykładowcą Politechniki Koszalińskiej.

W czerwcowych wyborach w 1989 roku startował pan do Senatu z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Otrzymał pan 123 780 głosów, czyli 58, 17 procent głosów ważnych. Wygrał pan zdecydowanie, podobnie jak cała solidarnościowa opozycja, która wtedy wygrała wszystko, co można było wygrać. Spodziewaliście się tak dużego sukcesu?
Może w ostatnich kilku dniach przed głosowaniem to tak. Kiedy czuć już było atmosferę na ulicach, która jednoznacznie wskazywała na to, że Polacy mają dość PRL-u.

Wcześniej tej pewności nikt po waszej stronie nie miał?
Dominowała raczej niepewność. Przecież jeszcze kilkanaście miesięcy temu taki scenariusz, że w Polsce będzie można wybrać kogoś w zgodzie z zasadami demokracji, traktowałbym jako powieść fantastycznonaukową. Szczególnie było to niesamowite dla mnie, bo nie działałem w podziemiu, nie byłem członkiem „Solidarności”. Dlatego to moje kandydowanie do parlamentu było podwójnym zaskoczeniem. A co do samego 4 czerwca, to trzeba pamiętać, że sam ten dzień to było ukoronowanie całej kampanii wyborczej, która była trudna, pionierska i tak naprawdę budząca raczej nasz niepokój co do końcowego wyniku, niż pewność naszego zwycięstwa. Jakiś czas przed wyborami przeżywaliśmy nawet lekki kryzys. Wydawało nam się, że jednak to się nie uda, że jednak nie wygramy. Nasza kampania idealna nie była, przecież uczyliśmy się wyborczych prawideł w trakcie jej trwania. I jak zaczęły do nas docierać wieści, że tam spotkanie się nie udało, bo przewidywana na spotkanie sala była nagle niedostępna, a w innym miejscu też nic z tego nie wyszło, bo kandydaci co prawda byli, ale nikt nie poinformował ludzi o spotkaniu, to byliśmy pełni złych przeczuć. Jednak niepokój ustąpił po spotkaniu z naszymi kandydatami w koszalińskim amfiteatrze, które odbyło się na kilka dni przed głosowaniem. Nigdy nie zapomnę tych tłumów, tego entuzjazmu, tego skandowania „Solidarność!”. Wtedy już wiedziałem, że będzie dobrze.

A był też strach, w którą to stronę wszystko pójdzie?
Był. Część ludzi się bała, co to będzie dalej, gdy „Solidarność” przegra, czym to wszystko się wówczas skończy. Znałem wielu ludzi, którzy to, że poprą opozycję ukrywali i pewnie dlatego przedwyborcze prognozy nie wskazywały na tak duże zwycięstwo „Solidarności”.

Jaką mieliście wtedy świadomość? Mam tu na myśli obóz solidarnościowy. Czy po waszej stronie zdawano sobie sprawę, że walka toczy się o przeorientowanie Polski na zachód, na wyrwanie jej z obozu sowieckiego, że gra idzie o Polskę niepodległą?
Wtedy, na gorąco, raczej mało kto tak daleko wybiegał myślami w przyszłość. Proszę pamiętać, że wówczas cały czas funkcjonowaliśmy w realiach PRL-u, ster rządów trzymała PZPR, działała Służba Bezpieczeństwa, w kraju stacjonowały jednostki sowieckie. Wtedy chodziło raczej o to, aby wykorzystać tę nieprawdopodobną szansę i w legalny sposób poszerzyć przestrzeń wolną od komunistów, wprowadzić jak najwięcej naszych ludzi, a potem zobaczyć, co się wydarzy dalej. I tak też się stało. Ale jak wspominam tamten czas, to pamiętam, że w tyle głowy nieustannie była taka obawa, że coś może się stać, że komunistyczna władza nie będzie chciała pokojowo oddać władzy i użyje siły, podobnie jak w grudniu 1981 roku. Natomiast ta świadomość, o której pan wspomina, zaczęła kształtować się potem, w ciągu dwuletniej kadencji tak zwanego Sejmu „kontraktowego”. Wtedy krok po kroku sięgaliśmy po więcej i więcej wolności. Zmieniliśmy nazwę kraju, godło, wprowadziliśmy nowe reguły gospodarcze. Bardzo zależało nam na tym, aby jak najszybciej Polacy mogli wybrać władze w pełnych już, demokratycznych wyborach i aby „rozbroić” Służbę Bezpieczeństwa, czyli ją zlikwidować. Widzieliśmy też, co się dzieje na świecie, że Polska nie jest jakąś wyspą, ale elementem całego politycznego domina, które nieodwracalnie zmienia tę część Europy. Wtedy nieśmiało zaczęły pojawiać się marzenia o strukturach europejskich, o NATO. Ale droga do tego była jeszcze bardzo daleka.

Czym jest dziś dla pana 4 czerwca 1989 roku? Jakie znaczenie ma ta data w naszych dziejach? Często w naszej historii bywało tak, że sprzyjające okoliczności polityczne, aby móc wybić się na niepodległość, zwyczajnie przesypialiśmy albo próbowaliśmy je wykorzystać źle i nieporadnie. Trzydzieści lat temu stało się inaczej?
Na szczęście tak. Wykorzystaliśmy ten moment na tyle, na ile mogliśmy wykorzystać. Rozpoczęły się wtedy zmiany, które trwają do dziś dnia i które spowodowały przede wszystkim to, że żyjemy w cywilizowanym kraju. Mamy demokrację, co prawda są chwile, że ona nie działa najlepiej, ale działa i cały czas możemy z niej korzystać. Rozwinęliśmy się też gospodarczo i pod wieloma innymi względami. Generalnie jesteśmy zupełnie innym krajem, a przede wszystkim wolnym krajem, co szczególnie, my Polacy, powinniśmy docenić. To, co się wydarzyło w naszym kraju trzy dekady temu to był nasz kolejny zryw narodowy. Taki rodzaj bezkrwawego powstania. I co ważne, udanego powstania. Niestety, dalej już z tą naszą narodową solidarnością i wspólnym, zgodnym dbaniem o nadrzędne cele narodowe bywało i bywa różnie. My Polacy jesteśmy niestety znani z tego, że potrafimy się świetnie zmobilizować i zjednoczyć w obliczu zagrożenia. Znacznie gorzej nam idzie jak to zagrożenie już minie. I tamte wydarzenia, sprzed 30 lat, są tego najlepszym przykładem. Do wyborów w 1989 roku szliśmy razem, różnice rzecz jasna były, ale gdzieś w tle, na drugim planie. Po wyborach zaczęły się już silne ruchy odśrodkowe, wspólny cel zszedł na plan dalszy, własne interesy polityczne stały się ważniejsze niż dobro kraju. Wystarczyło tylko, że nasz przeciwnik, czyli komuniści osłabli, wyjaśniła się sytuacja międzynarodowa i wiadomo było, że żadnej interwencji zewnętrznej nie będzie, aby to nasze polskie „piekiełko” zapłonęło z całą mocą.

Dziś tamta formuła ustrojowej transformacji jest coraz mocniej krytykowana. Że układ z komunistami był niepotrzebny. Że zamiast niego trzeba było poczekać chwilę, a potem rozliczyć ich ze wszystkiego złego, czego się dopuścili i od razu przejąć całą Polskę, od początku określając co było dobrem, a co złem. Że data 4 czerwca 1989 roku to wcale nie jest data początku końca PRL-u, ale realizacji układu zawartego w Magdalence pod ukrytym hasłem: „polityczna władza za bezkarność i gospodarcze profity”.
Na pewno zmiana, która wówczas nastąpiła nie była idealną zmianą. Dyskutować o tym, że - czy trzeba było czekać, czy nie - to jest łatwo teraz, po trzydziestu latach. Wtedy, jak już to wspomniałem, nie wiedzieliśmy, jaka czeka nas przyszłość. Ruszyły zmiany, pojawiła się szansa, aby zmienić nasz kraj i nie chcieliśmy należeć do kolejnego pokolenia Polaków, które straci swoją szansę. Zaistniała wtedy taka sytuacja, że „Solidarność” była lepiej lub gorzej gotowa do przejęcia władzy, a komuniści wiedzieli, że biorąc pod uwagę to, co się dzieje w kraju i na świecie, muszą oddać przynajmniej część władzy i pójść na ustępstwa. To była bezkrwawa i w miarę skuteczna rewolucja, dokonana nie wskutek krwawej wojny domowej, ale głosowania przy urnach. Wiem, że odbyła się ona nie do końca w naszym, polskim stylu. Bez strzałów, walk, ofiar. Ja mówię, że stało się tak na szczęście, ale są tacy, którym ten brak gwałtownego obalenia poprzedniego systemu ze sztandarami w dłoniach przeszkadza i nazywają to „zgniłym układem”. To prawda, był to układ ze wszystkimi jego minusami, ale ja uważam, że Polska na tym układzie zyskała jak mało kiedy w swoich dziejach. A cena, jaką zapłaciliśmy za odzyskanie niepodległości i gospodarczą transformację, nie była wysoka.

Ale czy mimo wszystko nie zabrakło wtedy głębokiej dekomunizacji? Trudno nie zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że brak zdecydowanego rozliczenia z poprzednim systemem zaważył na rozwoju III RP i nawet dziś potrafi wzbudzić u nas demony z przeszłości.
Faktycznie, dekomunizacja nie została przeprowadzona dogłębnie. Ale ja zawsze, gdy słyszę takie argumenty, mówię, że w takim kraju, jak Niemcy, po zjednoczeniu mogła ona zostać przeprowadzona i można było usunąć z pracy tysiące byłych członków partii komunistycznej, bo można było ich zastąpić różnego rodzaju fachowcami z zachodniej części Niemiec, czyli byłej RFN. W Polsce tak luksusowej sytuacji nie mieliśmy i nie można było doprowadzić do paraliżu państwa. Bo jak by się wyrzuciło wszystkich nauczycieli, którzy byli w partii, profesorów akademickich, lekarzy, prawników, urzędników, to naprawdę nie miałby kto tej nowej Polski budować. Dekomunizacja w Polsce na pewno powinna mieć większy zasięg niż miała, ale nigdy w takim stopniu, w jakim to miało miejsce w byłej NRD.

Dziś rocznica wyborów czerwcowych z 1989 roku to taka dziwna rocznica. Z jednej strony to jedna ważniejszych, pozytywnych dat nie tylko w naszej historii, ale i w wymiarze międzynarodowym, z drugiej strony mało kto kojarzy ją na świecie, a w Polsce też jej ranga najwyższa nie jest. Nie żal panu, że tak się dzieje?
No, trochę żal. Problemem jest to, że od razu, od początku, temu dniu nie nadano wyjątkowego znaczenia święta narodowego. Trzeba było mocno zaakcentować zaraz po zmianach, że ta data jest datą graniczną i mocno postarać się o to, aby była ona kojarzona na świecie jako data początku końca komunizmu nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Niestety, jak to u nas bywa, byliśmy tak zajęci kłótniami, tak zajęci sami sobą, że nie zadbaliśmy ani o jedno, ani o drugie. Szkoda.

polecane: Flesz: Ceny owoców i warzyw niezmiennie na bardzo wysokim poziomie.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3