Bo chciał mówić z dziećmi po polsku

Redakcja
Wojciech Pomorski. Przez ostatnie 4,5 roku widział swoje córki przez 13 godzin.
Wojciech Pomorski. Przez ostatnie 4,5 roku widział swoje córki przez 13 godzin.
Wojciech Pomorski od kilku lat walczy z niemieckimi i austriackimi sądami, organizacjami opiekuńczymi z tych krajów oraz byłą żoną Niemką o prawo do widzeń z córkami.

W Parlamencie Europejskim

W Parlamencie Europejskim

W grudniu 2006 roku dziesięcioro obcokrajowców różnych narodowości, w tym Wojciech Pomorski, wystąpiło do Parlamentu Europejskiego w sprawie uznania Jugendamtu za instytucję nielegalną w Unii Europejskiej. Napisali: "Jugendamt zmierza do następujących niejawnych celów: każdemu dziecku należy przeszkodzić w opuszczeniu obszaru Niemiec, władza rodzicielska ma natychmiast być oddana rodzicowi niemieckiego pochodzenia, dzieci należy ochraniać przed pielęgnowaniem przez nie drugiej kultury i języka, co w praktyce oznacza ich germanizację i wynarodowienie. Jugendamt to instytucja polityczna. Jego samowolnej władzy oraz powiązań z urzędami sądowymi nie można pogodzić z zasadami prawa ani z podstawowymi prawami jednostki". W styczniu 2007 roku Komisja Europejska uznała, że Jugendamt łamie prawo wspólnotowe. W czerwcu przedstawiciel rządu Niemiec przeprosił Wojciecha Pomorskiego. Działania Jugendamtu trafią teraz pod obrady Parlamentu Europejskiego.

Jego historia to cierpienie, ból i bezsilność.

- Iwonka Polonia skończyła kilka dni temu osiem lat. Nie mogłem jej ucałować, dać prezentu - mówi przez łzy Wojciech Pomorski. Jego starsza córka, Justyna, ma prawie jedenaście lat. - To już pewnie pannica - wyobraża sobie tata.
Wojciech Pomorski, który dzieli życie między Bytowem a Hamburgiem, spędził bez ukochanych córek kolejne święta. W Boże Narodzenie rozłąka bolała bardziej.

- Moja była żona ukrywa nasze córki. Pomagają jej w tym zagraniczne sądy i organizacje. A wszystko dlatego, że chciałem rozmawiać z Iwonką i Justynką po polsku - opowiada bytowiak.

Emigracja, ślub, dzieci
Młody Wojciech wyjechał z Bytowa do Niemiec w 1989 roku. Najpierw był w Berlinie. Po kilku miesiącach osiadł w Hamburgu. Tam poznał swoją przyszłą żonę Tanję Marię. Pobrali się w 1995 roku.

Owocem ich miłości są dwie córki. Justyna przyszła na świat w 1997 roku, a Iwona Polonia w 1999 roku.
- Kochałem Tanję. Żona przeszła na katolicyzm, nauczyła się polskiego. Rozumieliśmy się. Tak przynajmniej mi się wtedy zdawało. Teraz na wszystko patrzę inaczej - mówi dziś Wojciech Pomorski.

Od samego początku nie najlepiej układały mu się stosunki z rodziną Tanji. - To bardzo prości ludzie. Nie mogli pogodzić się, że w naszym domu mówi się po polsku, że jesteśmy katolikami. Oni są luteranami. Szczególnie prowokacyjnie zachowywała się babka żony. Krzyczała, kiedy córki mówiły po polsku. To samo ojczym Tanji. Żona mówiła mi, abym się tym nie przejmował, abym nie reagował - wspomina mężczyzna.

I to według niego był największy błąd. Kiedy napięcie w rodzinie sięgnęło zenitu, żona zerwała kontakty ze swoją rodziną. Aż na rok. - To mnie niepotrzebnie uspokoiło - ocenia dziś nasz rozmówca.

Ostatnia wizyta
Tanja w końcu pogodziła się z rodziną. A Wojciech zaczął jeździć na studia na Uniwersytet Śląski w Katowicach. Dwa razy w miesiącu nie było go przez kilka dni.
- Wtedy zauważyłem, że moja żona zmienia się. Stała się agresywna. Dzieci zaczęły szeptać po polsku, tak jakby się czegoś bały. Zaczęliśmy z Tanją oddalać się od siebie.

W kwietniu 2003 roku zmarła babcia Wojciecha. - Żona nie chciała jechać ze mną do Bytowa. Nie chciała puścić dzieci. W końcu przyjechała. To była ostania wizyta Justynki i Iwonki w Polsce - mówi smutno bytowiak.

Kilka kolejnych miesięcy to - według niego - przygotowania Tanji do ucieczki z dziećmi z domu. - Zaczęło się ukradkowe pakowanie, oddawanie rzeczy. Wtedy nie łączyłem tego w całość.

Żona zabrała dzieci i uciekła
9 lipca 2003 roku to data, której Wojciech Pomorski nie zapomni do końca życia. Wyszedł rano do pracy. Wrócił około godz. 16. Nikogo nie było w domu. Nie było rzeczy. Zaczął wydzwaniać. Telefony nie odpowiadały. W końcu dodzwonił się do rodziców Tanji. - Wynocha. Jak się tu tylko pojawisz, to cię pogonię kijem
bejsbolowym - usłyszał od ojczyma żony.

Wtedy jeszcze nie wiedział, ale Tanja z córkami była już w domu dla kobiet z dziećmi. - Chcieli mieć "podkładkę", że ona jest ofiarą i że nie ma gdzie się podziać - relacjonuje ojciec Justyny i Iwonki. Policja nie chciała przyjąć złożonego przez niego zawiadomienia o porwaniu dzieci.

O losie jego córek zaczęła do tego momentu decydować potężna organizacja Jugendamt, czyli państwowy urząd do spraw dzieci i młodzieży. - Cztery miesiące bawili się ze mną w kotka i myszkę. Chciałem zobaczyć dzieci, a oni odsyłali mnie, każdego dnia piętrząc biurokratyczne bariery. Nie wytrzymałem. Chciałem się zabić. Teraz wiem, że łamali prawo. Zresztą nadal je łamią - oznajmia Wojciech Pomorski.

Po czterech miesiącach doszło do sprawy sądowej z żoną o prawa rodzicielskie. - Przyznano mi prawo do kontaktów z dziećmi. Zgodziłem się na tzw. spotkania nadzorowane, aby móc tylko zobaczyć swoje córeczki. Myślałem, że to koniec gehenny. Okazało się, że nie. Szef komórki Jugendamtu oświadczył mi, że dojdzie do spotkania, jeśli będą rozmawiał z dziećmi tylko po niemiecku. Nie zgodziłem się. Nie pozwolono zobaczyć mi dzieci - denerwuje się Wojciech Pomorski, choć mówi o sytuacji sprzed kilku lat.

Zażądał tego, co powiedział mu szef Jugendamtu, na piśmie. Nie dostał. Na przemian przekonywano go i szantażowano. Ciągle słyszał, że "tutaj językiem urzędowym jest niemiecki i tu się mówi tylko po niemiecku. Mówienie po polsku nie jest dla dzieci dobre".

Liczyli, że nie wytrzyma

Jugendamt liczył, że ojciec nie wytrzyma i zgodzi się na kontakty z dziećmi tylko w języku niemieckim. Ale Wojciech Pomorski nie dał za wygraną. Założył sądową sprawę o dyskryminację języka polskiego.

- Wtedy Jugendamt dał znać, że jest szansa na spotkanie z dziećmi. To była kolejna gra na zwłokę, bo zaczęli mówić, że z żoną nie ma kontaktu. Później dowiedziałem się, że Jugendamt wywiózł ją i dzieci do Wiednia - nie kryje oburzenia bytowiak. Złożył kolejne zawiadomienie o porwaniu. Z wiadomym skutkiem. Umorzenie.

Do Wiednia Justynkę i Iwonkę wywieziono w styczniu 2005 roku. Minęło więc ponad półtora roku od dnia, kiedy ojciec widział je po raz ostatni.

Wojciechowi Pomorskiemu udało się jednak wywalczyć akta Jugendamtu dotyczące córek. - Dobrze, że ujrzały one światło dzienne. Niech nikt nie myśli, że Niemcy to wolny i demokratyczny kraj. W aktach napisano wyraźnie, żeby nie pozwolić mi na kontakty z córkami, bo mogę je porwać. Oczerniano mnie, że jestem "agresywnym polaczkiem". Przestrzegano, że jak pozwoli mi się na kontakty z córkami w języku polskim, to inne nacje też będą chciały kontaktów w swoich ojczystych językach - mówi ojciec.

W maju 2005 roku doszło do sprawy rozwodowej w Hamburgu. - Połączono ją ze sprawą widzeń z dziećmi. Sąd nas rozwiódł i orzekł, że w maju mam mieć dwa spotkania z dziećmi. A po pozytywnej opinii kolejne - opowiada Wojciech Pomorski.
Doszło do dwóch kilkugodzinnych spotkań nadzorowanych. Żadnej intymności. Ojciec, który nie widział córek dwa lata, musiał znosić w pokoju obecność kilku obcych osób. - Wyściskałem Justynkę i Iwonkę. Długo tuliliśmy się do siebie. Niestety córki nie potrafiły już mówić po polsku. Iwonka, kiedy odchodziła, bardzo płakała - opowiada jej tata.

Co mówili niemieccy urzędnicy
Ale dla mężczyzny najważniejsze było to, że mógł zobaczyć córki. Zaczął żyć nadzieją na kolejne spotkania. Miały być ferie, wakacje. Już je planował.
- Niestety, żona i Jugendamt znowu zaczęli swoje. Utrudniano mi spotkania, straszono. Złożyłem mnóstwo skarg, powoływałem się na międzynarodowe traktaty. Co usłyszałem od niemieckich urzędników? Że to wszystkie brudne g... - twierdzi Wojciech Pomorski.

Jugendamt oskarżył go o napaść. Sąd ukarał go grzywną, którą zniosła druga instancja. Wojciech Pomorski założył sprawę Jugendamtowi. Zresztą procesów jest już kilka. Wzajemnych.

W 2006 roku Wojciech Pomorski wywalczył kolejnych kilka krótkich spotkań z dziećmi. Były nadzorowane. Ostatnie odbyło się w listopadzie 2006 roku. Trwało godzinę i piętnaście minut.
- Jestem kopany i bity. Podnoszę się i znowu jestem kopany i bity - tak wygląda moje życie, moja walka o córki - mówi mężczyzna. Jugendamt od roku znowu utrudnia mu spotkania z córkami. - Teraz ciągle przesłuchują Iwonkę i Justynkę. Dzieci zostały wytresowane. Mają zeznać, że chcą spotykać się ze mną tylko przy innych. Jugendamt zniszczył naszą więź emocjonalną i językową, ale nie poddam się - zapewnia Wojciech Pomorski.

O polskie paszporty

Dzieci Wojciecha Pomorskiego mają też obywatelstwo polskie. Są zameldowane w Bytowie. Mężczyzna złożył wniosek w tutejszym sądzie o wydanie dla nich polskich paszportów, bo mają tylko niemieckie. Sąd odrzucił wniosek, stwierdzając, że właściwym sądem jest sąd austriacki. Wojciech Pomorski złożył zażalenie do Sądu Okręgowego w Słupsku.

Stowarzyszenie
Wojciech Pomorski założył Stowarzyszenie Pokrzywdzonych Rodziców Obcokrajowców w Niemczech. Należą do niego nie tylko Polacy. Stowarzyszenie pomaga prawnie rodzicom w walce o dzieci z małżeństw dwunarodowych.

Andrzej Gurba
andrzej.gurba@gp24.pl

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Carp

Kochani Polacy i Panie Pomorski faktem jest ze Niemcy bezprawnie,ukradli Panu Zycie I Dzieci,i koniec tematu,nie ma byc takich zeczy JUGENDAMT jest trzecia rzesza hitlera,i ten fakt,nie zmieni sie ,jest od 2011 generalna prokuratura ktura powinna przeprowadzic sledztwo,kto i przez kogo na swoje widzi misie sie tak stalo,bo Pan ma wszelkie Prawa,i oni sami powinni doprowadzic do widzen Pana z Cörkami,podpowiem tylko jedno ze ,to jugendamt wywiuzl Pana cörki,nie zona,ona miala taki nakaz z jugendamt,jugendamt jest temu winny,i tu jest calkowita prawda,oni prowadza wojne z Polakami,za hitlera,i to czeba udowodnic,mszcza sie na Polakach,i spotka ich za to kara,bo Ci uczciwi niemcy wiedza o tym ale chonor im nie pozwala na zniszczenie swoich obywateli JUGENDAMT,i za to beda cierpiec bo jugendamt robi to tylko dla pieniedzy,zeby sie umocnic,za moje Dzieci pobieraja 15,600 miesiecznie z tego idzie 7,500 tys eu.dla nich miesiecznie jak sprzedadza Dzieci dostana dodatkowo okolo 300.tys eu.Legalnie je sprzedadza bo jaki rodzic kupujacy Dzieci od jugendamt sie przyzna ze za nie zaplacil?udowodnijcie to,ja moge ale nie stac mnie na walke z jugendamt,oni potrafia zabic ,jak Diane i zostanie to bez echa,tak jak Pana sprawa,to wszystko zrobil jugendamt z Zona i rodzina Zony,tu jest ten punkt Pan byl jeden bez jakichkolkwiek POMOCY bo urzednicy sa po to by brac miesieczna wyplate,a nie do sprawiedliwej wygody Pana,i Pana Zycia godnego jakie Panu sie nalezy,oni od sadu poczawszy,wiedza przed co bedzie,i sa klika prosta odpowiedz do mnie jugendamt CYTUJE-BIURO Z BIUREM SIE TRZYMA PANIE HENRYKOWSKI I PAN NIE MA SZANS,NA PRZYKLAD TERAZ SLYSZALAM ZE PAN POWIEDZIAL ZE ZABIJE ZONE WYSTARCZY NAPISAC RAPORT A PAN NIGDY SIE O TYM NIE DOWIE,A JUZ DO KONCA ZYCIA,NIE WYGRA PAN ZADNEJ SPRAWY- i wlasnie to jest jugendamt BEZ KOMENTAZA.Z POWAZANIEM DO PANA POMORSKIEGO I WSZYSTKICH POLAKÖW,BO NIEMCY DLA MNIE NIEISTNIEJA.HENRYKOWSKI.

b
bhbeilkurier@aol.com

szanowny Panie, bardzo Panu wspolczuje bo wiem co znaczy bezsilnosc wobec niesprawiedliwosci jaka Pana spotkala.Niesprawiedliwosc to tu jest zbyt lagodnie powiedziane - raczej hamstwo i bezprawie panujace w Niemczech w walce z ktorym czlowiek staje sie calkowicie bezradny. Nie wiem czy to co napisze bedzie dla Pana w jakis sposob pocieszajace, ale prosze sobie wyobrazic ze moja historia jest jeszcze gorsza niz Panska bo chodzi o ciezko chorego syna, ktorego Niemcy zabronili mi odwiedzac w szpitalu. Po kilkuletniej walce odzyskalam prowo do widywania syna jeden raz w tygodniu i to przez godzine i to jako opiekun sadowy, jako matka nie mam do tego prawa . Jesli chodzi o rozmowe ze synem to moge tylko mowic z nim po niemiecku i w obecnosci tzw Pflegerow - w przeciwnym wypadku groza mi wyrzuceniem ze szpitala. W moim przypadku nie chodzi o konflikt z ojcem mojego syna bo ten nie zyje, Ja po prostu narazilam sie lekarzom bo oskarzylam ich o popelnienie bledu - syn byl po wypadku samochodowym przez 10 lat leczony lekarstwem ktore zalicza sie do narkotykow i doprowadzony do stanu kompletnej niezdolnosci do samodzielnej egzystencji, Adwokaci kosztowali mnie jak dotad majatek, chociaz czesto ograniczaja sie tylko do wziecia na sam poczatek honorarium i , sady nie dopuszczaja swiadkow ani dowodow w postaci orzeczen lekarskich, urzedy, ministerstwa milcza, Trybunal europejski przyjal skarge ale juz 3 lata oczekuje na rozstrzygniecie sprawy, a moj syn siedzi zamkniety w tak zwanym szpitalu i nie ma zupelnie kontaktu ze swiatem.
A teraz moja rada dla Pana- niech Pan zabierze corki podstepnie od zony inaczej wykonczy sie Pan psychicznie, a z sadami Niemieckimi nie wygra- bo oprocz tego ze nie maja w ogole pojecia o przepisach prawnych to w dodatku sa glupi tepi i niedouczeni i nic juz tego nie zmieni.Ja osobiscie zwracalam sie juz do wielu organizacji tu w Niemczech z prosba o pomoc- jedyne co z tego mialam to byl rachunek za jakas bzdurna broszure, ktora mi przyslali.
Pozdrawiam Pana serdecznie i zycze aby Pan nie zniechecil sie w swojej walce o odzyskanie corek ale tez niech Pan przemysli moja rade- z hamstem trzeba po hamsku.

U
Urszula

Szukam kontaktu z osobami z małżeństw mieszanych-obywatelami polski, ktorzy maja problemy z kontaktami z dziecmi, ktore pozostaly przy rodzicach cudzioziemcach, i nie maja mozliwosci, szansy na kontakt z dziecmi prosze o kontakt : urszula żółtowska Studio Reportażu - 0 698 332 848 urszula.zoltowska@polskieradio.pl

S
Stanislaw Z.

Niedopuszczalne jest, by w Europie Niemcy sobie pozwalali na takie skandaliczne postepowanie i do tego jeszcze po tym co narobili w czasie ostatniej wojny swiatowej. Wiem, ze Jugendamt powstal w 1939 roku i Hitler oraz NSDAP go zakladali by kradl dzieci i je germanizowal w podbitej Polsce, a potem na innych terenach. Problem w tym, ze takie postepowanie w Niemczech trwa nadal i to w zjednoczonej Europie. Zycze wiele sil Panu Pomorskiemu i milo mi, ze sa tacy Polacy jak On. Wreszcie ktos kto wie co znaczy godnosc i honor Polaka. Nikt nie ma prawa zakazywac lub narzucac komukolwiek jezyka w jakim ma mowic z wlasnymi dziecmi. Ale...to Niemcy. Szok by byl, gdyby Niemiec ozeniony z Tajlandka mial mowic po...tajlandzku z wlasnymi dziecmi, bo...jest w Tajlandii, albo po hiszpansku, bo mieszka w Hiszpanii. Nie do pomyslenia. Ale Polakom nakazywac mowic z wlasnymi dziecmi po niemiecku to mozna tak? Niemcy pozostana Niemcami, ale kultury i tolerancji niech ich Pan Pomorski z Boza pomoca nauczy.Jestem z Pana dumny! Powodzenia Panie Wojtku! Ja i wielu moich znajomych i przyjaciol jestesmy sercem z Panem i Pana Coreczkami.

~The Observer~

Oh guys,
when will this endless bajka of polskosci na kubik stop?? Again a "newspaper" reports just what one guy is telling about his conflicts - aren't "Polish" journalists free of any ethics and professionalism: where are reported statementments of all other involved persons and officials? ZERO.
Readers have to balance a little the poorness of gk.
Fine, German constitution says WHAT? Just NOTHING that disables its citizens to appeal to foreign or international courts for what soever? Are Poles restricted by PL law or constitution to appeal in front of German or Russian courts forinstance for what they believe they have they right? If not: is Poland a faschist state? Probably not - but Germany is! When will tose Super-Poles start reflecting what they say?
To Pomorzak.
In friendliest case I would say he does not understand legal situation (by the way very similar concerning "handling"kids stuff after divorce/separetion in both countries).
Info for him: if kids are German citizens as well (they for sure are because of same citizenship law like in PL "after parents") take in respect that EVERY country in the world (inclusive PL) tractates "own" citizens just as such. And that Polish judge he mentioned (just practicing Polish law) he most likely he wants to send as well "back to vaterlandu".
And one more. During my visits and by (non-Polish-) media observation of Germany I found ZERO "revanchism", "faschism" or Anti-Polishness either in the relevant political arena nor by talking to poeple - just the very opposite: still openess and symphaties for Poland.
While in Poland a lot of poeple - AND media! - are still bathing in their 98,8% autosuggestiv horror picture of a Germany you can't find in this globe.
Could you imagine what would have happened if Germany, France and Russia had during the recent (duck/potatoe) years a public opinion and leading class like yours?
About THAT you should start to think and debate ........
Advise of somebody who likes Poland and wishes that it takes NOW the chance not taken till now.

n
nie na temat

bardzo chce sie dowiec jaki tytul ma piosenka do reklamy telewizyjnej konta oszczednosciowego wbk....czy ktos moze pomoc...?

P
Pomorzak

Najprawdopodobniej jest tak, że niezależnie o tego w jakim języku ojciec chce rozmawiać z córkami, to matka będzie robiła wszystko, aby do kontaktów nie dopuścić. Przecież w Polsce też jest multum tego typu spraw. Inna sprawa, to to, że władze administracyjne i sądy w Niemczech naginają prawo na korzyść obywateli tego kraju. W moim przypadku, synowi zmieniono nazwisko mimo, że jako małoletni był obywatelem polskim, a ja nie byłem pozbawiony władzy rodzicielskiej. Polski Sąd jedynie szablonowo ustalił miejsce pobytu syna przy matce, która korzystają ze stworzonej jej możliwości wyjechała z synem "na wycieczkę" do "vaterlandu". To jest przykre, ale ... trzeba z tym żyć. Polskim sędziom (nazwisk nie wymienię), którzy umożliwili ten przekręt, chętnie wydrapałbym oczy. Uprzedzałem, że taki będzie finał zezwolenia na ten wyjazd. Oni oczywiście są mądrzejsi.

g
grzesiek234

No tak. Mamy tu jedną stronę medalu. Żale pokrzywdzonego ojca. A jakie jest zdanie byłej żony? Tak, tak...znam ojców funkcjonujących wg nich bez zarzutu. A do dziennikarza mam prośbę, aby starał się docierać też do drugiej strony konfliktu.
Ciekawi mnie też, poco żona zmieniała wiarę? Są przecież śluby za porozumieniem? I na koniec mam wrażenie, że ten ton "Polskości" i "Germanizacji" trąci myszką. Co to Drzymała, Kasprzak i jego Dąbrówka a z drugiej strony Hakata? No proszę was dajcie spokój.
Mam też wrażenie, że pan pokrzywdzony tata nie wie co to kompromis. Prostych ludzi, trzeba przekonywać a nie się wypinać i wyjeżdżać każąc wybierać: ja albo rodzice". Niech się pan zastanowi co się stało, pojedna z byłymi teściami i zakończy wojnę.

p
polka

taka prawda, również słyszałam o takiej historii

M
Marian

Przykro mi to pisac, bo uwazalem Niemcy za otwarty kraj, ale slowo, ktore wskakuje na jezyk po przeczytaniu tego tekstu to: faszyzm.

G
Gość

do luiza: polecam malzenstwo z niemcem a nastepnie dzieci-i chec rozejscia sie z mezem i zabranie dzieci do polski-... nikle szanse na to ma polka. taka prawda.

l
luiza

oczywiscie on niczemu nie zawinil... bez podstaw nikt by tej kobiety nie przyjal do domku matki z dzieckiem "Frauen Haus". a gdyby tak bardzo kochal swoje corki i tak bardzo chcial sie z nimi widziec, to by nie przeszkadzal mu fakt rozmawiania z corkami po niemiecku. skoro tyle lat tam mieszkal, to sam nie powinien miec z tym problemu.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3