O tym, że angielscy udziałowcy spółki akcyjnej Fuhrmann, która zarządza połczyńskim browarem, chcą się z nią rozstać, sprzedać swoje udziały, pisaliśmy już w lutym.

Wtedy też od ponad miesiąca stała produkcja piwa, ponad 100 osób wykorzystywało zaległe urlopy albo przychodziło do pracy wyłącznie dla obecności. Firma pensje zatrudnionym płaciła na raty.

To się miało zmienić jeszcze w pierwszym kwartale roku. Jak zapewniał nas wtedy prezes zarządu spółki, Jaromir Kaczanowski, dobiegały już końca negocjacje z czeskim inwestorem, który miał kupić połczyński browar.

Do dziś jednak sprzedaż nie została sfinalizowana. Od pół roku w Połczynie nie warzy się piwa. Ubywa pracowników, bo tym, którym kończą się umowy zawarte na czas określony, nie są one przedłużane.

Tym sposobem od początku roku odeszło już co najmniej kilkanaście osób. Ci, którzy zostali, podpisują listę obecności i czekają na wznowienie produkcji piwa. Pensje dostają na raty. - Nie wiemy, co z nami będzie. Nowego właściciela nie ma, mimo że już dawno browar miał być sprzedany, ale też zarząd nie ogłasza upadłości. Rozmawiałem dziś z prezesem i powiedział, że wszystko ma się rozstrzygnąć do 27 czerwca, do walnego zgromadzenia wspólników - mówił nam wczoraj Jan Hadam, przewodniczący związków zawodowych działających w połczyńskim browarze.

Popularne na gk24:


Zobacz także: Koszalin: Podpisanie umowy na nowe śmietniki