Centrum Koszalina powstało ze zgliszczy i gruzów

Piotr Polechoński piotr.polechonski@gk24.pl
Tak prezentowała się dzisiejsza ulica Zwycięstwa w 1945 roku. Lewa strona to praktycznie jedno wielkie gruzowisko (w tle widać katedrę}. Za to po prawej widać, że życie powoli wracało do normy: mama z małym dzieckiem w wózku wyglądają przepięknie. Zdjęcie publikujemy dzięki uprzejmości Muzeum w Koszalinie.
Tak prezentowała się dzisiejsza ulica Zwycięstwa w 1945 roku. Lewa strona to praktycznie jedno wielkie gruzowisko (w tle widać katedrę}. Za to po prawej widać, że życie powoli wracało do normy: mama z małym dzieckiem w wózku wyglądają przepięknie. Zdjęcie publikujemy dzięki uprzejmości Muzeum w Koszalinie. Fot. Bogdan Adamski
Tydzień temu pisaliśmy o historii koszalińskiego dworca i opublikowaliśmy jego zdjęcie, tuż po doszczętnym zbombardowaniu go w 1945 roku. Dziś opowiada o tamtych dniach człowiek, który to wszystko widział.

Jego opowieść poznaliśmy dzięki Danucie Szewczyk, historykowi z koszalińskiego Muzeum. To właśnie ona od wielu lat gromadzi wspomnienia koszalińskich pionierów. - Jednym z nich jest pan Bogdan Adamski - mówi. - Do Koszalina przyjechał w 1945 roku, w październiku, wraz z mamą. Jego ojciec już tu był i pracował w magistracie. A gdy 21- letni wtedy Bogdan wszedł do dworca zobaczył nad sobą niebo zamiast sufitu. Dworcowy budynek, jak to było widać na zdjęciu, praktycznie nie miał dachu - dodaje.

Wcześniej jednak z okolic Poznania do Koszalina prowadziła wtedy długa droga. Jechali pociągiem przez Gdańsk, bo pomiędzy Koszalinem, a Białogardem nie było wówczas torów (te rozkręcili i wywieźli na wschód sowieccy żołnierze). Przez pewien jechali wraz z wysiedlonymi Niemcami, a pod Lęborkiem do pociągu wpadli bandyci. Ubrani w polskie mundury zaczęli zabierać ludziom ich skromny dobytek. Jeden z nich chciał też zabrać ich rzeczy, ale pan Bogdan znalazł w sobie tyle odwagi, że skoczył na niego. Ten się przestraszył i uciekł, a wraz z nim pozostali napastnicy.

Po drodze pociąg zatrzymał się u podnóża Góry Chełmskiej. Nie był to jednak planowany postój: zabrakło pary w kotle. Jadący mężczyźni, w tym pan Adam, szybko się skrzyknęli i wyskoczyli z wagonów. Po chwili znaleźli stągwie z wodą. Dzięki temu woda trafiła do lokomotywy i już bez przeszkód dojechali do Koszalina. "Wyszliśmy na stację, wszystkie budynki stacyjne były spalone. Dach był zawalony, u góry w jego miejscu prześwitywało niebo. A tu, gdzie teraz jest poczekalnia, stał taki trójnóg kocioł, w którym ludzie gotowali sobie strawę" - opowiada w swoich wspomnieniach Bogdan Adamski.

Nie lepiej od dworca prezentowało się całe śródmieście (zniszczone przez ostrzał z dział sowieckich). Oto, jak zapamiętał je pan Bogdan. - "Samo centrum miasta to był jeden wielki gruz. Woda była. Gazu nie było. Prąd był, ale okazyjnie. Pamiętam jak każdego wieczoru czekaliśmy, czy będzie prąd czy nie. Żarówka przez jakiś czas żarzyła się, światło zapalało się jak jutrzenka, potem mrugało i żarówka gasła. Wówczas wiedzieliśmy, że prądu nie będzie. Z tego co pamiętam miasto w tych dniach brało prąd z Białogardu"
Bogdan Adamski wraz w mamą i ojcem zamieszkał przy ulicy Ogrodowej. A z tych pierwszych dni w Koszalinie zostało to unikalne zdjęcie fragmentu dzisiejszej ulicy Zwycięstwa, które pan Bogdan zrobił w 1945 roku.

WYSTAWA
Unikalne filmy, nagrania z opowieściami osadników i nawet broń, jaką wtedy używano - to wszystko można zobaczyć i usłyszeć w ramach wystawy o pierwszych latach polskiego Koszalina. Wystawa została zatytułowana "Koszalin 1945 - 1950. Historia na nowo odkryta" i mieści się w jednej z sal Instytutu Pamięci Narodowej (dawny Urząd Wojewódzki, przy ulicy Andersa). Jest czynna od poniedziałku do piątku, w godzinach w godzinach od 8.30 do 16.50.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tylko , ze jakis "nadmorski" na nim sie uwzial i do oczernia .

G
Gość

Wspomnienie nie mniej cenne niż to, które opublikował pan Polechoński.

50+

Każdy ma swoje wspomnienia. Ja pamiętam jak w latach 60-tych do naszych sąsiadów w małym miasteczku w Koszalińskiem przyjechali ich krewni z Lubelskiego, skąd ci sąsiedzi pochodzili. W miasteczku były jeszcze gruzy po spalonym centrum, ale domki na przedmieściach ocalały. Byli zdziwieni że w obórce jest prąd elektryczny, że w domu jest instalacja gazowa, że jest miejsce (dodatkowe pomieszczenie) na łazienkę w domu, że droga za miastem jest asfaltowa, a w mieście są chodniki i lampy przy drodze. Kręcili głowami że "Niemce takie wille pobudowały", bo i z dachówką i z "oknami weneckimi". Poszli na poniemiecki cmentarz, potem ukradli 2 płyty marmurowe z poniemieckich nagrobków, zapakowali w drewniane skrzynie i "dali na kolej", aby przewieść to w Lubelskie, bo tam rodzicom pomniki postawią.

Dodaj ogłoszenie