„Cudu nad Wisłą” nie było. Zapracowaliśmy na to zwycięstwo [KOMENTARZ]

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
archiwum gk24
Sto lat temu po raz ostatni wygraliśmy samodzielnie wojnę - jako odrębny byt państwowy i narodowy – rozgrywając spektakularną Bitwę Warszawską w zwycięskim pakiecie. Potem już tak dobrze nie było i choć zwycięskie starcia (z reguły wspierając inne armie) nam się zdarzały to jako kraj przegraliśmy najważniejszy konflikt XX wieku, czyli II wojnę światową. I to przegraliśmy dwa razy: jej początek (Kampania Wrześniowa) i jej zakończenie, gdy utraciliśmy nie tylko część przedwojennego terytorium, ale przede wszystkim swoją niepodległość.

I tymi traumatycznymi doświadczeniami w skali całego narodu trzeba chyba tłumaczyć fakt, że tak świetne zwycięstwo sprzed wieku (i to w chwili, gdy państwo polskie organizowało się od podstaw) dziś tak chętnie określamy mało szczęśliwym mianem „Cudu nad Wisłą”. Nasza współczesna, polska mentalność – zbudowana na wielkim cierpieniu, celebrowaniu narodowych katastrof i oddawaniu hołdu ofiarom zbrodni i prześladowań ze strony agresorów (który to hołd oddawać oczywiście trzeba) ma pewien problem z tym, że ledwie dwadzieścia lat wcześniej samodzielnie poradziliśmy sobie z silniejszym przeciwnikiem. Że ledwie dwie dekady przed II wojną światową byliśmy sprytniejsi, lepiej zorganizowani, mądrzejsi taktycznie, odważniejsi i waleczniejsi niż bolszewicki agresor ze Wschodu. Że do tej wojny nie podeszliśmy zgodnie z narodową zasadą „jakoś to będzie” i że nawet jak nam nie szło, a klęska zajrzała w oczy, to nie poddaliśmy się, nie ulegliśmy rozpaczy i zniechęceniu, tylko walczyliśmy do końca. I co szczególnie ważne, w kontekście późniejszej naszej historii, nie biliśmy się na przedpolach Warszawy w 1920 roku tylko po to, aby w przeddzień klęski na oczach świata pięknie przegrać i równie ładnie umrzeć. Do samego końca chcieliśmy tę bitwę wygrać i uratować naszą dopiero co odzyskaną niepodległość. I wygraliśmy.

Jednym słowem polska mentalność nie ma łatwo. Z jednej strony od dziecka uczy się nas postrzegania naszej historii przez pryzmat ofiary, chwalebnych klęsk i hasła dziewiętnastowiecznych mesjanistów, że Polska to „Chrystus Narodów” cierpiąca za innych. Z drugiej jest wielkie, militarne zwycięstwo osiągnięte własnymi siłami. Skutek? Nasza mentalność jest mocno zdezorientowana, a co jest na to najlepszym lekarstwem? Dla wielu z nas jest nim cud. Łatwiej jest nam przyswoić określenie „Cudu nad Wisłą” i fakt ingerencji Boskiej Opatrzności niż to, że wygraliśmy, bo bardzo dobrze się do tej bitwy przygotowaliśmy i z żelazną konsekwencją zrealizowaliśmy świetny, taktyczny plan jak ją rozegrać. I najlepsze, co dziś możemy zrobić dla tych, co sto lat temu brali w niej udział to przestać określać ją mianem „cudu”, bo go tutaj nie było i takie określenie jest wobec nich krzywdzące. Polacy nie przestali wtedy walczyć, nie padli na kolana, Niebiosa zaś się nie rozstąpiły i nie poraziły piorunami bolszewików. To była twarda walka do końca zawodowych żołnierzy i ochotników, to była błyskotliwa praca sztabowców i genialna praca polskiego wywiadu. Ciężka praca, nie żaden cud.

Określenie „Cud nad Wisłą” wymyślili i propagowali w II Rzeczpospolitej polityczni przeciwnicy Józefa Piłsudskiego. W ramach bieżącej walki politycznej chcieli umniejszyć jego rolę i wmówić Polakom, że od kajdan komunizmu nie uratował ich profesjonalny czyn zbrojny i przywództwo marszałka, ale zlitowanie się Niebios nad niekompetencją tych, co wtedy stali na czele narodu. Tamten spór, tamci ludzie już dawno odeszli, ale określenie to zostało i co roku jest powielane w najlepsze. W innym rzecz jasna już kontekście, ale w takim samym stopniu niesprawiedliwe. Czas to zmieniać, a setna rocznica Bitwy Warszawskiej jest najlepszą okazją, aby ten edukacyjno-mentalny proces rozpocząć, bo na pewno musi on jakiś czas potrwać. Nie chowajmy się więc dalej za boską interwencją, ale śmiało stańmy w pierwszym szeregu, bo akurat na tą chwilę chwały i dumy w pełni jako naród zasłużyliśmy i zapracowaliśmy. Przestańmy się bać własnej wielkości i uwierzmy w siebie. Jak Polacy 100 lat temu.

Sto lat temu wygraliśmy z bolszewikami. Oto bitwy, które o t...

Pobierz bezpłatną aplikację Głosu Koszalińskiego i bądź na bieżąco!

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Kobiecy duet w "Dzień Dobry TVN". Jak długo przetrwa?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3