Dobra dieta to taka, na której jesteśmy zdrowo najedzeni

Artykuł sponsorowany
Teraz gdy powoli nasze życie wraca do normy wraz ze znoszeniem ograniczeń wywołanych przez koronawirusa, okazuje się, że wiele osób z kwarantanny wychodzi z bagażem dodatkowych kilogramów. Jak sobie z nimi poradzić? Jakich błędów unikać? O tym rozmawiamy z Martą Pawelec, koszalińską dietetyczką.

Mam wrażenie, że wiele osób decyzję o diecie podejmuje emocjonalnie, impulsywnie — że już, od jutra...
Emocje bardzo często determinują decyzję o "przechodzeniu na dietę". Część osób faktycznie chce zrobić to od razu. Nie do końca mają pomysł i plan na cały proces zmiany nawyków, co później niestety powoduje, że ich początkowy duży entuzjazm mija. Wydaje im się, że wystarczy przestać jeść, ograniczyć sobie niemal wszystko i na pewno się uda. Gdy okazuje się, że taki system nie działa, najczęściej odpuszczają. Druga część osób to osoby stale  odkładające to na później. Zacznę od poniedziałku, od nowego miesiąca, po wakacjach, w nowym roku. I tak w kółko. Proces odchudzania nie powinien być odwlekany w czasie, ale też nie powinien być wynikiem silnych emocji, pobudzenia. Powinien być właściwie zaplanowany - tylko wtedy mamy szansę, by zrobić to raz, a dobrze i już nigdy nie być na diecie.

Zdecydowana większość w diecie widzi tylko sposób na zmianę rozmiaru. Pewnie nie raz spotkała się Pani, z tym że kwestie zdrowotne nie są tym, co najważniejsze?
W gabinecie dietetyka najczęściej pojawiają się osoby, dla których redukcja kilogramów jest najważniejsza. Jako dietetyk kliniczny mam także do czynienia z osobami, dla których dieta jest elementem terapii — jednak wtedy mamy już do czynienia z chorobą. A zdecydowanie łatwiej zapobiegać niż leczyć. Gdyby świadomość na temat wpływu jedzenia na nasze zdrowie była większa, być może część z tych osób nie musiałaby korzystać z moich usług. Swoim pacjentom zawsze powtarzam, że jedzenie jest naszym paliwem, może być lekiem lub trucizną. Od tego, co trafia na nasze talerze zależy nasze zdrowie — możemy nasze zdrowie i odporność budować albo je podkopywać — taki mamy wybór. Redukcja kilogramów to tak naprawdę efekt uboczny. Jeśli w naszym ciele wszystko będzie pracowało jak należny, organizm dostanie najlepszej jakości paliwo, nasz metabolizm będzie pracował na wysokim poziomie, a niezdrową, przetworzoną żywnością nie będziemy prowokować stanów prozapalnych — mamy szanse także na szczupłą, zgrabną sylwetkę.

Dla wielu osób do odchudzania podchodzi na zasadzie: wszystko albo nic. Podejrzewam, że to nie jest dobre podejście?
Niestety jest to podejście, które powoduje bardzo szybki spadek naszej motywacji. Decydując się na "dietę" jesteśmy zdeterminowani do całkowitej zmiany naszego życia. Kierowani euforią zamierzamy zmienić nasze życie o 180 stopno- będziemy  dużo ćwiczyć, zdrowo jeść, odstawimy wszystko, co niezdrowe. Niestety jesteśmy tylko ludźmi i każdemu z nas mają prawo przydarzyć się wpadki. Działając na zasadzie 100% albo nic — każda taką wpadkę traktujemy jak porażkę. Pojawia się frustracja, nastawienie, że jesteśmy do niczego, że skoro raz nam się nie udało, to kolejnym razem też tak będzie. Moim pacjentom zawsze powtarzam, że fakt, iż ten jeden raz się nie udało, nie oznacza, że należy odpuścić. Nie udało się zjeść jednego zdrowego posiłku? Nie szkodzi, kolejny zjedzmy tak jak to sobie zaplanowaliśmy. Nie udało nam się pójść na trening rano. Może znajdziemy czas wieczorem lub trening zrobimy w sobotę, gdy mamy wolny dzień.
Dodatkowo zaczynając jakąkolwiek zmianę, powinniśmy działać powoli. Małymi krokami. Nikt nie powiedział, że musimy od razu zmienić wszystko. Wyznaczając sobie małe cele łatwiej je nam realizować i wyznaczać sobie kolejne.

Kilka razy słyszałam o zasadzie 80 do 20, czyli 80 procent naszych posiłków jest zdrowych, dietetycznych, a 20 to mniejsze lub większe grzechy, które nie rujnują wysiłków. Czy to tak działa?
Tak. Jest to zasada, której często trzymają się sami dietetycy — w tym ja. Zasada działa, jeśli te 80% to faktycznie dobre i zdrowe nawyki, do których zaliczamy jedzenie warzyw i owoców do każdego posiłku, unikanie produktów przetworzonych, regularność posiłków, dbanie o odpowiednia podaż energetyczną w ciągu dnia — wtedy te drobne grzeszki nie powinny mieć większego wpływu na naszą wagę. Niestety łatwo wygląda to tylko w teorii. W praktyce bywa różnie. Omijamy śniadanie, w pracy wypijemy co do zasady zdrowy kefir i nasz organizm pół dnia nie dostał tak naprawdę wartości odżywczych. W drodze do domu zjemy fit batonika, na obiad zdrową pierś z kurczaka, ale z sosem z torebki, więc na kolację zjemy pizzę, bo przecież cały dzień było dietetycznie. Niestety - nie było. W takich sytuacjach zasada 80/20 na pewno nie zadziała. 

Co z wyborem diety? Co rusz są jakieś nowe metody — najnowszy hit to dieta, na której schudła Adele...
Diety alternatywne bardzo często cieszą się dużą popularnością — głównie dlatego, że są często wybierane przez gwiazdy i celebrytów. Kuszeni przemianą sławnych i bogatych jesteśmy gotowi poddać się reżimowi. Niestety większość diet alternatywnych nie ma odpowiednich badan klinicznych, które w 100% potwierdzałyby ich skuteczność i odpowiedni wpływ na nasze zdrowie. Dodatkowo bardzo często działają na niskiej kaloryczności, co powoduje, że zagłodzony organizm faktycznie będzie reagował gubieniem kilogramów — które niestety wrócą do nas z nadwyżką. Diety bazujące na niskiej kaloryczności osłabiają nasz metabolizm, co powoduje, że przy kolejnych próbach odchudzania nasz organizm będzie już na to gotowy i zacznie magazynować sobie zapas energii na wypadek kolejnych "głodówek", a takim magazynem jest właśnie tkanka tłuszczowa. Dlatego w moim gabinecie bardzo często pojawiają się osoby, na które już żadne diety 1000 czy 1200 kcal nie działają.
Dodatkowo często zapominamy, że gwiazdy korzystające z tego typu diet są pod opieką specjalistów - dietetyków czy trenerów — którzy potrafią odpowiednio zbilansować taką dietę. Jeśli nie dostarcza ona wszystkich składników odżywczych — najczęściej stosują suplementację celowaną, by uzupełniać braki w organizmie. Jeśli ktokolwiek uwierzył, że Adele schudła jedząc czekoladę popijając ją czerwonym winem, jest w błędzie.

Myślę, że duża grupa dietę rozumie tylko jako redukcję kalorii, a to skąd te kalorie pochodzą, nie ma już większego znaczenia. Mylą się, prawda?
Dokładnie. Bardzo często spotykam się z twierdzeniem, że można jeść wszystko co się chce - ważny jest tylko deficyt. To nieprawda! Możemy oczywiście skupić się na metodzie ilościowej, ale ja preferuję te jakościowe. To, co trafia do naszego żołądka, ma wpływ nie tylko na nasz wygląd i kilogramy, ale na nasze zdrowie. W swojej pracy zawodowej często spotykam się z osobami wizualnie szczupłymi, u których po wykonaniu analizy składu ciała i interpretacji badan krwi — wynika, iż poziom tkanki tłuszczowej jest na poziomie powyżej normy co doprowadzić może do chorób naczyniowo- sercowych, zmian hormonalnych, nieskutecznych prób zajścia w ciąże, a także chorób jelitowych — które są źródłem naszej odporności. Dlatego warto przyjrzeć się nie tylko kaloriom, ale także wartościom odżywczym, które to jedzenie ma nam dostarczać.

To jak wybrać dietę, która pozwoli nam osiągnąć nasz cel? I jak mądrze ten cel sobie wyznaczyć?
Przede wszystkim trzeba słuchać siebie. Często słuchamy rad od wszystkich na około: Na diecie nie wolno jeść pieczywa, makaronu, mięsa, trzeba dużo ćwiczyć, mało jeść, najlepiej kupić zapas tabletek i herbatek na odchudzanie, zrobić jakiś detoks i wtedy na pewno się uda. Wchodzimy w taką dietę i po tygodniu czy dwóch mamy dość.
Jeśli lubimy pieczywo, nie widzę powodu, by je odstawić. Można je jeść tylko w rotacji. Osoby, które mam pod swoją opieką nie narzekają też na głód. Prędzej mogą poczuć się przejedzone. Dieta nie musi być także droga czy pracochłonna. Najlepsza i najskuteczniejsza dieta — to taka, którą stosujemy — więc musi być dopasowana do naszego stylu życia. Tylko wtedy mamy szanse na powodzenie. Druga sprawa to wyznaczanie sobie celów krótkoterminowych. Nie skupiajmy się na 10 kg, które chcemy zrzucić — bo na to trzeba będzie poczekać. Wyznaczmy sobie małe cele, np. 2 kg w miesiąc. Odstawienie słodyczy można zaplanować na zasadzie, że pojawią się np. raz w tygodniu, a nie codziennie - niekoniecznie musimy odstawiać je od razu. Gdy zaczniemy osiągać małe cele, nawet nie zauważymy kiedy osiągniemy cel główny.

Zwykle na drodze sukcesu stoi nam motywacja... Jak ja utrzymać? Jak się nie złamać?
Ponownie — zasada małych kroków. Po drugie — wprowadzamy sobie — nazwijmy to — procedury w sytuacjach krytycznych. Jeśli już zdarzy się, że skusimy się na ulubionego batona ustalmy ze będzie to jeden baton - nie 4. Że jeśli opuściłam obiad i zjadłam coś na szybko, to kolacje jem już jak trzeba. Jeden zły posiłek nie skreśla nam przecież całego dnia (mamy przecież zasadę 80 na 20).
Po trzecie - panujmy nad emocjami. To one bardzo często są powodem do podjadania, a w rezultacie gubienia motywacji. Odwracamy głowę od tego, co złe- nie sięgamy w stresie po słodką przekąskę- napijmy się wody, zróbmy krotki spacer czy wykonajmy 10-minutowy trening. Cokolwiek co odwróci naszą uwagę od jedzenia. Musimy pamiętać, że jedzenie przynosi nam ukojenie, przyjemność. Jeśli w silnych emocjach będziemy sięgać po takie właśnie przyjemności w naszym mózgu utrwali się szlak, który za każdym razem będzie nam kazał sięgać po coś słodkiego.

Bywa, że problemem są bliscy...
Niestety często nie mamy oparcia wśród najbliższych. Nie raz spotykałam się z opowieściami o mężu, który w trakcie 3 dnia diety przyniósł na kolację pizzę czy próbach odchudzania dziecka kiedy to na diecie było tylko dziecko , a cała reszta rodziny jadła inne produkty.Wsparcie bliskich jest niezwykle ważne i daje nam dodatkowo dawkę motywacji. Pamiętajmy, że zdrowe nawyki to coś co na stale powinno gościć w każdym domu. Nie tylko, wtedy gdy jesteśmy na diecie. Wspólne przygotowywanie posiłków czy wspólna aktywność fizyczna może być formą spędzania czasu ze sobą, może się też przerodzić we wspólną pasję. Warto zatem być w tym procesie razem.

Wiele osób pewnie nie chce o tym słyszeć, ale bez ruchu efekty diety mogą nie być takie, jakich oczekujemy...
Aktywność fizyczna zawsze nam pomaga, głównie dlatego, że przyspiesza nasz metabolizm — dzięki czemu szybciej możemy liczyć na efekty. Są także przypadki, gdy moi pacjenci, nie mają żadnej aktywności fizycznej, a mimo to chudną — tylko na diecie. Dieta to ogólnie 70% sukcesu, jeśli jednak chcemy osiągnąć maksimum sukcesu, to warto włączyć także sport. Często powtarzam, że co organizm to inna historia i do każdego trzeba dopasować indywidualny plan zarówno żywieniowy, jak i treningowy.

Na koniec — gdyby ktoś miał w życie wprowadzić tylko jedną radę, to co to by było?
Kiedyś mój 12-letni pacjent powiedział, że najważniejsze w diecie to zdrowo się najeść. I chyba to byłaby moja uniwersalna rada dla Wszystkich.

Marta Pawelec jest dietetykiem klinicznym, prowadzi  Centrum Dietotarapii i Edukacji Żywieniowej. Poradnia Dietetyczna Marta Pawelec w Koszalinie przy ul. Modrzejewskiej 2/3
Tel. 608033711
www.centrumdietoterapii-koszalin.medfile.pl
Facebook Poradnia Dietetyczna Marta Pawelec.
Instagram dietetyk_marta_pawelec

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3