"Edyp cię kocha" - premiera Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie

Joanna Krężelewska
W roli Jokasty wystąpiła Beata Niedziela. Histerycznie rozedrgana znów wykreowała na scenie wyrazistą postać. Spektakl na deskach BTD można zobaczyć w najbliższy czwartek o godz. 19
W roli Jokasty wystąpiła Beata Niedziela. Histerycznie rozedrgana znów wykreowała na scenie wyrazistą postać. Spektakl na deskach BTD można zobaczyć w najbliższy czwartek o godz. 19 BTD / Izabela Rogowska
W jednym z wywiadów po sukcesie spektaklu "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją", który docenili w ubiegłym roku również widzowie koszalińskiego festiwalu "m-Teatr", Cezary Iber jasno wyłożył, po co robi teatr.

Wyjaśnił, że jest to jego osobista wypowiedź artystyczna, w której skupia się na kwestiach egzystencjalnych i uniwersalnych i może, ale wcale nie musi pokrywać się ona z wrażliwością widza. Bo to nie widza reżyser chce zadowolić. Nie pracuje po to, by komuś zrobić dobrze, tylko by się wypowiedzieć. Pamiętając przeczytane słowa łatwiej było mi oglądać spektakl "Edyp cię kocha".

Historia znana jest wszystkim, którzy przeżyli w szkole romans z mitologią grecką. Tragiczna jest postać Edypa, który próbując uciec od fatum, z każdym kokiem zbliża się do wypełnienia dawnej przepowiedni. Wyrocznia przepowiedziała jego ojcu Lajosowi, że syn go zabije i poślubi własną matkę - Jokastę. Lajos kazał więc służącemu zabić dziecko. Ten rozkazu nie wypełnił, a mały Edyp trafił do pary królewskiej, rządzącej Koryntem. Kiedy sam wysłuchał wyroczni, zbiegł od rodziców, nie wiedząc, że są mu przybranymi i... napotkał na swej drodze Lajosa. Co dalej? Cóż, mit mówi o tym, że przed swym losem nie da się uciec.

Cezary Iber antyk uwspółcześnił. I pozostaje cieszyć się, że przedstawienia nowożytne trwają najczęściej około 2 godzin, bowiem te greckie potrafiły trwać nawet 4 dni... A tu kilkadziesiąt minut wymaga od widza sporo cierpliwości. Moralizatorska opowieść ozdobiona jest szeregiem zabiegów artystycznych, które zamiast wzmocnić przekaz, uderzyć, unaocznić, są jak czwarta kokarda na jednym bukiecie.

Chór, który w teatrze antycznym komentował, co dzieje się na scenie, wita nas tańcem. Wyuzdanie, którego doświadczamy w pierwszych sekundach, przewijać się będzie do końca, a to w formie sprośnych grafik, a to zachowań, które czasem wetknięte są między dialogi mam wrażenie tylko po to, by spoliczkować, zaszokować, a nie podbić coś na wyższe C.

Reżyser pokazuje dziwne relacje rodzinne. Niebezpieczne zależności, by nie użyć słowa chore. Pokazuje, że z antyku można rodzinę Edypa przenieść do "dziś" i rodzinne morale wcale nie będą takie dawne. Tylko dlaczego? Bo tak mówi fatum, czy klątwa to mit, bo sami swym zachowaniem ją na siebie sprowadzamy? Nie doszukujmy się odpowiedzi. Nie da jej rodzinna terapia, wizyta u lekarza. - Z każdym z nas jest coś nie tak! - diagnozuje wreszcie Antygona.

Spektakl wzbogacony jest o ciekawą muzykę, zabiegi multimedialne. Jednak treść przemyka obok. A od teatru oczekuję czegoś więcej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie