Elżbieta Penderecka po 23. Wielkanocnym Festiwalu Ludwiga van Beethovena: Chcemy pokazać światu Polskę przez muzykę

Wojciech RogacinZaktualizowano 
Stworzyłam imprezę, która ma swoją markę. Pokazujemy światu, jak rozwinął się nasz kraj - mówi Elżbieta Penderecka, inicjatorka organizatorka Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. 23 edycja festiwalu zakończyła się w Wielki Piątek. Już trwają pracę nad kolejnymi festiwalami. Elżbieta Penderecka chce jeszcze więcej wydarzeń festiwalowych organizować poza Warszawą.

Zakończył się 23. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena. Po jednym z koncertów dyrygent Virtuosi del Teatro della Scala, Massimiliano Caldi, publicznie podziękował pani za zaproszenie, za organizację festiwalu i pani zadedykował bisy. Wówczas cała sala wstała. Wszyscy widzowie w filharmonii długo bili pani brawo, dziękowali oklaskami. Mogły się zakręcić łzy w oczach.

Byłam wzruszona tym gestem podziękowania. To się rzadko zdarza. Ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają, piszą później piękne listy z wyrazami wdzięczności, jednak takie podziękowania jak to w filharmonii nie są częste.Ale mnie się bardzo często łza kręci w oku, kiedy słucham koncertów festiwalowych. I to z różnych powodów. Dzień wcześniej słuchałam na przykład Małgorzaty Walewskiej, która występowała z Filharmonią Szczecińską. Ktoś mnie wówczas zapytał: Zapraszasz również polskie zespoły? Ja odpowiedziałam, że musimy pokazać polską kulturę. Musimy pokazać polskie zespoły, niekoniecznie tylko Warszawę i Katowice, gdzie są narodowe instytucje, ale powinniśmy także pokazać wspaniałych muzyków, których mamy w całej Polsce.

Festiwal jest rzeczywiście nie tylko warszawską imprezą, choć tu odbywa się najwięcej koncertów.

Powstały w naszym kraju nowe sale koncertowe, pojawiły się niezwykłe możliwości - również możliwości promocji Festiwalu Ludwiga van Beethovena szeroko poza Warszawą. Co może być wspanialszego, niż pokazać Polskę przez muzykę? By pokazać, że mamy wielkie sale koncertowe, że mamy miejsca, których się nie musimy wstydzić, że to wygląda tak samo jak na przykład Kimmel Hall w Filadelfii czy wielkie sale koncertowe w Europie. A niektóre z naszych sal są nawet jeszcze piękniejsze - NOSPR w Katowicach jest takim przykładem. Tak, to szerokie wyjście na całą Polskę jest niezwykle ważne.

Współpracujemy z Krakowem, Katowicami, Poznaniem, Szczecinem, Olsztynem, Radomiem, Rzeszowem, Lublinem, Zabrzem, Wrocławiem, Sopotem. I staramy się każdego roku poszerzyć liczbę tych miast. Marzy mi się, żebyśmy poprzez taki rozszerzony Festiwal Beethovenowski mogli zawieźć tam turystów, którzy przyjeżdżają specjalnie na ten festiwal, pokazać im całą Polskę, wspaniałe miasta i to, w jak wspaniałej formie znajduje się nasz kraj.

Czy wyboru artystów i repertuaru na każdy festiwal dokonuje pani osobiście?

Wszystko jest moim i rady programowej wyborem. Najpierw wysyłam listy do wybranych artystów. Każdy pierwszy list do artysty piszę osobiście, bo uważam, że to stanowi taki unikalny akcent. Może pan sobie zatem wyobrazić, jaka to jest ogromna praca. Piszę zwykle tyle listów, ilu mamy artystów, dyrektorów chórów, ale też śpiewaków, dyrygentów. W tym roku napisałam 89 listów powitalnych. One są bardzo osobiste. Ja je wszystkie adresuję osobiście, podpisuję. Każdy z tych listów jest nawiązaniem do naszej znajomości, nawiązuje do wcześniejszego spotkania.

To nie są tylko listy, by przywitać artystów na festiwalu. Tam jest też coś osobistego. Pomaga mi w tym również fakt, że mam szczęście żyć u boku artysty. Wielkiego artysty. Mój mąż nie chodzi co prawda na koncerty, na które ja często chodzę, gdyż już jest zmęczony ich ilością. Ja natomiast, kiedy mam tylko wolny dzień, staram się pójść na koncert, posłuchać nowego artysty, zobaczyć kogoś nowego.

Z moją „prawą ręką” do spraw artystycznych, panią Cornelią Much (od września ubiegłego roku), wspólnie z radą programową staramy się tak dobierać repertuar, by znalazły się na festiwalu utwory również mniej znane. Mamy w repertuarze ogromną ilość utworów, które bardzo często są słuchane po raz pierwszy.

Jak się udaje zaprosić tych największych artystów, jak Filharmoników Drezdeńskich czy orkiestrę Tonhalle z Zurychu?

Z orkiestrami rozmawiam trzy-cztery lata naprzód. Naturalnie muszę prosić je również, żeby trochę obniżyły swoje warunki finansowe, bo nie zawsze nas na wszystko stać. Czasem robią piękny ukłon w naszym kierunku, jak Anne-Sophie Mutter, niemiecka skrzypaczka, czy nawet orkiestra Tonhalle z Zurychu.

Reagują pozytywnie ze względu na panią i pani dorobek, na to, że jest pani znana?

To także, ale poza tym - jak mówię - nie noszę prywatnego nazwiska. Noszę nazwisko, które należy do świata. Czy mój mąż jest w kraju bardziej doceniany, czy na świecie - nie wiem, ale na pewno jest na tę chwilę jednym z najbardziej uhonorowanych Polaków. Też tego nie powinnam ja powiedzieć, ktoś inny to powinien mówić.

Postanowiłam jednak, że będę o tym mówić, ponieważ trzeba coś zrobić z polską kulturą, trzeba mieć po prostu do niej większy szacunek. Większy szacunek również do naszej pracy. Moje Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena nie jest dużym biurem. Staramy się ogromnie oszczędnie prowadzić to biuro. Mamy świetnych pracowników, cały mój team jest nadzwyczajny.

To nie jest duży zespół?

To jest bardzo mały zespół. Pracuje nas sześć osób w biurze w Warszawie, trzy osoby w biurze w Krakowie, z dyrektorem biura Andrzejem Gizą, plus ja. A ja jestem pracownikiem społecznym. Wszystko, co robię przez te 23 lata, robię dla kraju, dla Polskiej muzyki, dla promocji polskiej i zagranicznej wielkiej muzyki w Polsce.

A jaka jest polska publiczność? Jaka jest publiczność festiwalowa?

Myślę, że generalnie publiczność festiwalowa jest wspaniała. Sądzę, że nasz festiwal ma już swoją publiczność. Spotykam się z czymś niezwykłym, że publiczność czeka na otwarcie kasy. Kiedy otwieramy kasy internetowe, Eventim na początku, a później Filharmonii Narodowej, wówczas widzimy od razu ogromne zainteresowanie. I to w każdym mieście, w którym odbywają się koncerty.

Ale publiczność oczekuje też czegoś więcej: miłego potraktowania, dobrego repertuaru, ale może również takiego gestu przywitania. I to gestu przywitania każdego, bez względu, kto to jest - czy to jest nieznany meloman, dyplomata, przyjaciel czy przedstawiciel rządu.

Często dyplomatów i polityków widywałem podczas tegorocznego festiwalu.

Ja nie jestem związana z żadną opcją polityczną, szanuję wielu ludzi zarówno z prawicy, jak i z lewicy. Dla mnie najważniejsza jest muzyka i ta wiara, że muzyka może pomóc w jakiś sposób nas wszystkich połączyć.

Znajoma, która weszła na koncert na wejściówkę, opowiadała mi, że poczuła się niezwykle, kiedy czekała przed drzwiami na trzeci gong, a wówczas pani do niej podeszła i zaprosiła, by wybrała sobie miejsce. Ona, szary widz, poczuła się wyróżniona.

Dla mnie widz nigdy nie jest szarym widzem. Dla mnie widz to jest ktoś specjalny. Każdy, kto zechce przyjść do filharmonii, jest tak samo traktowany. Dla mnie osoba, która chce wejść do filharmonii, posłuchać koncertu, jest kimś niezwykłym. My przez nasz festiwal budujemy również nową publiczność. Ta publiczność z siwymi włosami w którymś momencie odejdzie, na kim więc będziemy opierać nową publiczność?

I to są kolejne wzruszające momenty dla nas, jeśli widzimy, że przychodzą ludzie, czekają pod kratą filharmonii, która jest otwierana dopiero godzinę przed koncertem, a oni siedzą na schodach, stoją w długiej kolejce, bo chcą się dostać na koncert. Ja zawsze mówię, że na koncerty przychodzą nie tylko melomani, ale również takie osoby, które przyjdą jednego dnia i powiedzą: A może warto wejść do tej instytucji, a może warto zapoznać się z muzyką klasyczną?

Dyrygent Yaniv Segal powiedział, że to orkiestry powinny dzisiaj przejąć rolę edukowania muzycznego społeczeństwa.

Tak. My musimy znaleźć formę, jak przyciągnąć młodych ludzi do sal koncertowych. Nie zapomnę takiego spotkania w Teatrze Wielkim, to było już z dziesięć lat temu. Proszę sobie wyobrazić, podeszły do mnie trzy panie, w wieku średnim, ale jeszcze młode. I powiedziały: Czy pani wie, że to jest nasz pierwszy pobyt w Teatrze Wielkim? A ja pytam, jakie wrażenia? - Jesteśmy zachwycone! Ja je wzięłam na bok i powiedziałam: Proszę mi podać nazwiska. Ja zostawię paniom bilety do końca festiwalu. I one do końca festiwalu chodziły.

Co sprawiało pani największą radość podczas festiwalu?

Radość sprawia mi to, że pracuję z bardzo młodymi ludźmi - wszyscy mogliby być moimi dziećmi - którzy są pełni entuzjazmu. A po drugie, radość sprawia mi to, że publiczność po koncercie wstaje. A standing ovation w Warszawie nie dzieje się na każdym koncercie.

A najbardziej przykre jest, jak są sale do połowy puste. Jak czasami idę na normalny koncert w sezonie i widzę niezapełnioną salę, to jest to bardzo smutne.

Jak już wspomniałam, trzeba publiczność pozyskiwać. Wprowadziliśmy koncert dla dzieci podczas festiwalu. Proszę sobie wyobrazić, 85 procent przyszło na niezbyt łatwy koncert. Wydaliśmy też książeczkę „Bingo boy”. Ten Bingo, chłopczyk to będzie maskotka, która nam będzie towarzyszyć na przyszłość. Dzieci bardzo się przyzwyczajają do maskotek. Nie udało się nam zebrać funduszy, by już w tym roku tę maskotkę przygotować, ale została pokazana i wydana książeczka. Uczymy dzieci, co to są w ogóle instrumenty muzyczne, zapewniając im jednocześnie interaktywny udział w koncercie.

Po jednym z koncertów na tegorocznym festiwalu, gdy wymieniała pani osoby ambasadorów, którzy przybyli, ktoś powiedział, że to pani jest największą ambasadorką w tym gronie, ambasadorką Polski. Czy tak się pani czuje?

Ja nie chciałabym mówić sama o sobie, niech ktoś inny się wypowiada. Myślę, że zrobiłam dużo. Wspieram młodych, mamy przecież impresariat przy Stowarzyszeniu. Mamy naszych wspaniałych pianistów. To nie jest tylko tak, że ktoś się pokazuje na koncercie, ale to są też listy popierające, które się wysyła, rozmowy z artystami, rozmowy z dyrygentami, wysyłanie tych młodych artystów w świat. Na to trzeba znaleźć fundusze, trzeba się osobiście bardzo zaangażować.

Nie chcę powiedzieć, że jesteśmy profetami, ale czuję, że mamy jakąś misję do spełnienia. Myślę, że publiczność nie zdaje sobie sprawy, ile te koncerty kosztują, a jednocześnie nie zdaje sobie sprawy, z jakimi trudnościami my się borykamy. Bo festiwale, które mają swoją markę na świecie, a myślę, że taką zbudowałam, są ogromnie wspierane przez ich państwa i prywatnych mecenasów. My również jesteśmy wspierani - nie można narzekać na żadną formę wsparcia i każda jest ogromnie ważna - ale myślę, że nieproporcjonalnie do wartości festiwalu.

Czy może pani powiedzieć, jakie są koszty organizacji festiwalu?

To nie jest tajemnica. Mamy wsparcie z Ministerstwa Kultury 1 milion 450 tysięcy złotych. Z miasta Warszawy między 500 a 800 tysięcy, a mieliśmy ponad 2 mln 400 tys. Bardzo ważną rolę odegrałyby tutaj spółki skarbu państwa. Nie jestem przeciwko sportowi, który te spółki mocno wspiera. Wśród naszych sponsorów jest Lotto, bardzo cenimy sobie tę współpracę, również z Orlenem. Od wielu lat naszym partnerem jest BMW Group Polska. Proszę zwrócić uwagę, jaką wagę na uniwersytetach amerykańskich kładzie się i na sport, i na kulturę. Młodzież jest wtedy zajęta czymś innym, ją coś innego interesuje. I to może w wielu przypadkach zmienić życie młodego człowieka.

Jak zrodził się pomysł na Festiwal Beethovenowski?

Kiedyś towarzyszyłam mojemu mężowi, gdy był dyrektorem festiwalu Pabla Casalsa w San Juan w Puerto Rico i jeden z polityków zaproponował mi, żebym została wiceprezydentem miasta Krakowa do spraw kultury. Odpowiedziałam, że propozycja jest dla mnie ogromnym uhonorowaniem wobec tego, co robię i czuję się nawet onieśmielona, natomiast ja nie byłam nigdy urzędnikiem. Jeżeli coś w przyszłości będę robić, to będę chciała to robić społecznie.

I przyszedł 1996 rok, kiedy Kraków uzyskał decyzję, że będzie Europejską Stolicą Kultury w roku 2000. Postanowiono stworzyć radę programową. Mnie przypadł zaszczytny tytuł, by przewodniczyć owej radzie. A tam zetknęłam się z wielkimi artystami, m.in. Krzysztofem Zanussim, Andrzejem Wajdą i wielu innymi.

Na przygotowanie programu mieliśmy cztery lata, natomiast w 1997 roku przypadała 170. rocznica śmierci Ludwiga van Beethovena. I pomyślałam sobie, że nie byłoby nic wspanialszego, jak powołać festiwal, którego patronem będzie Beethoven. Wszyscy wtedy mówiliśmy, że któregoś dnia przystąpimy do Unii Europejskiej, a Oda do Radości z IX Symfonii Beethovena będzie hymnem Unii. A ponieważ wspomniana rocznica przypadała w okresie świąt Wielkiejnocy, pomyślałam sobie, że jeżeli Salzburg ma Festiwal Wielkanocny, Lucerna ma Festiwal Wielkanocny, dlaczego Kraków nie ma mieć Wielkanocnego Festiwalu?

Jednocześnie znałam zasoby Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, która posiada manuskrypty Beethovena. Pomyślałam wtedy: dlaczego my te manuskrypty chowamy? Jeżeli powołać festiwal, to taki, żeby publiczność miała również możliwość zetknięcia się z zapisem, ze szkicem kompozytora, a wieczorem posłuchać jego muzyki.

Zgłosiłam się do rektora, pana profesora Aleksandra Koja, który przedstawił tę sprawę na senacie. Senat UJ absolutnie poparł ideę i orzekł, że to wspaniały pomysł. I tak powstała pierwsza wystawa, pierwszy festiwal, który trwał sześć dni. A na pierwszy festiwal trzeba było ściągnąć tych artystów, którzy mogli przyjechać. Więc grała i moja orkiestra Sinfonietta Cracovia, ale grał też Rudolf Buchbinder.

Ten pierwszy festiwal był malutki, sześciodniowy. Jednak zwrócił uwagę. Otworzyliśmy wystawę, pokazaliśmy manuskrypty, jeszcze w starym budynku Biblioteki Jagiellońskiej. Pamiętam, przyjechała telewizja japońska NHK, przyjechał 2 Program telewizji niemieckiej.

Po siedmiu festiwalach przeniosłam festiwal do Warszawy i tak mamy festiwal 23.

I w Warszawie się mówi: „Dobrze, że Kraków nam oddał festiwal i panią Penderecką”. Wojciech Pszoniak, Małgorzata Potocka zawsze rezerwują sobie dwa tygodnie przed Wielkanocą, by chodzić na wszystkie koncerty. Tu jest już wierna publiczność festiwalu.

Muszę powiedzieć, że bardzo wierna i z Polski, i z zagranicy. Mamy publiczność ze Stanów Zjednoczonych, z Japonii, Chin, Korei, publiczność ze Szwajcarii, Niemiec, Hiszpanii, Austrii. Przyjeżdżają grupy. Na przykład grupa turystów-melomanów ze Szwajcarii. Chciałabym to jeszcze bardzo rozszerzyć. Nie wiem, na ile mi starczy czasu, siły…

Rozszerzyć jeszcze bardziej na Polskę?

Nie tylko na Polskę, ale też na świat.

Wyjść z koncertami poza granicę?

Nie, byłoby nam bardzo trudno. Natomiast zaprosić jeszcze większą ilość międzynarodowej publiczności, żeby poprzez muzykę poznali Polskę. A ten okres roku jest wspaniały. To jest czas świąt Wielkiejnocy, więc zwykle początek wiosny, cudowny. Dlaczego nie zrobić podróży do Polski, nie spędzić tu świąt, które w naszej tradycji są zupełnie inne niż na świecie. Dzisiaj mamy do zaoferowania turystom nasze świetne hotele, znakomite restauracje, a na zachodzie bilety są dużo droższe. Trudno to w ogóle porównywać, jeżeli jedziemy do Salzburga na festiwal i musimy zapłacić 350 euro za dobry bilet, a u nas najdroższy bilet kosztuje 200 złotych.

Już kiedyś powiedziałam, że powinniśmy się bardzo poważnie zastanowić, jak zrobić związek festiwali, z których każdy pokazywałby coś innego, ale generalnie, żebyśmy myśleli, jak pokazać Polskę światu.

Jakich wykonawców chciałaby pani zaprosić na festiwal w przyszłości?

Mam to szczęście, że wielu artystów znam. Staram się wybierać tych naprawdę najlepszych, ale również tych mniej znanych w Polsce. Nie zawsze samo nazwisko się liczy. No, w przypadku takiej Anne-Sophie Mutter, to wiadomo. Bardzo długo walczyłam o Maurizio Polliniego, słałam osobiste listy i sądziłam, że będąc żoną kompozytora, który ma swoje miejsce na świecie, zdołam go w końcu przekonać. Dwa razy mi obiecał, że przyjedzie. Postanowiłam: może kiedyś się to stanie, więcej pisać nie będę. Bo uważam, że też stworzyłam coś, co ma swoją markę.Występuje na festiwalu wybitny pianista, Rudolf Buchbinder, ale też bardzo wielu innych. Był Krystian Zimerman. Długo na niego czekałam. Przyjechał. I obiecał, że przyjedzie jeszcze.

A jego wrażenie, które mi potem podesłał SMDS-em było wzruszające. Napisał: Tak perfekcyjnie zorganizowanego festiwalu dawno nie widziałem. Odpisałam mu tak samo: Wzruszył mnie Pan ogromnie! Staramy się tę perfekcję pokazać wobec wszystkich artystów.

Współpracownicy mówią, że dba pani o każdy szczegół, dopilnowuje wszystkiego osobiście.

Ja witam wszystkie orkiestry, chodzę na próby, nie tylko na koncerty, otwieram sympozjum i uczestniczę w kursach mistrzowskich.

Jakich artystów obejrzymy na festiwalu za rok?

Nie zdradzę wszystkich tajemnic, ale powiem tak: To będzie wielki festiwal. Przypada wtedy 250-lecie urodzin Ludwiga van Beethovena. Rozpoczynamy jedyną operą, jaką napisał, „Fidelio”, ze wspaniałą obsadą artystów. Wykonamy na pewno IX Symfonię Beethovena, na pewno wykonamy „Missę solemnis”. Przedstawimy również wszystkie pięć koncertów fortepianowych Ludwiga van Beethovena, w wykonaniu jednego artysty i bez dyrygenta. Artystą tym będzie Rudolf Buchbinder z orkiestrą, którą bardzo lubi - Sinfoniettą Cracovią.

Naturalnie skończymy cykl wszystkich kwartetów Beethovena, który rozpoczęliśmy w tym roku i nagraliśmy w systemie audiowizualnym Dolby 5,1 w galerii Sukiennice w Krakowie. Zawsze marzyło mi się, żeby nagrywać muzykę kameralną w takich wspaniałych miejscach, pokazywać obrazy, pokazywać atmosferę, taki piękny entourage. W przyszłym roku nagramy kolejne trzy koncerty i wydamy jesienią komplet wszystkich kwartetów Beethovena.

Mam nadzieję, że pokażemy też sonaty Beethovena. Będziemy mieć na pewno orkiestrę Royal Philharmonic z Londynu, Bamberger Symphony Orchestra. A reszty już nie zdradzę.

Kiedy rezerwować czas na koncerty 24. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena?

W przyszłym roku zaczynamy festiwal 29 marca, a kończymy w Wielkim Tygodniu, w Wielki Piątek - w smutną dla nas wszystkich rocznicę tragedii smoleńskiej - 10 kwietnia.

polecane: MuzoTok: Patrycja Markowska

Wideo

Materiał oryginalny: Elżbieta Penderecka po 23. Wielkanocnym Festiwalu Ludwiga van Beethovena: Chcemy pokazać światu Polskę przez muzykę - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
J
Jarun

Sztucznie nadmuchany kompozytor, który na pewno będzie szybko zapomniany, bo nic ciekawego nie skomponował. Pisał dla siebie, niech więc sam słucha tego rzępolenia.

zgłoś
F
Francesco Sinibaldi

La douceur des désirs innés.

La fleur paraît

dans le calme

de l'après-midi,

j'écoute la chanson

éternelle du soleil

et la voix solitaire

de la nouvelle

saison.

Francesco Sinibaldi

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3