Grudzień nasz i wasz, czyli niezabliźniona rana sprzed pół wieku

Michał Elmerych
Michał Elmerych
Kadry z filmu "Grudzień nasz i wasz"
Udostępnij:
O Rewolcie Szczecińskiej z 1970 roku, jej skutkach i realizacji filmu o tamtych wydarzeniach z Joanną Pieciukiewicz autorką nagradzanego dokumentu „Grudzień nasz i wasz” rozmawia Michał Elmerych.

Czy grudzień 1970 roku to już tylko zamierzchła historia?
Czyli że mamy już do tego nie wracać?

Nie, nie tak. Mam wrażenie, że dla wielu szczególnie młodszych to tylko data, a dla bohaterów filmu „Grudzień nasz i wasz”, to całe życie. Wydarzenia z wczoraj.
Ja też miałam takie wrażenie. Nawet powiem, byłam troszeczkę zaskoczona. Tym, że jednak te emocje są tak żywe. Na pewno to jest historia dla licealistów i dla studentów tu tak. Natomiast myślę, że każdy ze szczecinian, który słyszał o grudniu, to dla niego nie jest to tylko historia. To jest tragedia, która dotyczyła, bardzo często ich bliskich albo przynajmniej istniała w opowieściach bliskich. Dla mnie grudzień nie jest historią, jest jakby takim przeżyciem z dzieciństwa. Oczywiście wtedy byłam tak mała, że nie mogę tego pamiętać. Natomiast przez następne dwadzieścia lat, wtedy, kiedy jeszcze nie można było o tym opowiadać, to w moim domu się o tym mówiło. Oczywiście jak byłam mała, to rodzice czy dziadkowie albo ciocia mówili o tym półsłówkami. Pamiętam, pokazywali mi okna, że tutaj zginęła dziewczynka. Ja nie wiem, skąd ludzie wtedy wiedzieli to tak dokładnie. Przecież nie mówiono o tym ani w telewizji, nie pisano w gazetach poza nekrologiem, w którym poinformowano o ofiarach. A ludzie jednak przełamywali ten strach i opowiadali o tym. W Szczecinie ta historia, ta historia żyła.

Tłum przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zaczął gromadzić się około godziny 13. Zobacz archiwalne zdjęcia Służby Bezpieczeństwa.

Czarny czwartek oczami bezpieki. Zobacz zdjęcia Służby Bezpieczeństwa

Dotknęła cię osobiście?
Mój tato, wówczas strajkował w Zakładach Chemicznych w Policach. Pamiętam, że mama mi przez lata opowiadała, że się bardzo bała o tatę, bo nie było żadnego kontaktu. Także moja rodzina też uczestniczyła w tych wydarzeniach. Na szczęście nikt nie znalazł się bezpośrednio pod komendą. I dzięki temu nikomu się nic nie stało. Natomiast ta historia żyła i żyje do dzisiaj. Wystarczy poczytać sobie nawet komentarze pod filmem w mediach społecznościowych. Kiedy ludzie się zgłaszają i opowiadają, „a ja tam byłam”, „a ja to widziałem”. Tych świadków jest w Szczecinie mnóstwo, także to są pewnie opowieści na kolejne filmy, czy kolejne wywiady, bo każdy patrzył na to zupełnie z innej perspektywy.

Spotkałaś się z rodzinami ofiar, z żołnierzem i milicjantem. Po tych rozmowach wiesz już o szczecińskim Grudniu wszystko, czy jest coś, co chciałabyś jeszcze wiedzieć.
Chciałabym się dowiedzieć więcej na przykład o liczbie ofiar. Nie tylko takich bezpośrednich ofiar, które zginęły wtedy, czyli o liczbie zabitych, chociaż tutaj też sprawa jest jakby moim zdaniem dalej otwarta… Chociaż słyszałam ostatnio, jak wypowiadał się jeden z naukowców z IPN, że sprawa była wielokrotnie badana i nie trafiono na żaden ślad dokumentacji, żeby tych ofiar było więcej. Natomiast są świadkowie, którzy o tym opowiadają. Chociażby pan Jerzy Perkowski, brat Henryka Perkowskiego, właściwie jako jedyny ze znanych mi osób trafił do kostnicy, ponieważ przekupił stróża. Zapłacił mu łapówkę i to bardzo dużą kwotę, bo to było dziesięć tysięcy złotych, czyli powiedzmy pięć, a nawet siedem takich przeciętnych, pensji.

I wszedł do kostnicy w poszukiwaniu brata.
Wciąż ma te obrazy przed oczyma ma te obrazy przed oczyma. I mówi o zwłokach w tej kostnicy na Golęcinie. O ciałach, zwłokach poukładanych jedno na drugim na wózkach na dwóch piętrach. Ja widziałam, jak on to liczył. Widziałam ten moment, kiedy on sobie to przypominał. Pokazywał mi z zamkniętymi oczyma, jak te ofiary były ułożone, że było tam dziecko, na przykład chłopak o dziecięcej jeszcze twarzy. Czy ktoś tak naprawdę dotarł do tej dokumentacji? Mówię oczywiście o badaczach historii. Czy ktoś dotarł i sprawdził, ile osób mogło być wtedy w tej kostnicy? Skąd ci ludzie się tam wzięli? Pan Perkowski również opowiadał, tego akurat nie było w filmie, że na drugi dzień jak pojechał, tych ciał już tam nie było, że one zostały gdzieś tak jak mu stróż powiedział - wywiezione. Także są moim zdaniem jeszcze nieodkryte karty.

Ale nie tylko zabici.
Przecież było mnóstwo osób rannych. Milicja to tuszowała, próbowano zapłacić, to gdzie ci ludzie się potem mieli iść i skarżyć? Ile osób tak naprawdę w wyniku tych ran umarło w ciągu miesiąca kilkunastu miesięcy czy lat?

Słuchając rozmowy z siostrą i ojcem kolejnej ofiary, szeregowego Stanisława Nadratowskiego mam wrażenie, że psychiczna rana nigdy się nie zabliźniła.
Na to absolutnie nie było szans. Ta rodzina, cały dom żył w żałobie całe życie. Ta rodzina psychicznie nigdy się nie podniosła. Odebrano im możliwość rodzinnego szczęścia.

A do końca i tak nie wiedzą, co naprawdę się wówczas stało.

Oni są przekonani o swojej prawdzie. Tak naprawdę nigdy żadne postępowania prokuratorskie nie były dla nich satysfakcjonujące. Rozmawiałam z wieloma innymi ludźmi. Grudzień 1970 rozbił wiele rodzin. Nie chcę mówić o szczegółach, bo to są intymne sprawy, ale rodziny przestały istnieć. Szczecin zapłacił okrutną cenę.

Realizując film, miałaś okazję też korzystać z materiałów, które często były materiałami, które nie były znane powszechnie. Rozmowy ministerstwa spraw wewnętrznych z komendantem milicji w Szczecinie są porażające.
I wcale nie były znane! A są przerażające. To ich lekceważenie. Jak sobie opowiadają, w tak zwanym międzyczasie, pozdrawiają sobie żony, opowiadają o zbliżających się świętach, Opowiadają sobie o świętach, pozdrawiają żony, opowiadają o swoim zmęczeniu. Ludzie protestują, giną, boją się o swoje życie, o swoich bliskich, a oni są po prostu zmęczeni. Mieli nadzieję, że ta sprawa będzie rozwiązana do świąt no, bo przecież już niedługo wigilia. Ludzie grzebali swoich zabitych tydzień przed wigilią, a oni się zastanawiają nad tym, jak oni spędzą w tym roku wigilię. To jest porażające i fakt, że oni siebie sami nagrywali. Byli pewni, że historia tego nie będzie analizować, że oni będą trwać wiecznie przy swojej władzy i będą bezkarni. I tak naprawdę pozostali bezkarni.

I to stwierdzenie, żeby dać każdemu funkcjonariuszowi 200 złotych kieszonkowego. Na drobne wydatki, gdyby chciał zapalić, czy coś zjeść…
I szybka wyliczanka, że przecież, co to jest za skala? Co to jest za skala te 200 zł? To jest żadna skala, mnożąc przez liczbę funkcjonariuszy, to dla państwa tak naprawdę jest żadna skala. A tymczasem dlaczego ludzie wyszli na ulicę? Po prostu walczyli o chleb. Ludziom zajrzał głód w oczy. Przypomnę, że żyło się wtedy bardzo, bardzo skromnie. To było jeszcze pokolenie, które szanowało każdą kromkę chleba. Każda podwyżka cen artykuły spożywczych kojarzyła się ludziom z głodem, który jeszcze gdzieś tam z tyłu głowy mieli.

Niewątpliwą wartością Twojego filmu jest to, że opowiadasz szczecińską historię, że pokazujesz właśnie Szczecin.
Zawsze mnie zastanawiało i tak naprawdę denerwowało, że kiedy się mówiło Grudniu’70, to w świadomości społecznej ten grudzień to było Wybrzeże, ale Wybrzeże, czyli Gdańsk, Gdynia, Elbląg. Szczecin nie zadbał o swoją historię, a historia z punktu widzenia Gdańska była nawet pokazywana i ilustrowana naszymi zdjęciami. Większość filmów, które do tej pory widzieliśmy ilustrujące wydarzenia w Gdańsku, Gdyni czy w Elblągu łącznie z filmem Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza” były ilustrowane filmami szczecińskimi.

Mamy te filmy dzięki temu, że szczecińscy operatorzy telewizyjni wyszli wówczas na ulice.
Tak, a to też wymagało niebywałej odwagi, bo pamiętajmy, że nie byli specjalnie miło witani, bo wtedy ludzie wiedzieli, że telewizja kłamie. Dlatego między innymi poruszali się po mieście nieoznakowanymi telewizyjnymi samochodami, a taksówkami. O tym zresztą również opowiadają w moim filmie.

Film Joanny Pieciukiewicz "Grudzień nasz i wasz" obejrzeć mozna na internetowej stronie szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak długo będzie rządził drugi rząd Élisabeth Borne?

Wideo

Materiał oryginalny: Grudzień nasz i wasz, czyli niezabliźniona rana sprzed pół wieku - Głos Szczeciński

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Teraz wiemy dlaczego lewactwo chciało zlikwidować IPN
Więcej informacji na stronie głównej Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie