Badania przeprowadzane na całym świecie potwierdzają słabe wyniki inwestycji inwestorów indywidualnych. Mają oni problem nie tylko z dorównaniem rynkowym stopom zwrotu głównych klas aktywów jak np. obligacje skarbowe czy akcje, ale z reguły osiągają nawet gorsze wyniki od stóp zwrotu inwestycji, które posiadają we własnym portfelu (sprzedawanie po spadkach i kupno po wzrostach). Poniżej przegląd najczęstszych błędów popełnianych przez inwestorów.

Rynek amerykański z długą historią rynków finansowych, systemem emerytalnym opartym o rynek kapitałowy i wysokim udziałem społeczeństwa w inwestycjach powinien, przynajmniej teoretycznie, posiadać dobrze wykształconych inwestorów. Założyć możemy, że ich poziom wiedzy i doświadczenia znajduje się powyżej średniej globalnej. Jakie zatem błędy popełniają inwestorzy, które nie pozwalają im na odniesienie sukcesu w inwestycjach?

JP Morgan przeprowadził analizę stóp zwrotu inwestorów indywidualnych w USA, która wykazała, że inwestorzy z trudem byli w stanie pobić nawet stopę inflacji.

Spójrzmy na wyniki badań, tym razem przeprowadzone przez firmę Dalbar w 2015 r. Firma co roku bada inwestorów funduszy inwestycyjnych w USA. Podobnie jak w przypadku JP Morgan, analiza wskazuje na słabe wyniki prowadzonych przez nich inwestycji. Dalbar precyzuje jednak, które czynniki wpływają na rozczarowujące stopy zwrotu.

Inwestorzy rocznie „oddawali” 3,52 p.p. w stosunku do stopy zwrotu indeksu S&P500. Za prawie połowę ich słabszych wyników odpowiadają błędy behawioralne. Ludzie nie zawsze działają racjonalnie i kiedy przychodzi do inwestycji, wykazują się brakiem logiki. O błędach behawioralnych w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych napisano wiele książek, a pionier badań w tym zakresie – Daniel Kahneman – otrzymał nawet nagrodę Nobla za wkład w dziedzinę ekonomii.

Nieprzemyślane zachowania

Do głównych „przewinień” inwestorów należą: iluzja kontroli, efekt pewności wstecznej, nadmierna pewność siebie, awersja do strat czy podążanie za tłumem.
Iluzja kontroli to przeszacowywanie naszego wpływu na otaczającą rzeczywistość. Najprostszy przykład to duże, niezdywersyfikowane inwestycje w akcje przedsiębiorstwa, dla którego się pracuje. „Jeżeli tutaj pracuję, to wiem co się dzieje i w porę będę mógł zareagować” – tak myśli inwestor, zupełnie pomijając kwestię ryzyka. Jeżeli negatywny scenariusz jednak się zrealizuje, to skończy się to nie tylko utratą pracy, ale również oszczędności. Iluzja kontroli w mniej drastycznym przykładzie skłania inwestora ku nadmiernej koncentracji portfela na danym rynku czy sektorze, braku dywersyfikacji. Prowadzi też do nadmiernego ruchu na portfelu, próbach wyczucia rynku, które mają – w większości – katastrofalne skutki dla majątku klienta.

Czy prawdą jest to co twierdzi Beata Szydło, że dopiero PiS daje podwyżki nauczycielom? Ile zarabiają nauczyciele w innych krajach? Kliknij po prostu w ten tekst, a poznasz odpowiedź.

Iluzję kontroli dodatkowo wzmacniać może efekt pewności wstecznej. Z perspektywy czasu wiele wydarzeń, które były nawet totalnym zaskoczeniem, wydaje się być prostymi do przewidzenia. Patrząc na wykres łatwo jest znaleźć momenty odwrócenia trendu, szczyty, dołki.

Nadmierna pewność siebie to przeszacowywanie prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu. Gdyby zapytać osobę zakładającą własny biznes o szansę na sukces to ponad 80 proc. wskaże, że przynajmniej 7/10. 33 proc. osób zupełnie nie widzi możliwości porażki. W rzeczywistości tylko 35 proc. firm jest w stanie przetrwać pierwszych 5 lat (dane dla rynku amerykańskiego). W inwestycjach działa ta sama zasada. Jeżeli patrzymy na tabelę z początku artykułu i uważamy się za ponadprzeciętnie zdolnego inwestora, to może tutaj działać właśnie ten efekt. Nadmierna pewność może skłaniać do brania zbyt dużego ryzyka w inwestycjach, zbyt częstego handlu, gdzie zarówno próby wyczucia rynku jak i koszty, skazują zazwyczaj na porażkę. Często ten efekt dotyka ludzi, którzy w życiu odnieśli sukces. Przekładają swoją pewność siebie na inwestycje, co kończy się bolesną lekcją. Jest to zaledwie kilka z wielu dyspozycji psychologicznych, które przeszkadzają w inwestycjach. Inwestor musi zdawać sobie z tego sprawę i albo próbować te błędy wyeliminować albo oddać się w opiekę zręcznemu wealth managerowi, który będzie w stanie „okiełznać” jego inwestycyjny temperament.

Zapominanie o kosztach

Inwestor powinien przywiązywać wagę zarówno do kosztów bezpośrednich (np. opłaty wejściowe, prowizje) jak i pośrednich (np. opłaty za zarządzanie). Jest to po części w kontroli inwestora - na pewno w dużo większym stopniu niż zachowanie rynków finansowych. Jeżeli opłaty są wysokie w stosunku do długoterminowych stóp zwrotu z danej klasy aktywów, np. akcji, to warto rozważyć inne rozwiązania lub przynajmniej dowiedzieć się, czym te koszty są uzasadnione. Wiele badań na świecie wskazuje, że próby „wyczucia” rynku są nieskutecznie. Nie tylko inwestorzy (w tym profesjonalni) nie potrafią w odpowiednich momentach kupować i sprzedawać inwestycji, a generują przy tym koszty, które jeszcze bardziej pogarszają stopy zwrotu inwestycji. Spokojniejsze pod kątem rotacji strategie, gdzie koszty są niższe, z reguły przynoszą lepsze rezultaty.

Impulsywne „wyciąganie” gotówki

Jeżeli nagle potrzebujemy gotówki, a całość naszych inwestycji znajduje się, przykładowo, w bardzo zmiennych w krótkim terminie akcjach, to możemy być zmuszeni do sprzedaży tych inwestycji w nieodpowiednim momencie. Jak widać pogarsza to stopy zwrotu z inwestycji. Dobrą zasadą wealth managementu jest posiadanie bufora gotówki na 1 rok, nawet 2 lata bieżących wydatków. To sytuacja idealna - posiadając taki zapas istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że będziemy musieli sięgać po środki z inwestycji, które z natury rzeczy są długoterminowe.

Odwlekanie inwestycji

Często można spotkać się z inwestorami, którzy chcą zainwestować, ale czekają na odpowiedni moment. Ten odpowiedni moment to z reguły dobra sytuacja makro, brak zagrożeń geopolitycznych – generalnie spokój i rosnące indeksy giełdowe. Paradoksalnie dla inwestycji, szczególnie tych bardziej ryzykownych, to często warunki dużej niepewności są najlepszym momentem do wejścia. Jeżeli istnieje duża niepewność, na rynkach królują spadki, to premia za ryzyko jest często duża – a co za tym idzie – przyszłe stopy zwrotu są wysokie. Kiedy wszystko idzie gładko, a na świecie jest spokój, premia za ryzyko jest niska i odpowiednio przyszłe stopy zwrotu są niskie. Z pewnością osoby, które kupiły zdywersyfikowany portfel akcji po upadku banku Lehman Brothers, w czasie trwania kryzysu greckiego czy zawirowań wokół gospodarki chińskiej w 2015-2016 r. wyszły na tym dobrze. Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić i z reguły bardzo trudno jest się zdecydować na zakup inwestycji w takich momentach. Sentyment jest wtedy bardzo słaby, w mediach ciągle wieszczą zbliżający się „kataklizm”, a wszyscy wokół sprzedają. Potrzebny jest silny charakter lub odpowiedni doradca obok, który sprawi, że przynajmniej nie stracimy głowy i nie sprzedamy wszystkiego na przysłowiowym „dołku”.

Reasumując, inwestując musimy zdawać sobie sprawę z naszych ograniczeń. Są czynniki, na które mamy wpływ: ułożenie portfela, dywersyfikacja, zdyscyplinowana strategia, koszty. Są też takie, na które wpływu nie mamy. Głównie jest to zachowanie rynków finansowych, szczególnie w krótkim terminie. Starając się wyeliminować błędy behawioralne, kontrolując koszty i trzymając się obranej strategii jesteśmy w stanie zdecydowanie wybić się powyżej stóp zwrotu „przeciętnego” inwestora. Z pewnością dużą pomocą może się okazać w tym przypadku rola doświadczonego wealth managera i profesjonalna usługa doradztwa inwestycyjnego.

Jarosław Przybył, Dyrektora ds. Produktów Inwestycyjnych Private Banking w Alior Banku

Czas to pieniądz, a szybka informacja to DUŻY pieniądz! Chcesz o pieniądzach wiedzieć wszystko na czas, polub nas na facebooku. Kliknij, przejdź na FB i polub!