Inwigilacja szefowej "Solidarności" w AstraZeneca. Prokuratura nie chciała ścigać ludzi koncernu? Sąd: to karygodna decyzja

Emilia Bromber
Emilia Bromber
Siedziba spółki AstraZeneca w Warszawie
Siedziba spółki AstraZeneca w Warszawie Adam Jankowski
Udostępnij:
Inwigilacja Emilii N., pracowniczki AstraZeneca i szefowej „Solidarności” znalazła swój finał w sądzie po czterech latach, ale na ławie oskarżonych nie zasiadł nikt z ramienia koncernu. Jednak, jak dowiedział się „Głos Wielkopolski”, było też zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Iwonę G. radcę prawną w AstraZeneca oraz Marenę M., radcę prawną z kancelarii Raczkowski Paruch (już nieistniejącej), jednak poznańska prokuratura przez półtora roku nie wykonała podstawowych czynności sprawdzających w tej sprawie. Decyzję prokuratury za karygodną uznał sąd.

Śledzenie szefowej "Solidarności" w AstraZeneca

Sprawę inwigilacji Emilii N. opisaliśmy w „Głosie Wielkopolskim” w styczniu. Mieszkająca pod Poznaniem pracowniczka koncernu farmaceutycznego AstraZeneca Pharma Poland oraz szefowa zakładowej „Solidarności” dokonała zaskakującego odkrycia 6 sierpnia 2017 roku.

Podczas montowania haka holowniczego do służbowego samochodu jej mąż znalazł na metalowej części auta, do której przykręca się hak, czarne pudełko. Początkowo małżonkowie nie wiedzieli, co znaleźli, ale szybko zorientowali się, że jest to nadajnik GPS.

Emilia N. niezwłocznie zgłosiła fakt znalezienia lokalizatora pracodawcy oraz złożyła zawiadomienie na policji. Firma jednak nie poinformował jej, że zleciła kontrolę i wynajęła detektywów. Taką informację przekazała jej dopiero policja, 3 miesiące po odnalezieniu GPS-a. Zanim to nastąpiło, na komisariacie pojawiła się pełnomocniczka spółki AstraZeneca, która, powołując się na tajemnice spółki, prosiła policję, aby nie udostępniać poszkodowanej akt sprawy. Przez ten czas poszkodowana żyła w strachu o życie swoje i rodziny, ponieważ nie wiedziała, kto i dlaczego ją inwigilował.

Zarówno poszkodowana jak i NSZZ „Solidarność” łączą inwigilację z pełnioną przez Emilię N. funkcją przewodniczącej związku. To również z jej inicjatywy w 2016 roku powstała Zakładowa Organizacja Związkowa NSZZ „Solidarność” przy AstraZeneca.

Po czterech latach sprawa znalazła swój finał w sądzie, ale na ławie oskarżonych nie zasiadł nikt z ramienia koncernu AstraZeneca. Oskarżonymi w sprawie są detektyw Dariusz I. oraz Magdalena P. z biura detektywistycznego MDP oraz mec. Łukasz K. z nieistniejącej już kancelarii Raczkowski Paruch (partnerzy zakończyli współpracę i obecnie prowadzą działalność osobno). Detektywi zostali oskarżeni o to, że podczas świadczenia usług detektywistycznych wykonywali czynności ustawowo zastrzeżone dla organów i instytucji państwowych. Z kolei Łukasz K. usłyszał zarzut podżegania wspólników, Magdaleny P. oraz Dariusza I. do tego, by dopuścili się śledzenia z naruszeniem zasad.

Zamieszany w inwigilację jest wielu

Jednak, jak dowiedział się „Głos Wielkopolski” z kręgów zbliżonych do śledztwa, było też zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Iwonę G. radcę prawną w AstraZeneca oraz Marenę M., radcę prawną z kancelarii Raczkowski Paruch, jednak poznańska prokuratura przez półtora roku nie wykonała podstawowych czynności sprawdzających.

Obie prawniczki widnieją w korespondencji mailowej, która stanowi jeden z dowodów w sprawie. Mecenas Iwona G. w mailach przekazała detektywom dane do obserwacji pokrzywdzonej – jej adres, zdjęcie oraz markę i numer rejestracyjny samochodu. Omawiała także kwestie dotyczące rozliczania usługi oraz ustalała dni przeprowadzania obserwacji. Dodatkowo z akt sprawy, do których uzyskaliśmy dostęp wynika, że Iwona G. przychyliła się do sugestii zamontowania GPS-a, nadzorowała oraz dysponowała budżetem, z którego opłacana była zewnętrzna kancelaria Raczkowski Paruch, oficjalnie zlecająca śledzenie. Dodatkowo, podczas cotygodniowych telekonferencji mec. Łukasz K. przekazywał jej oraz innym dwóm pracowniczkom raporty z biura detektywistycznego.

Z kolei mec. Marlena M. w mailach kierowanych do biura detektywistycznego MDP zlecała konkretne dni obserwacji lub je anulowała, a mail w którym mec. Łukasz K. zlecił detektywom zamontowanie GPS-a, został skierowany także do jej wiadomości.

Zapytaliśmy Prokuraturę Okręgową w Poznaniu o zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Iwonę G. i Marlenę M.. Ta potwierdza, że taki dokument wpłynął. I kuriozalnie się tłumaczy.

Elementarne błędy prokuratury

Przedstawiciele poznańskiej prokuratury nie mają sobie nic do zarzucenia. Tłumaczą, że wniosek o ściąganie Iwony G. oraz Marleny M., jaki złożyła Emilia N. 11 lutego 2020, potraktowali nie jako zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, ale, jak twierdzi prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, jako oświadczenie procesowe w sprawie zakończonej już aktem oskarżenia - z dnia 12 lutego 2020, gdzie na ławie oskarżonych zasiedli mec. Łukasz K., Dariusz I. oraz Magdalena P. - a nie jako nowe zawiadomienie o przestępstwie.

Tu pojawia się wątpliwość. Dlaczego prokuratura uznała pismo Emilii N. za oświadczenie procesowe, skoro wyraźnie wskazywała ona na możliwość popełnienia przestępstwa przez inne osoby niż te objęte aktem oskarżenia? Dlaczego - choć wynika to przepisów kodeksu postępowania karnego – nie przeprowadzono żadnych czynności dowodowych? Śledczy nawet nie zadali sobie trudu przesłuchania osoby, która złożyła zawiadomienie. I wreszcie, czy uznanie pisma Emilii N. za „oświadczenie”, a nie „zawiadomienie o przestępstwie” nie było wybiegiem, które pozwoliło poznańskiej prokuraturze szybko zamknąć sprawę bez kosztownego śledztwa.

Jak wynika z informacji jakie przekazała nam poznańska prokuratura – odpowiadając na nasze pytania – powrót do sprawy nastąpił dopiero półtora roku później – we wrześniu 2021 roku kiedy to sąd zajmujący się wspomnianym aktem oskarżenia przysłał do poznańskiej prokuratury pismo pełnomocnika Emilii N. Wtedy też szybko zakończono działania odmową wszczęcia postępowania.

- Czynności sprawdzające w tej sprawie zostały zakończone decyzją o odmowie wszczęcia dochodzenia wobec stwierdzenia, braku znamion czynu zabronionego. Podstawą wydania decyzji była m.in. szczegółowa analiza materiałów sprawy zakończonej skierowaniem do sądu aktu oskarżenia – tłumaczy prokurator Wawrzyniak.

Jak ustaliliśmy – decyzję prokuratury za karygodną uznał Sąd Rejonowy Poznań-Nowe Miasto i Wilda, który w marcu tego roku nakazał niezwłoczne wszczęcie postępowania. Sąd wytknął prokuraturze zaniedbania w wykonaniu podstawowych czynności i wskazał, że jest oczywistym, iż takie śledztwo powinno być prowadzone z urzędu.

- Wobec uchylenia przez sąd postanowienia prokuratora, w sprawie wszczęto dochodzenia. Aktualnie w sprawie realizowane są czynności procesowe - przyznaje prok. Łukasz Wawrzyniak.

Jezioro Ostrowskie, Przyjezierze. Plaża cofnęła się o 10-15 metrów. Kolejne zdjęcie --->

Znikające jeziora Pojezierza Gnieźnieńskiego. Poziom wody ob...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak długo będzie rządził drugi rząd Élisabeth Borne?

Wideo

Materiał oryginalny: Inwigilacja szefowej "Solidarności" w AstraZeneca. Prokuratura nie chciała ścigać ludzi koncernu? Sąd: to karygodna decyzja - Głos Wielkopolski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie