Jechała z pracy, postrzelił ją myśliwy - w Kołobrzegu ruszył proces Andrzeja W.

ima
Andrzej W. nie przyznaje się do winy
Andrzej W. nie przyznaje się do winy Iwona Marciniak
Udostępnij:
- Wjechałam na rondo i nagle - jeden wielki huk w samochodzie, smród spalonej gumy i ból w nogach - tak Emilia Kaczorowska wspomina wieczór 2 października ub. roku. Prokuratura oskarża 30 - letniego Andrzeja W. o to, że oddając strzał w kierunku drogi, umyślnie naraził kobietę na bezpośrednią utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu. Myśliwy odpowiada również za to, że miał polować bez uprawnień. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Było po godz. 22. Emilia Kaczorowska wracała samochodem z pracy ruchliwą zwykle drogą wojewódzką, prowadzącą z Kołobrzegu w stronę drogi krajowej nr 6. Nagle w jej auto uderzyła kula. - Przeszła centymetr od kości kolana i tętnicy - opowiada kobieta. - Centymetr dalej i wykrwawiłabym się zanim by nadeszła pomoc.
Kobieta mówi o fizycznym bólu, który odczuwa do tej pory, a który lekarze kazali jej zaakceptować. Mówi też o traumie, którą przeszła: - Boję się jeździć tą drogą. Do lasu już nie wejdę. Nie wiem czy sobie jakiś kolejny bezmyślny polowania nie urządzi.

Andrzej W. przed sądem nie przyznał się do winy, mimo, że podczas składania wyjaśnień krótko po zdarzeniu jej nie wykluczył, deklarując nawet zadośćuczynienie, jeśli okaże się, że to on spowodował obrażenia kobiety. - "Według mnie stało się to w wyniku nieszczęśliwego wypadku" - odczytywała słowa Andrzeja W. sędzia Ewa Woźniak.

Podczas pierwszej rozprawy Andrzej W. zgodził się odpowiadać tylko na pytania sądu i swojego obrońcy, mec. Wiesława Brelińskiego. Mówił, że jechał wpisać się do książki polowań, gdy zobaczył stado dzików na drodze. Zatrzymał samochód, zszedł z drogi. Twierdzi, że stojąc na wzniesieniu strzelił w dół, do dzików, za którymi hałda ziemi tworzyła naturalny kulochwyt. - Do drogi mogło być od tych dzików 150 - 250 m - powiedział stojąc przed sądem.
Przekonywał, że gdy jakiś czas później policja przeprowadzała tzw. eksperyment procesowy, miejsce na którym polował (teren należy do właściciela firmy budowlanej), wyglądało już inaczej. Zaprzeczył stanowczo by mógł oddać strzał "płaskotorowy". Strzelałem w dół - podkreślał.

Twierdził, że w tym samym czasie mogło polować jeszcze 2 myśliwych z jego koła i 3-4 z koła zarządzającego obwodem po drugiej stronie drogi.

- Tylko wielkie szczęście i całkowity przypadek spowodował, że moja klientka żyje i mogła się tu stawić - powiedział dziennikarzom pełnomocnik Emilii Kaczorowskiej, mec. Aleksander Bolko. - Po stwierdzeniu winy oskarżonego wystąpimy o roszczenia finansowe. Na pewno będzie to kwota powyżej 100 tys. złotych.

Zobacz także: Rozmowa Tygodnia GK24

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Powinno zakazać się polowań, zdelegalizować myślistwo. Przecież oni powodują więcej szkód niń jest z nich pożytku.

a
alohomorakdowora

debile nie powinni mieć dostępu do broni palnej, niech strzelają ale z pukawki na jarzębinę.

Więcej informacji na stronie głównej Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie