Kajakarze muszą przełożyć termin wielkiej wyprawy

Joanna Krężelewska
Joanna Krężelewska
Ojciec i syn przez miesiąc chcieli pokonać kajakami 1400 kilometrów. Wyprawę muszą przełożyć.
Ojciec i syn przez miesiąc chcieli pokonać kajakami 1400 kilometrów. Wyprawę muszą przełożyć. Fot. FB Zimny Włodek
28 marca mieli zejść na wodę. Kajakami chcieli przepłynąć Polskę po przekątnej. Chcieli udowodnić, że niepełnosprawność to nie słabość. Przewidzieli złe warunki pogodowe, brak żywności, ale... nie przewidzieli zagrożenia epidemicznego.

- Wszystko wskazuje na to, że naszą wyprawę będziemy musieli przesunąć aż o rok. Część rzek na wyznaczonej trasie jest spławna jedynie wiosną, dlatego nie możemy przełożyć spływu na czas letni – tłumaczy Włodzimierz Zimnowłocki, organizator spływów kajakowych, sianowski radny miejski. W wyprawie życia miał towarzyszyć swemu synowi, Mariuszowi. 33-letni Mariusz, mieszkaniec gminy Sianów, postanowił przepłynąć Polskę kajakiem z Bieszczad do Świnoujścia i Bałtykiem dopłynąć do Jamna. Chciał w ten sposób udowodnić, że zasługuje na normalne traktowanie, na pracę. Mariusz od urodzenia nie słyszy i nie widzi na jedno oko. Mówi językiem migowym. Jest przy tym absolutnie samodzielny. Chciał pokazać, że choć inaczej się komunikuje, inaczej odbiera świat, jest taki sam jak inni ludzie. A od wielu nawet silniejszy.

Zimnowłoccy swoją wyprawą chcieli zwrócić oczy całej Polski na problem braku pracy dla osób z niepełnosprawnościami bądź oferty pracy poniżej kwalifikacji. Żeby spływ doszedł do skutku, potrzebne były pieniądze na sprzęt dla Mariusza. Tu do akcji wkroczyli internauci – zrobili zrzutkę i pomogli wyposażyć 33-latka we wszystko, czego kajakarz potrzebował.

Jeszcze 21 marca panowie trenowali na Wieprzy, licząc, że zgodnie z planem popłyną. – Przewidzieliśmy wysoką falę i suszę, upały i mróz, problemy z zaopatrzeniem. Nie przewidzieliśmy zagrożenia epidemiologicznego – mówi Włodzimierz Zimnowłocki.

- Choć na wodzie, w duecie, daleko od cywilizacji i zgromadzeń bylibyśmy bezpieczni, to wyprawę będziemy musieli przełożyć - dodaje. Powodów jest kilka. - Te prozaiczne to na przykład problem z noclegiem, bowiem część gospodarstw agroturystycznych odwołała rezerwacje – tłumaczy kajakarz. - Najważniejsza jest jednak promocja właściwych w trudnym czasie postaw. Wielu sportowców promuje akcję „Zostań w domu”, dlatego i my do niej dołączymy. Chcemy, by o naszej inicjatywie mówiło się głośno i tylko dobrze. By wyraźny i czytelny był cel wyprawy. Teraz wszyscy zmagamy się z poważnym zagrożeniem, dlatego dołączymy do licznego grona sportowców, apelując: zostańmy w domach.

Poniesione koszty, wiele miesięcy przygotowań, zakupy – to nie pójdzie na marne. Każdy, kto dorzucił grosz do wyprawy kajakarzy może być spokojny – pieniądze zostaną spożytkowane, gdy wszyscy będziemy już bezpieczni. Wtedy Mariusz i Włodzimierz popłyną, by udowodnić, że niepełnosprawność to normalność.

Jak uchronić się przed koronawirusem? Porady ekspertów

Zobacz także Prezydent Koszalina Piotr Jedliński i jego zastępca Przemysław Krzyżanowski o sytuacji w mieście w związku z zagrożeniem koronawirusem

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie