Kat Warszawy z Pomorza. Erich von dem Bach-Zelewski urodził się w Lęborku

Sylwia Lis
Zdjęcie wykonane podczas kapitulacji Powstania Warszawskiego. Generał „Bór” podaje dłoń niemieckiemu generałowi Erichowi von dem Bachowi Archiwum
2 października minie 76 rocznica upadku Powstania Warszawskiego. Mało kto wie, że jeden z największych katów powstania pochodził z Lęborka i do tego... był Kaszubą. By ukryć swe pochodzenie, zmienił nawet nazwisko.

Prawie każdy z nas zna zdjęcie wykonane podczas kapitulacji Powstania warszawskiego. Na nim widzimy wychudzonego mężczyznę – generała Tadeusza Bora Komorowskiego, podającego dłoń niemieckiemu generałowi Erichowi von dem Bachowi (początkowo Erich Julius Eberhard von Zelewski). Ale mało kto wie, że kat powstania warszawskiego urodził się 1 marca 1899 roku w Lęborku. Historia tego człowieka już od dzieciństwa nasycona jest przemocą.

Jako 15-letni młodzieniec po wybuchu pierwszej wojny światowej w 1914 roku zainspirowany szkolną agitacją wstąpił na ochotnika do armii cesarskiej. Dwukrotnie ranny, został odznaczony za odwagę żelaznym krzyżem pierwszej i drugiej klasy. W 1916 roku dosłużył się stopnia porucznika. Po zakończeniu wojny jako żołnierz brał udział w walkach przeciwko Polakom w powstaniach śląskich. Służbę w Raichswerze zakończył w 1924 roku. Do 1930 roku pełnił służbę w niemieckiej straży granicznej. Następnie w 1931 wstąpił do NSDAP i SS. Od 1938 roku był wyższym dowódcą SS i Policji w okręgu Śląskim.
Po rozbiciu wojsk polskich we wrześniu 1939 roku von dem Bach z gorliwością przystąpił do powierzonych mu zadań. Jako pełnomocnik do umacniania niemczyzny na Śląsku osobiście nadzorował deportację 20 tysięcy Polaków do Generalnego Gubernatorstwa i osadził na ich miejsce Niemców etnicznych. W związku z dużą liczbą osób aresztowanych w więzieniach zabrakło miejsc i na jednej z narad von dem Bach zaproponował stworzenie obozu, w którym dodatkowo można by wykorzystywać siłę roboczą więźniów. Za jego inspiracją jego podwładny oberfuhrer SS Arpard Wigand wystąpił z wnioskiem do Himmlera o stworzenie obozu, który powstał 27 kwietnia 1940 roku.

Po rozpoczęciu wojny ze Związkiem Radzieckim von dem Bach został mianowany wyższym dowódcą SS i policji na teatrze działań grup armii „Środek”. Nadzorował mordowanie Żydów, Rosjan i Polaków. Szacuje się, że od 1941 roku do 1944 roku w wyniku jego rozkazów zabito 250 tysięcy osób. Po wybuchu Powstania Warszawskiego von dem Bach został skierowany do Warszawy do bezpośredniego kierowania walkami. Jak zwykle powierzone mu zadanie wykonywał bardzo sumiennie. Pod jego dowództwem i za jego zgodą doszło do szeregu masowych zbrodni na bezbronnej ludności Warszawy i złapanych powstańcach. W przypadku powstańców naziści usprawiedliwiali się twierdzeniem, że powstańcy nie walczą zgodnie z podpisaną Konwencją Genewską z 27 lipca 1929 roku i dlatego nie można uznać ich za jeńców wojennych-kombatantów (konwencja uznawała za kombatanta osoby, które
– posiadały dowódcę, nosiły stały i z daleka widoczny znak wyróżniający, jawnie noszą broń, przestrzegają praw i zwyczajów wojennych). Natomiast powstańcy bardzo często walczyli w zdobycznych mundurach niemieckich z przejętych magazynów SS, a „jedynym” znakiem rozpoznawczym była biało-czerwona opaska na ramieniu. W powstaniu szczególnym okrucieństwem wstawili się żołnierze dwóch tzw. dywizji wschodnich, czyli tych, w których większą część stanowili ochotnicy rekrutujący się z podbitych terenów ZSRR, czyli dywizji ROA (Ruskaja Oswoboditielnaja Armia) i RONA (Ruskaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia). Nie stanowili oni zbyt dużej wartości w starciu z frontowymi jednostkami, jednakże doskonale nadawali się do pacyfikowania ludności cywilnej oraz dywizji Oskara Dirliwangera, składającej się z zwolnionych kryminalistów z terenów Niemiec, którym obiecano amnestię, jeśli wsławią się w boju. Na polecenie dowództwa żołnierze dostawali dużo wódki i narkotyki, przez co stawali się nieobliczalni i nie respektowali żadnych praw. W odwecie powstańcy (o czym nie wspomina się dzisiaj) nie chcieli brać do niewoli żołnierzy tych formacji.

Ogrom mordów dokonanych na mieszkańcach Warszawy „zaskoczył” samych faszystów. Echa tamtych wydarzeń odbijają się we wspomnieniach frontowych żołnierzy SS. Herbert Brunneger w książce „Kto sieje wiatr” opisywał, że w czasie walk o Warszawę w 1944 roku ludność jednej dzielnicy, w tym kobiety i dzieci, została zagnana na niewielki obszar i spalona miotaczami płomieni. Dowództwo niemieckie zdawało już sobie wówczas sprawę z tego, że klęska faszystowskich Niemiec jest nieunikniona. Szukając kozła ofiarnego, z rozkazu von dem Bacha sąd wojskowy skazał na śmierć dowódcę RONA gen. Władysława Kamińskiego, którego postawiono przed plutonem egzekucyjnym za niesubordynację, kradzież mienia (zamiast oddawać skradzione mienie SS-mani rabowali dla siebie) i morderstwa i inne przestępstwa przeciwko prawu wojennemu i natychmiast rozstrzelano.

Po kapitulacji Warszawy za sumienne wykonanie rozkazu Hitlera dotyczącego całkowitego zburzenia miasta von dem Bach został odznaczony Krzyżem Rycerskim i mianowany na dowódcę X Korpusu SS w Budapeszcie. Dowodził armiami do początku lutego 1945 roku, kiedy to zostały doszczętnie rozbite przez Armię Czerwoną. Nigdy nie dostał się do niewoli, jednak w sierpniu 1945 roku został aresztowany przez Amerykanów. Z nieustalonych do dzisiaj przyczyn nigdy nie został wydany stronie polskiej ani radzieckiej, (oficjalnie podaje się, że za zeznania przeciwko swym mocodawcom w procesie norymberskim, zaś nieoficjalnie mówi się, że przekazywał bezcenne informacje wywiadowi amerykańskiemu). W procesie norymberskim, zeznając przeciwko swym mocodawcom, wybielał siebie, twierdząc, że to on doprowadził do tego, że żołnierzy Armii Krajowej uznano jako kombatantów oraz przypisując sobie rozstrzelanie gen. Kamińskiego (którego obwiniał o sadystyczne zbrodnie). Ponadto twierdził, że złagodził rozkaz Hitlera o mordowaniu wszystkich cywilnych mieszkańców Warszawy, tworząc dla nich obóz przejściowy, oraz wyjednał u Hitlera aby żołnierzy AK traktować jako kombatantów, nie zaś jako partyzantów (ich bez sądu rozstrzeliwano). Von dem Bach wyszedł z więzienia w 1949 roku. Za zbrodnie wojenne nigdy nie został ukarany. Oskarżony w 1951 roku za zbrodnie sprzed wojny został skazany na 10 lat więzienia, których nigdy nie odbył. Zmarł w dostatku w Monachium w 1972 roku w wieku 73 lat.

Czy ten zagorzały nazista znał język kaszubski? Nigdy się do tego nie przyznał, bo zaszkodziłoby mu to w karierze w aparacie nazistowskim. W 1940 roku zmienił nawet nazwisko na von dem Bach i zaprzestał używania członu Zelewski, świadczącego o polskich korzeniach. Ta teza przez wielu wydaje się bardzo prawdopodobna. Kat powstania nosił nazwisko kaszubskie wywodzące się spod Wejherowa (ze wsi Zelewo), które do dzisiaj nosi wielu mieszkańców tych ziem, zresztą działaczy walczących o polskość tego terenu. Zresztą podkreślała to propaganda z czasów PRL. Jest to klasyczny przypadek wielu nazistów, którzy skrzętnie ukrywali swoje pochodzenie narodowe. Mocno angażując się w swą działalność, zaskarbiali sobie łaski u mocodawców, w ten sposób maskując swoje pochodzenie.

Zwiedzając zaś muzeum etnograficzne we Wdzydzach Kiszewskich, znajdziemy tam dworek kaszubski przeniesiony tutaj z Luzina i, jak się okazuje, budynek ten należał do bliskiej rodziny von dem Bacha. Jak twierdzi Teresa Lasowa, dyrektor Muzeum Etnograficznego we Wdzydzach Kiszewskich, generał von dem Bach musiał mieć kaszubskich przodków.
– I rodzina Bach-Zelewskich była jednym z ostatnich właścicieli tego dworku – przekonuje. – Po zajęciu tych ziem przez Niemców w 1939 roku rodzina nie została wysiedlona, tylko przeniesiona na poddasze, a ich miejsce zajęli osadnicy niemieccy. Odtworzyliśmy z detalami dworek, jak i otoczenie, między innymi aleje z grabów, która prowadziła do dworu. Taka sama aleja biegła w Luzinie. Były to ponad trzystuletnie drzewa, jednak zostały wycięte mimo że były to unikaty na skalę europejską.

Częste kontrole i kary za brak maseczek

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Historyk ze Słupska

Niestety, ale w tekście jest olbrzymia liczba błędów, które dyskwalifikują go jako rzetelny.

1) W Warszawie nie było żadnych ''dwóch dywizji wschodnich''. Nie było też żadnej ''ROA'' w Warszawie. Wynika to z braku badań w okresie PRL w temacie, gdzie członków RONA nazwano zamiennie ''własowcami'', ''Kozakami'', ''Ukraińcami'' i ''Kałmukami''. Nie prowadzono badań w tej materii, bo było to politycznie niewygodne - wszak ''mądrzej było o tem nie wspominać'', że obywatele ZSRR, choćby i zdrajcy, mordowali Polaków w Warszawie.

ROA w Warszawie nie walczyła, bo wówczas nie istniała. Dopiero 14 października 1944 roku - a więc dwa tygodnie po upadku Powstania - Reichsführer SS, Heinrich Himmler wydał zgodę na utworzenie Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR, Komitet Oswobożdienija Narodow Rassiji) i podległych mu jednostek wojskowych. Przewodniczącym KONR został Andriej Własow. 1. Dywizja KONR-ROA wzięła udział w walkach DOPIERO W LUTYM 1945 roku nad Odrą.

Z kolei RONA nie była żadną ''dywizją'' i miała faktycznie siłę brygady (ok. 3500 ludzi). Z jej oddziałów wydzielono dwubatalionowy pułk szturmowy RONA płk Iwana Frołowa, liczący 1700 żołnierzy, który w Warszawie ''wsławił się'' pacyfikacjami Ochoty. W walce pułk poniósł olbrzymie straty, tracąc 550 zabitych. Jego pozostałości wycofano do Kampinosu, gdzie został rozbity przez oddział AK por. Adolfa Pilcha ''Doliny'' w nocy z 2 na 3 września 1944 roku, tracąc 350 ludzi.

Dowódca RONA miał na imię BRONISŁAW, nie Władysław Kamiński.

2) Oskar Dirlewanger w Powstaniu nie dowodził żadną ''dywizją'', a pułkiem specjalnym SS, przekształconym w brygadę. W jej skład wchodzili pierwotnie kłusownicy, ale szybko uzupełniono ich kryminalistami. Poza tym, pośród kryminalistów byli też więźniowie polityczni (sporo komunistów), a także żołnierze i oficerowie Wehrmachtu, skazani za różne przewinienia (odmowa złożenia przysięgi, odmowa wykonania rozkazu itd.). Istnieje teoria mówiąca, że z jednostki Dirlewangera zrobiono kozła ofiarnego w powojennej historiografii, chcąc przykryć zbrodnie, jakich dopuszczały się jednostki policji i żandarmerii ściągnięte z Poznania.

Wszak łatwiej wytłumaczyć, że do bestialstw na Woli dopuszczali się naćpani kryminaliści, a nie przykładni mężowie i kochający ojcowie, wykształceni ludzie i dobrzy policjanci, prawda?

3) Erich von dem Bach nie dowodził żadnym ''X Korpusem SS w Budapeszcie''. W Budapeszcie walczył XI. Korpus Górski SS, dowodzony przez gen. Karla von Pfeffer-Wildenb[wulgaryzm]. Von dem Bach dowodził XIV. Korpusem SS w Baden-Baden od grudnia 1944 roku, w lutym 1945 roku dowodził X. Korpusem SS na Pomorzu, który szybko został rozbity.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3