Katastrofa w Smoleńsku. Płakaliśmy stojąc w bezruchu

Krzysztof Bednarek krzysztof.bednarek@gk24.pl
Danuta Sycz z Drawska Pomorskiego na cmentarzu w Katyniu, przy tablicy pamiątkowej poświęconej jej dziadkowi Karolowi Świszczewskiemu.
Danuta Sycz z Drawska Pomorskiego na cmentarzu w Katyniu, przy tablicy pamiątkowej poświęconej jej dziadkowi Karolowi Świszczewskiemu. Fot. Danuta Sycz
Katyń, sobota rano. To miała być podniosła uroczystość. Przez moment czuła się, jakby odzyskała dziadka... A potem nadeszła wiadomość o katastrofie. Najpierw było niedowierzanie, później wielki płacz.

Danuta Sycz z Drawska Pomorskiego, wnuczka porucznika Karola Świszczewskiego zamordowanego w kwietniu 1940 r. w Lesie Katyńskim, była jedną z pasażerek specjalnego pociągu, który w piątek rano wyruszył z Warszawy do Smoleńska. Razem z nią na uroczystości do Katynia jechało ponad 500 osób, a wśród nich 217 osób z Rodziny Katyńskiej.

Na dworcu w Warszawie żegnali ich Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Andrzej Sariusz- Skąpski prezes Federacji Rodzin Katyńskich. Następnego dnia obaj zginęli w katastrofie Tupolewa 154-M. Razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jego małżonką i 92 innymi osobami.

- Dobrze zapamiętałam pana Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, bo bardzo się nami przed wyjazdem opiekował, a razem z nami pociągiem jechała jego córka - powiedziała nam Danuta Sycz.

Podróż do Katynia
Początkowo na uroczystości do Katynia jechać mieli synowie zamordowanego przez NKWD Karola Świszczewskiego, ale jeden z nich, mieszkający w Drawsku Pomorskim Zbigniew Świszczewski źle się poczuł i odstąpił swoje miejsce córce. - Podróż była uciążliwa, ale nie można narzekać. Mieliśmy zapewnione ciepłe posiłki i obsługę medyczną. Jechało z nami wiele starszych osób. Część z nich już była w Katyniu. Dla innych była to pierwsza od czasów wojny podróż do Rosji. Pierwsza - i jak deklarowali - ostatnia, ze względu na ich podeszły wiek. Rozmawialiśmy. Ludzie wspominali swoich najbliższych, którzy zginęli na nieludzkiej ziemi. Budowała się atmosfera wielkiego przeżycia - wspominała po powrocie Danuta Sycz.

Około godz. 6 rano pociąg dojechał do Smoleńska. A o godz. 8.30 naszego czasu, na godzinę przed planowanym rozpoczęciem uroczystości, cała grupa dowieziona została autobusami do Lasu Katyńskiego. Uporządkowany, wyglądający dostojnie cmentarz zrobił na Danucie Sycz i towarzyszącym jej wujku Mirosławie Świszczewskim dobre wrażenie. Szybko odnaleźli tablicę upamiętniającą ich dziadka i ojca.

Była katastrofa
- Rozpoczęcie mszy św. opóźniało się. Zwiedzaliśmy cmentarz. Robiłam zdjęcia. W pewnym momencie ktoś podszedł do stojącego w pobliżu żołnierza rosyjskiego i zapytał, dlaczego jeszcze nie zaczynają? Ten odpowiedział: "Była katastrofa!".

"A prezydent tam był? - padło kolejne pytanie i odpowiedź: ,,Może był" - usłyszała Danuta Sycz. - Chwilę później zobaczyłam w pobliżu posłankę Jolantę Szczypińską. Rozmawiała przez telefon. Za chwilę odłożyła słuchawkę. Ponownie zadzwoniła i... rozpłakała się. Później rozdzwoniły się telefony innych uczestników uroczystości. Niektórzy płakali. Inni stali bladzi, bez ruchu. Było już wiadomo, że samolot się rozbił. Nie wiedzieliśmy jednak, jakie są rozmiary katastrofy. Rozpoczęła się modlitwa. Dopiero po zakończeniu różańca ktoś ogłosił przez mikrofon, że pan prezydent z małżonką i wszyscy pozostali pasażerowie samolotu zginęli. Zaczęła się msza, podczas której wszyscy płakaliśmy. Było z nami kilka osób, których rodziny były na pokładzie samolotu. Było też wiele osób opłakujących swoich przyjaciół i znajomych.

Po mszy św. zostali przewiezieni do Smoleńska. Większość z nich chciała jak najszybciej wrócić do kraju. Odjazd pociągu został przyspieszony prawie o dwie godziny. - W powrotnej drodze kilka starszych osób zasłabło. Na szczęście ratownicy ze służby medycznej i harcerze sprawili się bez zarzutu. Podtrzymywali nas na duchu. Pomagali jak tylko mogli. Nie wiedzieliśmy dokładnie, kto był na pokładzie samolotu. W trakcie podróży dowiadywaliśmy się o kolejnych osobach, które zginęły. To było bardzo przygnębiające. W czasie tej podróży, dzięki uprzejmości opiekunów i wzajemnej życzliwości, poczuliśmy się jak jedna, dotknięta wielkim nieszczęściem rodzina - kończy Danuta Sycz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie