Komentarz: Koronawirus dał nam czas. Czy go wystarczy?

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Udostępnij:
Jakiś czas temu zachwyciła mnie akcja społeczna w USA, mająca na celu uzmysłowić ludziom jak ważne jest szczepienie, bo Amerykanie zaczęli to masowo negować. Jednym z elementów akcji był krótki filmik, na którym jeden z lekarzy pytał. - „Czy pamiętasz kiedy ostatni raz chorowałeś na polio? Nie? Bo nigdy nie chorowałeś na polio. Twoi rodzice byli na tyle mądrzy i świadomi zagrożenia, że Ciebie zaszczepili”- tłumaczył lekarz.

Dlaczego teraz o tym wspominam? Z dwóch powodów. Pierwszy to polio, drugi to ludzie. Polio to dla mnie słowo tak egzotyczne jak dżuma, cholera, czy czarna ospa. Kwestie tak abstrakcyjne, że nie musiałem się dotąd specjalnie nimi przejmować. Wymienione przez lekarza polio jak i inne choroby - które kiedyś potrafiły porządnie przetrzebić stan ludzkości - wydawały mi się odległe i z kompletnie innej rzeczywistości. „Pandemia groźnego wirusa”? Jeszcze kilka miesięcy temu te trzy słowa miały dla mnie taki sam ciężar gatunkowy jak polio - terminy ze świata, który już dawno się skończył i nigdy już nie wróci. Przynajmniej w naszej - jakże miłej i bezpiecznej - części Europy.

Ale tamten świat wrócił. Świat, który przez większość ludzkich dziejów był normą. Świat pełen lęku, niepewności, zagrożenia i śmierci. Koronawirus uderzył z całą mocą za nic mając nasze poukładane życie, samozadowolenie, produkt krajowy brutto, Ligę Mistrzów, wakacje w Egipcie, plan na zakup nowego auta, a przede wszystkim za nic mając nasze poczucie, że nasze życie i nasz świat w większym lub mniejszym stopniu, ale jednak kontrolujemy. - Nic z tego, kochani - zdaje się mrugać do nas szyderczo nieoczekiwany gość z chińskiego Wuhan.

Koronawirus uderzył i możemy w nim - niczym w lustrze - przejrzeć się jako ludzkość i jako ludzie, w większej (Europa) lub mniejszej skali (Polska). Z historii o lekarzu i polio wątek, który mnie najbardziej uderzył, dotyczył nas samych, ludzi. Tego, jak niebywale łatwo ulegamy mitom, nie popartym niczym teoriom i jak nieodpowiedzialnie lekceważymy zagrożenie i zapominamy o czasach, gdy to zagrożenie było rzeczywistością. Tak samo do koronawirusa podeszli pierwsi Europejczycy, którzy się z nim zetknęli. Gdzieś pewnie myśleli, że Chińczycy są innymi ludźmi niż oni, że wirus w Europie będzie się zachowywał inaczej, że to tylko taka większa grypa, która przyjdzie, przejdzie i wszystko będzie po staremu. Ale nic po staremu już nie będzie.

U nas sytuacja jak na razie wygląda inaczej i większość mądrych decyzji zapadła w odpowiednim czasie. Ale nie łudźmy się: nie jest to efekt naszej przenikliwości i mądrości, ale szczęścia, którego dotychczas historia tak nam skąpiła. Po prostu byliśmy dalej w kolejce, bo gdybyśmy byli na jej czele mielibyśmy Włochy nad Wisłą. Czy tego szczęścia nam tym razem wystarczy i wyjdziemy z opresji obronną ręką? Tego nie wiem. Wiem za to, że jak nigdy w naszych dziejach zyskaliśmy czas na to, aby to wielkie zagrożenie sobie w pełni uświadomić i przygotować się do niego pod każdym możliwym względem. I jak rzadko w naszych dziejach wszystko zależy od nas samych. Nie spieprzmy tego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dorota

To bardzo mądry komentarz do dzisiejszej sytuacji. Niestety mam wrażenie, że w Koszalinie ludzie po chwilowej panice stwierdzili mnie to ominie i dzisiaj miasto tętni życiem prawie jak przed. Ten świat jaki znamy już nie będzie taki sam.

Przejdź na stronę główną Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie