Mateusz Szczeciński: chcę zdobyć medal mistrzostw świata

Krzysztof Marczyk
Krzysztof Marczyk
Udostępnij:
Sporty walki. Rozmowa z Mateuszem Szczecińskim, 25-letnim zawodnikiem i trenerem Academia Gorila Koszalin. Specjalizuje się w grapplingu (chwytane sztuki walki) i brazylijskim jiu-jitsu.

- Miniony rok miałeś bardzo udany i patrząc na Twój najbliższy rozkład jazdy, to dopiero początek.
- Najwięcej powodów do dumy i radości dało mi zdobycie mistrzostwa świata w grapplingu (we wrześniu w Kazachstanie w kat. 77 kg - przyp. red.). Usłyszenie polskiego hymnu było ogromnym przeżyciem, każdemu sportowcowi życzę, by czegoś takiego doświadczył. Dodajmy, że zawodnik brazylisjkiego jiu-jitsu, czy grapplingu ma dwie główne ścieżki rozwoju. Może jeździć na gale, gdzie najczęściej jest jedna walka 10-minutowa, do poddania. Albo też walczyć na różnych zawodach, pucharach i mistrzostwach, w kimonach (gi), bez kimon (no gi). To druga ścieżka, dzięki której można się wybić.

- Ty postanowiłeś połączyć obie te drogi.
- Tak, dlatego niesamowicie cieszę się na galę w Liverpoolu (Grapple Fest 8 29 bm. - przyp. red.). Przygotowuję się dwa razy dziennie na macie. Do tego treningi siłowe. Wyjeżdżam też w okolice Bielska Białej na tygodniowy zimowy obóz Academii Gorila, na którym będą wszystkie filie naszego klubu. To mój cel - chcę walczyć z najlepszymi na świecie. Moim marzeniem jest zdobycie złotego medalu mistrzostw świata w grapplingu. Ale by to zdobyć, muszę zakwalifikować się, jako mistrz Europy, na tę imprezę. To mój główny sportowy cel na ten rok - zostać najlepszym w Europie. A 28 marca odbędzie się BJJ Outliers Invitational w Irlandii. Rywalem będzie zawodnik MMA, Paul Redmond, mający doświadczenie m.in. w KSW, czy UFC. To moja szansa, bo będzie walczyć w grapplingu, czyli w parterze, co nie jest mocną stroną tego zawodnika.

- Skąd tak duża popularność sztuk walki w regionie?
- Wielokrotnie na temat rozmawialiśmy w naszym środowisku i zgodnie przyznaliśmy, że Koszalin i okolice to fenomen, jeśli chodzi o popularność mma, grapplingu, brazylijskiego jiu-jitsu oraz oczywiście judo, boksu, czy zapasów. Jeździmy na zawody, treningi i seminaria po największych miast w Polsce. Rozmawiamy z trenerami, wiemy, jak wygląda to w innych klubach. I wciąż nie możemy się nadziwić, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca, jest u nas w regonie aż tyle klubów i stowarzyszeń, które zajmują się sztukami walki. To ewenement. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Może do wzrostu popularności przyczyniły się światowe sukcesy zapaśników z Białogardu? Jest u nas pewna kultura zapasów.

- Kiedy zacząłeś trenować sztuki walki?
- 10 lat temu, czyli poświęciłem już temu sporą część życia. Warto przy tym podkreślić, że ważniejsze od liczby lat spędzonych na matach, jest liczba godzin, którą spędza się na treningach. Trenować trzy razy w tygodniu 10 lat, a trenować 5 lat, ale codziennie nawet po dwa razy - jest różnica. Sportem zajmują się jednak całe życie. Zacząłem od piłki nożnej, a potem zająłem się, będąc uczniem Sportowej Szkoły Podstawowej, lekkoatletyką pod okiem trenera Zbigniewa Maksymiuka w KL Bałtyk Koszalin.W końcu trafiłem na brazylijskie jiu-jitsu. W Ronin Gold Team Koszalin spędziłem 9 lat, gdzie trenował mnie Sylwester Dziekanowski.
Potem jednak otworzyłeś ze znajomymi filię Academia Gorilla (z centralą w Warszawie), poszedłeś "na swoje".
Tak, wystartowaliśmy z własnym klubem w 2019 roku. Mamy dwie grupy, początkującą i zaawansowaną. Pierwsza z nich składa się z około 35 członków, a na treningi regularnie przychodzi do 30 osób. Druga grupa zaś, którą prowadzę, składa się w sporej części z moich kolegów z Ronina. Tu ćwiczy około 20 zawodników. Uznaliśmy przy tym, że autorytarne podejście na niewiele by się zdało, nie stworzyliśmy jakieś bliżej sformalizowanej struktury. Zajęcia prowadzą więc Stefan Nowacki (grupa początkująca), Mateusz Żeromski (dzieci) i ja. Mój główny trener to Jędrzej Loska z siedziby głównej w stolicy. Spotkamy się głównie na seminariach, ostatnio przyjechał do nas w styczniu.

- Wszystko po to, by budować formę na ME federacji ADCC, a finalnie - powalczyć na mistrzostwach świata.
- Tak, w zasadzie wszystko inne mógłbym przegrać, byle tylko zakwalifikować się na te zawody. Zaproszenie uzyskują dwie osoby z danego kontynentu plus ośmiu najlepszych zawodników, których wybierają organizatorzy. ME ADCC odbędą się 3 października w Mołdawii. W 2018 roku byłem trzeci, w 2019 roku start uniemożliwiła mi kontuzja. Mistrzostwa świata są co dwa lata, także jedzie tam dwóch mistrzów Europy, z tego i z następnego roku. Jeszcze żadnemu z Polaków nie udało się wywalczyć medalu MŚ. Chciałbym tego dokonać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie