Mirosław Bugaj z Gwardii Koszalin: ludzie szybko zapominają

Krzysztof Marczyk
Krzysztof Marczyk
Mirosław Bugaj (w dolnym rzędzie) w pomarańczowej koszulce
Mirosław Bugaj (w dolnym rzędzie) w pomarańczowej koszulce archiwum
Udostępnij:
Piłka ręczna/Rozmowa. Mirosław Bugaj, bramkarz Gwardii Koszalin i ratownik medyczny.

Brakuje grania i trenowania?
Bardzo. Niby mam trochę ruchu, bo z racji profesji często biegam po schodach, ale brakuje mi typowego treningu w hali oraz meczów.

Jak rysują się perspektywy na przyszły sezon?
Trudno powiedzieć, kiedy i czy w ogóle wystartujemy. Wiele bogatych klubów przeżywa teraz problemy finansowe. A my przecież jesteśmy przysłowiowym kopciuszkiem, działającym od pierwszego do pierwszego. Do tego mamy niewielu wychowanków, więc trudno byłoby obecny skład oprzeć tylko na nich. A przecież jeszcze sytuacja epidemiczna musi się uspokoić na tyle, by można było przeprowadzić rozgrywki. Ale mam nadzieję, że wszystko ułoży się po naszej myśli.

Twoja rola w Gwardii się zmieni?
Muszę patrzeć na to przez pryzmat mojego nr PESEL. Wiek robi swoje, organizm wolnej się regeneruje. I trzeba będzie w końcu pomyśleć o sportowej emeryturze. Może będę kierownikiem, może trenerem bramkarzy? Zobaczymy. Ale póki zdrowie pozwoli, chcę grać, sprawia mi to przyjemność.

Na brak zajęć poza sportem nie narzekasz. Wiele zmienił wybuch epidemii w życiu ratownika medycznego?
Na pierwszy rzut oka - nie bardzo. Dalej jeździmy do różnych przypadków, tzw. sytuacji zagrożenia życia, czy do jednostek chorobowych. Ale pojawił się strach nowego rodzaju wśród pracowników i ich rodzin - czy nikogo nie zarazimy, czy sami nie staniemy się ofiarami. Boimy się, czy dany pacjent nas nie oszukał, jeśli chodzi o swój stan zdrowia. Po powrocie do domu człowiek podświadomie to wszystko wypiera. A pracować trzeba.

Jak trafiłeś do zawodu?
Już 16 lat pracuję jako ratownik w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego - Filia Koszalin. Przyjechałem do Koszalina na wypożyczenie, by tutaj pograć. Ale to był czas, kiedy wcielano jeszcze ludzi do wojska. Trzeba było kombinować, by mnie nie wzięli, a studia techniczne na politechnice nie bardzo mnie interesowały. Padło na Liceum Ogólnokształcące przy Zespole Szkół Medycznych przy ul. Leśnej. W mojej klasie był pracownik pogotowia. Pasjami opowiadał o zawodzie i zaszczepił w nas myśl, by obrać tę drogę. Wiadomo, będąc 20-latkiem, trochę inaczej patrzy się na świat. Inaczej wyglądają twoje wyobrażenia po zderzeniu z rzeczywistością. Ale lubię robić to, co robię.

Co z pogodzeniem tych światów, domu i pracy?
Staram się oddzielać pracę i dom, nie chcę by najbliżsi byli obciążeni psychicznie tym, co dzieje się u mnie w pracy. Ale wiadomo, każdy inaczej to przeżywa. Po skończonej interwencji rozmawiamy często z kolegami o tym, co się działo, co można było zrobić lepiej. Podchodzimy do tego też szkoleniowo. Z każdego przypadku chcemy wynieść jakąś wiedzę. No i staramy się skupić na kolejnym pacjencie.

Patrząc na doświadczenia z pracy, wychodzenie na parkiet i bronienie rzutu karnego wydaje się błahostką.
Mnie adrenalina mobilizuje. Nie kalkuluję, tylko koncentruję się na danej sytuacji. Podobnie w pracy. Paradoksalnie, im cięższy jest stan pacjenta, tym łatwiej. Mamy określone procedury, co robić w której minucie. I człowiek się nie zastanawia, tylko działa. Tak, jak nas nauczono. I zostając przy nauce, mamy przymus samodoskonalenia się. Trzeba się szkolić. Np. kiedy pojawiają się nowe standardy resuscytacji, czy nowe leki. To wszystko trzeba wiedzieć i umieć stosować, bo gdy coś zawalisz, może grozić ci prokurator.

Wydaje się, że przez stan epidemii w kraju część naszego społeczeństwa inaczej patrzy na pracowników służby zdrowia, bardziej docenia ich zawód.
Tak, odnoszę nawet wrażenie, że spojrzenie wielu ludzi zmieniło się o 180 stopni. Jest szacunek. Kiedyś dzwoniono na pogotowie i traktowano nas jak taksówkę, albo mobilną przychodnię lekarską. Teraz też takich przypadków nie brakuje, ale jest ich mniej. Ludzie widzą, że jesteśmy potrzebni. Na początku epidemii nie wszyscy chyba zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Ale podejście się zmieniło. Szkoda, że nadal służba zdrowia jest niedofinansowana. W krajach Europy Zachodniej dany zespół ratowników, kiedy ma np. przerwę na obiad, to zastępuje go druga ekipa. U nas nie ma zastępstw. Jemy w biegu, w przerwach między kolejnymi interwencjami, i to jak dobrze pójdzie. I przez cały dyżur mamy być dostępni. Chciałbym, by pozytywnym skutkiem epidemii było doinwestowanie służby zdrowia, by wzrosła jakość usług medycznych. Ale obawiam się, że wielkich zmian w tym obszarze nie będzie. Ludzie szybko zapominają. Kolejne rządy nie bardzo będą przygotowane na nowy kryzys i będą reagować panicznie. Tak, jak dzieje się to teraz.

W ostatnim meczu pierwszej części sezonu Gwardia w dobrym stylu pokonała Sokoła Kościerzynę poprawiając sobie i kibicom humory na półmetku rozgrywek.Gospodarze mecz w ramach 11. kolejki zaczęli od obronienia rzutu karnego przez Henryka Rycharskiego (ten później jeszcze raz powtórzy tę sztukę). Gwardziści szybko objęli prowadzenie, a to mogło być nawet wyższe, ale kapitalne okazje marnował Jakub Radosz (jego końcowy dorobek mógł być nawet dwukrotnie wyższy). Inna rzecz, że słupki obijali zawodnicy Sokoła, więc w 10. minucie było 6:2 dla miejscowych. Bynajmniej Gwardziści tą przewagą nie zamierzali się zadowalać i z upływającymi minutami jeszcze ją powiększali. Na sprytne rzuty Michała Orzechowskiego ekipa z Kościerzyny nie bardzo potrafiła znaleźć receptę. Nic dziwnego, że do przerwy podopieczni trenera Piotra Stasiuka wypracowali sobie sporą przewagę.Sam początek drugiej odsłony to nieco bardziej wyrównana gra po obu stornach, żaden z zespołów nie potrafił osiągnąć wyraźnej przewagi, choć na tablicy prowadzili - i to wyraźnie - Gwardziści. Upływające minuty potwierdziły, że zwycięstwo należy się tylko i wyłącznie miejscowym. Drużyna z Kościerzyny gasła w oczach, a koszalińscy szczypiorniści coraz śmielej poczynali sobie pod jej bramką (21:10 w 37. minucie). W pewnym momencie wyglądało to jak trening strzelecki - Gwardii wychodziło niemal wszystko. Wynik 26:12 w 42. minucie mówił sam za siebie. A ostatnie minuty spotkania to już egzekucja. Gwardia dobiła zrezygnowanego rywala.- W ogóle nie spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie przeprawa z Sokołem będzie łatwa. Przecież to bardzo mocny i doświadczony zespół. Zagraliśmy super w obronie, super w ataku. Miły prezent na święta dla kibiców i dla samych siebie - powiedział Michał Orzechowski.- To był bardzo ważny, bardzo ciężki mecz, choć może z perspektywy trybun tak to nie wyglądało - mówił z kolei Henryk Rycharski, bramkarz Gwardii. - Dobrze wyglądaliśmy w każdej formacji. Jeśli kolega stawiał zasłonę na jednej stronie, ja pilnowałem drugiej. I piłka leciała tam, gdzie chcieliśmy - dodał.- Dawno nie widziałem tak dobrze grającego zespołu - przyznał trener Stasiuk. - Konsekwentna gra od pierwszej do ostatniej minuty. Brawa dla chłopaków. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa na koniec roku, na koniec rundy. To pokazuje, że jest potencjał, ale czas będzie działał na korzyść tej drużyny. Brawa za walkę, za koncentrację, za chęci i za serce do gry - podsumował.Gwardia Koszalin - Sokół Kościerzyna 37:19 (15:8)Gwardia: Rycharski, Skrzypczyk - Orzechowski 6, Tołłoczko 1, Szcześniak 2, Jońca 2, Radosz 9, Kiciński 6, Dzierżawski 1, Kruczkow 7, Skiba 1, Stawecki, Prudzienica 1, Karnaewicz 1.Sokół: Sokołowski - Konkel 1, T. Bronk, M. Reichel, 2, Piechowski 2, Babieracki 4, J. Reichel 1, Stojek 1, Adamczyk 2, Bednarek 1, Sokołowski, A. Bronk 5.

Koncert Gwardii na koniec pierwszej części sezonu

W inaugurującym nowy sezon meczu Gwardia Koszalin wygrała przed własną publicznością z beniaminkiem z Wejherowa.Początek spotkania zaskoczył gospodarzy, bo Tytani zagrali walecznie i ambitnie, ani myśląc oddawać pola faworyzowanym gwardzistom. Nie sprawiali wrażenia, jakby byli drużyną skazywaną w Koszalinie na pożarcie, wręcz przeciwnie. To Tytani zresztą otworzyli wynik, nie mając zamiaru odgrywać potulnej roli beniaminka. Oba zespoły oddawały w początkowej fazie gry cios za cios, żaden nie potrafił objąć pełnej kontroli na parkiecie. Od samego początku za to brylował między słupkami Henryk Rycharski z Gwardii, który wybronił sporo groźnych piłek. Od około 14. minuty coraz wyraźniej zaczęła rysować się przewaga koszalińskich szczypiornistów, głównie za sprawą rozpędzonego nowego nabytku Gwardii, Maksima Kruczkowa, który był motorem napędowym gospodarzy. W 15. minucie zrobiło się już 9:5. Jakby tego było mało, chwilę potem kapitalną podwójną interwencję zaliczył Rycharski, broniąc rzut karny, a potem dobitkę. A minutę później znów obronił karnego! Pewność siebie zawodników Gwardii, niesionych entuzjastycznym dopingiem kibiców, jeszcze wzrosła. Po zmianie stron gwardziści ani myśleli zwalniać tempa i utrzymywali przewagę. Tytani dwoili się i troili, by sforsować gwardyjski mur i zminimalizować straty, ale rzadko kiedy im się to udawało. Sporo było też przerw w grze spowodowanych faulami, po obu stronach. W pewnym momencie, około 40. minuty, podopieczni trenera Piotra Stasiuka zgotowali Tytanom prawdziwe oblężenie, choć należy dodać, że nie zawsze skuteczne, przy wybornych wręcz okazjach. U niektórych graczy trema nowego sezonu dała o sobie znać. Mimo tego kolejne trafienia tylko podcinały skrzydła rywalom, którzy o pierwszym meczu w I lidze będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Gwardia zaś swój plan wykonała.- Cóż, styl jeszcze jest do poprawy, nie ustrzegliśmy się też błędów, ale najważniejsze, że wygraliśmy - powiedział trener Stasiuk. - Zrobiłem, co do mnie należało, cieszę się, że pomogłem drużynie - przyznał skromnie Henryk Rycharski. - Początek meczu nieco nas zaskoczył, Tytani grali dobrze i już to jest sygnał, że nie będzie w tym sezonie łatwych meczów, czy to z potencjalnymi faworytami, czy z outsiderami. I o tym musimy pamiętać - dodał.Gwardia Koszalin - Tytani Wejherowo 36:26 (16:11)Gwardia: Rycharski, Teterycz - Skiba, Szcześniak 4, Jońca 1, Pedryc 2, Orzechowski 7, Kiciński, Jakutowicz 1, Kamiński, Radosz 8, Krukchow 10, Stawecki 2, Prudzienica 1.Tytani: Chochla, Nowosad - Jurkiewicz 5, Grabowski 1, Wicon 2, Bartoś 2, Koss, Kudełka 2, Warmbier 6, Miszczak, Przymanowski 3, Papke 3, Rompa 2.Krzysztof MarczykZobacz także Gwardia Koszalin - Mazur Sierpc

Gwardia wygrała z Tytanami w pierwszym meczu nowego sezonu

Zobacz także Piłka ręczna. Gwardia Koszalin - Warmia Energa Olsztyn

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie