Młoda Amerykanka uczy się w koszalińskim liceum. - Kiedy wrócę do Ameryki, opowiem tam o Polsce - mówi

Alina Konieczna alina.konieczna@gk24.pl
Świat jest mały. Biologiczny ojciec Kirsten Rafinski z Pensylwanii w USA ma polskie korzenie, mama - węgierskie. Jej przybrany ojciec to Włoch z pochodzenia. A ona właśnie przyjechała do Polski.

Za miesiąc Kirsten będzie obchodzić 16 urodziny. Śliczna, wysoka blondynka, jest bardzo skromna i dziewczęca. Ani śladu makijażu, co odróżnia ją od polskich rówieśnic. - Jak tata kiedyś zobaczył mnie pomalowaną, śmiał się, że wyglądam jak szop pracz - opowiada dziewczyna. - Od tamtej pory nawet nie przyjdzie mi do głowy, żeby sięgnąć po tusz do rzęs.

Trudna ta wasza polszczyzna
Kirsten przyjechała do Koszalina w ramach wymiany młodzieżowej Rotary. Trafiła tu na zaproszenie Koszalińskiego Klubu Rotariańskiego, elitarnej organizacji dla mężczyzn, skupiającej ludzi aktywnych, na stanowiskach, liczących się. Kirsten mieszka u polskiej rodziny, uczy się w II Liceum Ogólnokształcącym Władysława Broniewskiego.

W Koszalinie spędzi cały rok szkolny. Przede wszystkim chce nauczyć się języka polskiego. Wszędzie chodzi z rozmówkami, pilnie uczy się polskich słów. Z atencją wypowiada: dzień dobry, proszę, dziękuję, do widzenia i upewnia się, czy na pewno dobrze wymawia te słowa.

- Polski jest naprawdę trudny - przyznaje. Na lekcjach w "Bronku" niewiele rozumie. Na pierwszej lekcji siedziała jak na tureckim kazaniu, nie zrozumiała ani jednego słowa. Potem było coraz lepiej. Każdego dnia, na każdej lekcji uważnie słucha, potem w domu przepisuje notatki, stara się je tłumaczyć.

- Kiedy jest się w kraju, gdzie wszyscy wokół mówią w tym języku, nauka przychodzi łatwiej - ocenia Kirsten. - Sprawdziłam to w Brazylii, gdzie razem z rodzicami spędziłam dwa lata. Mój przybrany tata był wtedy jeszcze w wojsku, tam uczył żołnierzy brazylijskich języka angielskiego. My z siostrą chodziłyśmy do katolickiej szkoły, lekcje były po angielsku, ale po szkole wszyscy mówili po portugalsku. Szybko złapałyśmy ten język.

- Kirsten jest pilna, aktywna, chodzi na wszystkie zajęcia, ale nie zdążyłyśmy się jeszcze dobrze poznać - ocenia jej wychowawczyni Wanda Szafoni. - Niestety, nie znam angielskiego, więc młodzież pomaga mi w tłumaczeniu. Klasa od razu ją zaakceptowała.

Wszystko w szkole jest tu inne
W "Bronku" Kirsten uczy się w pierwszej klasie matematycznej. W Stanach skończyła dziesięć klas, w Polsce powtarza więc amerykańską dziesiątą klasę, czyli naszą pierwszą licealną.

- Lubię matematykę, ale lekcje w polskiej szkole są o wiele trudniejsze niż w Stanach - przyznaje. Wygląda więc na to, że mimo powtarzania klasy nie będzie się nudzić i dużo skorzysta.

W swojej szkole w Ameryce miała średnio cztery lekcje dziennie. Tylko że tam jedna lekcja trwa 90 minut. Tu w Polsce przeciętnie ma 7-8 lekcji, ale tu zajęcia są krótsze. W sumie - w szkole spędza mniej więcej tyle samo czasu, co w USA. W amerykańskich szkołach nie ma tak ścisłego podziału na klasy, tam uczniowie sami wybierają zajęcia, na które chcą chodzić.

- Lekcje wuefu w szkołach w Ameryce są koedukacyjne - zauważa jeszcze jedną różnicę Kirsten. - W Polsce dziewczęta i chłopcy ćwiczą oddzielnie.

Kirsten do dziś wspomina swój pierwszy dzień w "Bronku". Nie wiedziała, że na rozpoczęcie roku trzeba ubrać się galowo. Przyszła jak zwykle - w dżinsach, tymczasem wszyscy inni wyglądali niezwykle elegancko. Na uroczystość przyjechał prezydent miasta, wielu zaproszonych gości. - Ale głupio się czułam - wspomina dziewczyna.

Urodzona w Niemczech obywatelka świata
Historia rodziny Kirsten to przykład, jak wiele dróg prowadziło ludzi z różnych stron świata do USA. Rodzinne ślady jej taty, urodzonego już w Ameryce, prowadzą do Polski. Babcia ze strony mamy pochodzi z Węgier. Ciocie Kirsten mówią po polsku, przyjaciel rodziny prenumeruje nawet polską gazetę. Gdy Kirsten była mała, jej mama rozwiodła się, potem ponownie wyszła za mąż. Przybrany ojciec jest z pochodzenia Włochem.

- A ja, żeby było jeszcze bardziej międzynarodowo, urodziłam się w Niemczech - opowiada swoją historię dziewczyna. - Było to niewielkie miasto niedaleko Hamburga. Mój tata był wojskowym, wtedy mieszkaliśmy w bazie amerykańskiej. Jedyne, co pamiętam, to wąskie chodniki i brukowane jezdnie.

W ramach wymiany Rotary Kirsten mogła wyjechać do Turcji, Brazylii i Japonii. Ale ona wybrała Polskę.

- Mam jasno określony cel: chciałabym nauczyć się polskiego, bo wierzę, że ta umiejętność przyda mi się w Ameryce, gdzie żyje wielu Polaków - opowiada. - To kraj mojego taty, podobno mieszka tu nawet jakaś nasza rodzina. Może uda się ją odnaleźć.

Armia jest mi pisana
Młoda Amerykanka mówi, że polska lekcja samodzielności, z dala od rodziny, jest jej potrzebna. - Chcę sprawdzić, jak sobie poradzę - opowiada. - Poczuć się wolną, nabrać dystansu, pomyśleć, co chcę robić dalej.

W zasadzie jednak Kirsten nie ma wyboru, przed nią najprawdopodobniej kariera wojskowa. Jej ojciec był wojskowym, jej ojczym - też (teraz odszedł z wojska, pracuje w ubezpieczeniach). Dziadek także miał kontakt z armią, zajmował się produkcją hełmów. Wojskowym był również jej wujek, który służył w Iraku, ale ostatnio odszedł z wojska i zapisał się na studia medyczne.

- Być może także i ja zdecyduję się na studia w Akademii West Point, żeby tam uczyć się języków - zastanawia się Kirsten. - Gdy ukończę tę uczelnię i stwierdzę, że wojsko to nie to, wówczas po przepracowaniu w armii pięciu lat będę mogła odejść, pracować w handlu międzynarodowym, podróżować.

Rodzice i rodzeństwo Kirsten - jej starsza siostra i dwóch młodszych braci - mieszkają w Johnstown w stanie Pensylwania. Kirsten ma z nimi stały kontakt, myśli o nich często, ale - jak mówi - nie płacze z tęsknoty po nocach. Na cały rok wybrała Polskę i nie żałuje. Od pierwszej chwili pokochała swoja polską "rodzinę" i Koszalin.

- W Ameryce zawsze słyszałam, że w Polsce jest zimno - kończy Kirsten. - Kiedy wylądowałam w Warszawie, stwierdziłam, że jest tutaj o wiele cieplej, niż u nas, w Pensylwanii. W Stanach ludzie niewiele wiedzą o życiu w Polsce. Jak tam wrócę po roku, wszystko im opowiem.

Wideo

Komentarze 17

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyzyz
Pani nauczycielka: Niestety, nie znam angielskiego, więc młodzież pomaga mi w tłumaczeniu. To przykre, że młodzież umie więcej od pani i musi jej pomagać, zamiast odwrotnie. Takiej nauczycielce trudno będzie być autorytetem dla młodzieży, a być może wcale jej się to nie uda.

Są nauczyciele różnych pokoleń, a nauczyciel przysposobienia obronnego raczej nie ma przymusu znać angielskiego. Turysto, ta 'nauczycielka' jest akurat wielkim autorytetem...
k
kirsten
We don't need such a guest. We don't need America at all. Actually everything what has came from there is shitty. So-called "food", so-called "democracy" and so on. So go back to your country strange girl and tell your people that we don't want "your" way of seeing world. You , yanks are not the bellybutton of the universe. Just a bloody rednecks and uneducated retards.

I understand some people in the world are threatened by the presence of YOUNG, EDUCATED AMERICAN traveling to YOUR country learning about the world. I am not interested in just my country. I am interested in the world around me and about MY OWN NATIONALITY! I am as much Polish as you are Sir or Ma'am! It's in my "redneck blood". People like you don't stop me from learning and growing as a person. I am proud to be Polish AND AMERICAN! Yes, America/ Americans do have their faults, but so does Poland. You, and unwelcoming guest with rude manners, are one fault. I however, learn for everything I experience. I have been home for several months and have shared many wonderful stories about my year overseas and all of the incredible things about Poland that I have discovered. Your country is amazing from my point of view. I'm pretty sure you think so too. Hopefully we do see it the same way. Not that you had a say in it, but thank you for letting me into "your" country. I had a great time and will for sure be back again.

By the way... You obviously spent years learning my language and English is somewhat American, you know... so don't use it while trying to prove your point in hating America. English brings the world together in some instances. In this case hurtful, but it made me better understand you.
t
turysta

Pani nauczycielka: Niestety, nie znam angielskiego, więc młodzież pomaga mi w tłumaczeniu. To przykre, że młodzież umie więcej od pani i musi jej pomagać, zamiast odwrotnie. Takiej nauczycielce trudno będzie być autorytetem dla młodzieży, a być może wcale jej się to nie uda.

Y
Yoda

Poraża mnie ta sławetna polska gościnność. My im chyba tych wiz i kontraktu F-16 nie darujemy... No i jacy my tolerancyjni jesteśmy.

m
mirez

good luck

A
Amerykanin
W dniu 20.09.2009 o 14:47, Gość napisał:

ja bylem w usa i pies z kulawa noga sie mna nie interesowal .


Znasz to przysłowie? Jak wół pierdzi to obora słucha.
G
Gość

ja bylem w usa i pies z kulawa noga sie mna nie interesowal .

F
Falal1ty
W dniu 20.09.2009 o 12:22, Gość napisał:

FUJ, ZAZDROŚNICY! WSTYD! KOSZALIN TO JEDNAK WIOCHA!


Oczywiście, wszyscy to zazdrośnicy. Zazdrośćmy jej artykułów w gazecie od których wszelka młodzież woli uciekac bo to dla nich wiocha, zazdrośćmy jej tego, że przyjechała do polski, zazdrośćmy jej że gówno rozumie z naszej mowy, zazdrośćmy jej tego że jej rodzice nie kochają i posłali do innego kraju żeby w spokoju mogli się zająć sobą.
Wstyd mi za ciebie....
b
była uczennica Bronka

We need some guests. Happy birthday Kirsten! Luck in learning language and lot of nice days in Koszalin.

G
Gość

FUJ, ZAZDROŚNICY! WSTYD! KOSZALIN TO JEDNAK WIOCHA!

o
obiektywni

Wszędzie rządzą układy ...

o
olga
W dniu 20.09.2009 o 09:27, Żyd z Ameryki napisał:

To już drugi artykuł na jej temat w tej gazecie. Naprawdę nie macie o czym pisać?


Prawdopodobnie jest to płatna informacja a panienka jest tu w ramach układów .
g
gosciu

wow jestem pod wrazeniem.Koszalin w koncu ma kontakt z zachodem.Teraz prosze wystosowac odpowiedni apel do nauczcieli,aby mieli ten nasz skarb narodowy w szczegolnej opiece.Droga redakcjo,czy ten temat nie wydaje wam sie zbyt banalny,by zamieszczac juz drugi artkul traktujacy o tym samym.Dlaczego nie napiszecie o koszlinianach,ktorzy wjechali do Stanow,by tam podjac dalsza edukacje?Co mnie obchodzi jakies tam dziewcze ze stanow,uczace sie w bronku?Mnie interesuje Koszalin.

h
hwy moose

We don't need such a guest. We don't need America at all. Actually everything what has came from there is shitty. So-called "food", so-called "democracy" and so on. So go back to your country strange girl and tell your people that we don't want "your" way of seeing world. You , yanks are not the bellybutton of the universe. Just a bloody rednecks and uneducated retards.

Y
Yankee-Wankee

"Trafiła tu na zaproszenie Koszalińskiego Klubu Rotariańskiego, elitarnej organizacji dla mężczyzn, skupiającej ludzi aktywnych, na stanowiskach, liczących się."

Znaczy koszalińska niby-loża masońska, hehe. A co oni zrobili dla miasta, ściągnęli jakąś tępą, niedokształconą jankeske, bo któryś z nich wysłał swojego synalka lub córunie za ocean. Żałosne. Fuj!

Dodaj ogłoszenie