MOPS dał rentę, ZUS już nie. Sprawą zajmie się sąd

Iwona Marciniak iwona.marciniak@gk24.pl
Marcin Bojerle i Helena Wiśniewska. – Po co przepisy, które teoretycznie mają ułatwić życie niepelnosprawnym, zmotywować ich do działania, skoro pozostają tylko na papierze? – mówi rozgoryczona pani Helena.
Marcin Bojerle i Helena Wiśniewska. – Po co przepisy, które teoretycznie mają ułatwić życie niepelnosprawnym, zmotywować ich do działania, skoro pozostają tylko na papierze? – mówi rozgoryczona pani Helena. Iwona Marciniak
- Marcina można leczyć i rehabilitować? - pyta Helena Wiśniewska z Kołobrzegu. - Przecież to głuchoniemy człowiek, bez rokowań na poprawę zdrowia.

Marcin Bojerle urodzil się 38 lat temu w Ostródzie. Gdy miał dwa lata zachorował na zapalenie opon mózgowych. Obustronnie ogłuchł. Nigdy nie nauczył się mówić.
Gdy miał kilka lat, lekarze stwierdzili u niego lekkie upośledzenie umysłowe. W dorosłym życiu doszły zaburzenia depresyjno - lękowe. Los rzucił go do Kołobrzegu, związał się z głuchoniemą dziewczyną. - Nie wyszło, rozstali się, ale został u nas, bo dokąd wrócić nie miał, a wymaga opieki. Ma na przykład problem z przyswajaniem sobie słowa pisanego. Nie radzi sobie z załatwianiem bardziej skomplikowanych spraw, a już w ogóle spraw urzędowych. A że dobry z niego człowiek, mieszka dalej z nami - mówi Helena Wiśniewski, była teściowa Marcina Bojerle. - We wszystkich dokumentach medycznych, czytamy: "jego stan nie rokuje poprawy". Orzeczono mu II grupę inwalidzką (dziś niepełnosprawność w stop-niu umiarkowanym - dop. red.), Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przyznał rentę socjalną, "do chwili ustania potrzeby". Niewiele to, bo nieco ponad 300 złotych, ale dla rodzinnego budżetu to ogromna ulga. W 2000 roku stał się cud: właściciele firmy Rasel z Dygowa, cudowni ludzie, zgodzili się zatrudnić Marcina. Zaczął kleić kartony pod okiem opiekuna. To dla nas była rewolucja.

Uczciwie zgłosił i oddał

Po trzech miesiącach pracy, państwo Wiśniewscy zorientowali się, że zarabiający początkowo nieco ponad 522 złote (netto) mężczyzna, nie może już pobierać renty socjalnej, bo jego dochody łącznie przekraczają dopuszczalne 30 procent ówczesnej średniej płacy. - Zgłosiliśmy się w MOPS-ie, zawieszono mu rentę. Nieświadomie pobrał trzy już nieprzysługujące mu renty, więc je zwrócił. W styczniu 2012 roku przeczytaliśmy w "Głosie Koszalińskim", że przepisy o rentach socjalnych się zmieniły - mówi Helena Wiśniewska. - Nowelizacją ustawy 30-procentową barierę podniesiono do 70 procent średniego wynagrodzenia. Marcin ze swoim już odpowiednio wyższym wynagrodzeniem by się w tych granicach mieścił. Poszłam z nim do MOPS-u, prosić o odwieszenie renty. Ale dowiedziałam się, że teraz to ZUS się tym zajmuje.

Kołobrzeski Zakład Usług Społecznych nie odwiesił jednak renty, tylko skierował Marcina Bojerle do Komisji Lekarskiej. Lekarz orzecznik w Koszalinie odmówił uznania mężczyzny za całkowicie niezdolnego do pracy, a tylko to warunkuje przyznanie renty socjalnej.
- W decyzji odmownej napisali, że przy ocenie uwzględniono m.in. możliwość przywrócenia niezbędnej sprawności w drodze leczenia i rehabilitacji - denerwuje się pani Helena. - Ale lekarze ledwie rzucili okiem w jego dokumenty. W jego stanie zdrowia nic się przecież przez te lata nie zmieniło, a nawet jest gorzej, bo doszła depresja. Czy naprawdę można kogoś tak odmiennie ocenić?

Sprawę oceni sąd
Danuta Borsuk-Zawadzka, zastępca dyrektora ZUS w Koszalinie, zastrzega, że nie znając dokładnie sprawy, spróbuje wytłumaczyć mechanizm teoretycznie.
- Jeżeli ktoś ma zawieszoną wypłatę świadczenia, to nie znaczy, że utracił do niego prawo - przyznaje. - Odesłanie do lekarza orzecznika w ramach rozpatrywania wniosku o odwieszenie renty socjalnej następuje tylko wtedy, gdy renta została przyznana na czas określony, który upłynął. Może się to również zdarzyć gdy mamy do czynienie z donosem, że renta została przyznana nieprawnie. Ale to bardzo rzadkie sytuacje, prawdopodobnie chodzi więc o pierwszy powód.

Tym bardziej, że jak mówi dyrektorka, przyznanie jej przez MOPS "do chwili ustania potrzeby", nie oznacza renty na stale.
- Ci państwo powinni odnaleźć decyzję wydaną przez ZUS, po wrześniu 2004 roku gdy przejmowaliśmy renty socjalne od MOPS-ów, poddając je weryfikacji. Przypuszczam, że znajdą tam informację o czasowym charakterze renty.
- No właśnie niczego takiego nie dostaliśmy - Helena Wiśniewska pokazuje nam plik dokumentów. - Odwołaliśmy się do sądu, ale to pewnie potrwa. Ręce opadają, bo tyle mówi się o tym, że nasze państwo stara się być dla niepełnosprawnych przyjazne.

- Najważniejsze, że droga odwoławcza została wykorzystana - uspokaja kołobrzeski radca prawny, Krzysztof Legun. - Orzecznik nie musi być specjalistą w dziedzinie schorzeń, które ocenia. Może się mylić. A sąd jeszcze raz przyjrzy się procedurze i najprawdopodobniej powoła biegłego lekarza. Na szczęście pan Marcin nie będzie ponosił kosztów procesu. Będzie jednak musiał zapłacić za transport na badanie.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Ryszard

jeżeli Pani/an rzecznik jest niedouczonym lekarzem ,myśle że zamiast chodzić na wykłady to uczestniczyli w zajęciach w agencjach towarzyskich, jak to pokazano w serjalu " Na dobre i na złe" Czas najwyższy pozbyć się takich orzeczników, chyba że dla ZUS jest to wygodne zatrudniać takich niedouczonych lekarzy.

R
Rom

Jeżeli lekarz orzecznik nie zna się na chrobach to może ZUS zatrudni na to stanowisko jakąś prostytutkę.Pani zastępca powinna juz dawno opuścić ZUS i nie zajmować stanowiska.Jeszcze głupszych w ZUS mają radców prawnych.Przez głupotę tej Pani radczyni moja sprawa rentowa trwała 4 lata,dopiero Sąd przyznał mi 100 % racji.Sąd uznał moje wyliczenia za prawidłowe,/pracowałem na pełnym etacie i dodatkowo pracowałem na 1/2 etatu jako nauczyciel dochpdzący. Ta durna Pani radczyni uznała mi 1/2 etatu i nie uznając mojej pracy na całym etacie/ przecież to jest paranoja.Pisałem w tej sprawie do ZUS w Warszawie.Współczuję wszystkim korzystającym z ZUS ja teraz ZUS omijam z daleka bo szkoda mego zdrowia i nerwów.

E
E.

Ja walczę z koszalińskim ZUS'em i wiem jak długa i ciężka jest ta walka. Życzę powodzenia i pozytywnego zakończenia:)

l
lauda

Najbardziej podoba mi się zdanie : LEKARZ ORZECZNIK NIE MUSI BYĆ SPECJALISTĄ W SCHORZENIU KTÓRE OCENIA. Może się mylić. I słusznie. Własnie w ZUSie nie chodzi o to czy komuś się należy czy nie. Chodzi o to -ABY NIE DAĆ KASY. Po to przecież jest orzecznik ZUSu.

Dodaj ogłoszenie