„Olszany. Droga do domu” - nowa książka Agnieszki Litorowicz-Siegert

Ewelina Żuberek
Ewelina Żuberek
Udostępnij:
Umowę na swoją pierwszą powieść podpisała w dniu 50. urodzin. Jej przygoda z literaturą obyczajową rozpoczęła się od książki „Olszany. Droga do domu”. Dziś, pochodząca ze Szczecinka dziennikarka, Agnieszka Litorowicz-Siegert wraca z powieścią „Sukienka z wody”. Wciąga nas w historię o tajemnicach, tęsknocie, samotności, miłości i przyjaźni.

Jest pani dziennikarką, przeprowadziła wywiady-rzeki z Agatą Młynarską i Ewą Błaszczyk. Jednak 4 lata temu wydała pani swoją pierwszą powieść obyczajową. Co pchnęło panią w tym kierunku?

- Napisanie pierwszej powieści było marzeniem, które we mnie rosło i pęczniało. W młodości pisałam opowiadania, które moje szkolne koleżanki czytały pod ławką, a potem domagały się więcej. Obiecywałam sobie, że kiedyś dogonię marzenie o literaturze, ale zajęłam się dziennikarstwem, a napisanie powieści pozostawało w sferze „kiedyś”. Dwadzieścia lat pracuję w miesięczniku Twój STYL. Sprawy kobiet są mi bardzo bliskie i byłam pewna, że to one staną się głównym tematem moich książek. Tylko gdzie te książki? W końcu powiedziałam - dość. Dokładnie w dniu 50-tych urodzin podpisałam umowę na pierwszą powieść. To był najlepszy prezent, jaki mogłam sobie sprawić. Zaczęła się nowa droga.

Akcje pani książek dzieją się w małych miejscowościach. Nie inaczej jest z „Sukienką z wody”. Tutaj odwiedzamy Szczecinek – rodzinne miasto głównej bohaterki, ale także pani. Czy osadzenie miejsca akcji w rodzinnym mieście ułatwia prowadzenie fabuły?

- Wszyscy moi znajomi i bliscy wiedzą, że zarówno ja, jak i mój mąż, który także pochodzi ze Szczecinka, jesteśmy skończonymi lokalnymi patriotami. Do tego stopnia, że za kilka lat planujemy wrócić w rodzinne strony, już rozglądamy się za domem nad jeziorem. Moje miasto znam doskonale, czuję jego klimat. Prowadzę moich bohaterów w znane mi miejsca, spacerują moimi ulicami, zaglądają do moich kafejek, sklepów. Wierzę, że dzięki temu moje powieści są autentyczne, a miejsca, w których toczy się akcja mają swój „genius loci”, podobnie jak Szczecinek. Małe miasta z charakterem są doskonałą scenografią dla wciągającej fabuły.

Czy opisując uczucia Aliny, która tęskni za rodzinnym miastem, posiłkowała się pani swoimi emocjami?

- Zdecydowanie tak. Tęsknota za tamtym miejscem towarzyszy mi przez całe życie. Od trzydziestu lat mieszkam w Warszawie, tu urodziły się moje dzieci, ale nie wyobrażam sobie, żebym miała nie wrócić do Szczecinka. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mieszkanie w małej miejscowości ma także słabe strony. Ale też jestem pewna, że pozytywów jest więcej. Relacje są bliższe, dystans krótszy, otoczenie bardziej przyjazne. Na tym mi zależy.

Główna bohaterka jest profilerką, która przyjeżdża do rodzinnego miasta, by dokończyć książkę swojej przyjaciółki, która po wypadku zapadła w śpiączkę. Czy to w ogóle możliwe? Czy naprawdę jest w stanie odczytać myśli drugiej osoby?

- Miałam przyjaciółkę (od której zresztą Alina dostała imię)… Z prawdziwą Aliną łączyła mnie więź niezwykła – naprawdę rozumiałyśmy się bez słów, odczytywałyśmy swoje myśli, przeczuwałyśmy reakcje, dzieliłyśmy gust, upodobania, sposób patrzenia na życie. Niestety, Alina zmarła na raka. Jednak jestem pewna, że gdyby żyła, nasza więź mogłaby dziś owocować takim porozumieniem i łącznością dusz, jakie jest między książkowymi bohaterkami.

Czy uważa pani, że tak bliska przyjaźń jak między Aliną i Edytą istnieje naprawdę?

- Nie wątpię w to. Od lat mam przyjaciela, z którym wymieniam myśli, spostrzeżenia, emocje bez konieczności mówienia o nich. To rodzaj serdecznej telepatii, totalnego porozumienia. Jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i z pewnością potrafilibyśmy dopisać nawzajem dalsze ciągi do naszych powieści. No, gdyby mój mąż – inżynier lubił pisać. Bo o nim mówię. Mam szczęście, że nasza miłość jest także przyjaźnią.

Alina dość szybko orientuje się, że rozpoczęta książka nie jest tylko wytworem wyobraźni Edyty. Zdradźmy naszym czytelnikom – co takiego odnajdzie profilerka?

- Szybko wyczuje, że bohater, którego opisuje Alina musi mieć swój odpowiednik w realnym życiu. Uwierzy w jego istnienie, choć przesłanki wyczyta jedynie między wierszami, właśnie dzięki temu, że tak dobrze zna Edytę-kobietą, a nie tylko Edytę-pisarkę. Jak się okaże, Alina będzie miała rację. Zacznie szukać tego człowieka.

Chyba możemy także zdradzić, że w trakcie poszukiwań Alina sama znajdzie miłość?

- I potwierdzi się zasada „stara miłość nie rdzewieje”. Choć Alina będzie się długo przed tą miłością bronić. Na szczęście druga strona nie da łatwo za wygraną.

W książce wspomniana zostaje Klinka Budzik. Czy wywiady, które przeprowadziła pani z Ewą Błaszczyk miały wpływ na takie poprowadzenie fabuły książki?

- Tak, dzięki temu, że Ewa pozwoliła mi wejść do świata ludzi w śpiączce, zyskałam sporo wiedzy, mogłam obcować z tym delikatnym tematem na wyciągnięcie ręki. Rozmawiałam z osobami, które się wybudziły, a także z ich bliskimi. Ewa nauczyła mnie najważniejszego: ludzi pozostających w śpiączce powinniśmy traktować tak, jakby nas słyszeli, mieli świadomość, co dzieje się dookoła. Jakby dzielili nasze życie, a nie funkcjonowali w innym świecie. To staram się przekazać w „Sukience...”

Rozumiem, że stymulacja sensoryczna, która jest mocno eksponowana w książce jest jedną z autentycznych metod używanych w próbach wybudzenia ludzi ze śpiączki?

- Tak, bodźce sensualne są ważne. Dotykanie, ruch, dźwięki, zapachy. Tak samo, jak mówienie, opowiadanie, śpiewanie czy zadawanie pytań, mimo że nie słyszymy odpowiedzi. Brak reakcji nie może nas zrażać. Kiedyś to się zmieni, trzeba w to wierzyć.

W fabułę wplata pani wątki historyczne. Posiłkuje się pani własną wiedzą, zasłyszanymi historiami czy może konsultuje się z historykami?

- Zawsze zarzewie tych historii jest prawdziwe. Pomorze Zachodnie to kopalnia inspiracji. Choćby stosunki niemiecko-polskie związane z losem przed- i powojennych mieszańców generują wiele ciekawych tematów. Wiem coś o tym, bo mąż i ja pochodzimy z rodzin, które swoje korzenie mają na Kresach i w Prusach Wschodnich. Jest co opowiadać i o czym pisać.

Na koniec nie może zabraknąć pytania o kolejną powieść – pracuje pani nad kolejną książką?
- Niedawno wróciłam z Tyńca, pięknego klasztoru Benedyktynów, gdzie spędzam ostatnie dni przed zakończeniem kolejnej książki. Tam postawiłam ostatnią kropkę w tekście trzeciej części „Olszan”. Od powieści „Olszany. Droga do domu” zaczęła się moja przygoda z literaturą obyczajową. Dlatego mam do tej serii wyjątkowość słabość.

>>>>ZOBACZ NOWE WYDANIE MMTRENDY<<<<<

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tylko u nas Tomasz Jacyków i jego InstaHistorie - skrót

Więcej informacji na stronie głównej Głos Koszaliński