Omielańczuk: Wiele lat stałem na bramkach, nie będę miał problemu z walką nad ranem

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Daniel Omielańczuk wskoczył do czołowej 15 rankingu UFC wagi ciężkiej Andrzej Banas
To największe wyzwanie w mojej karierze - przyznaje przed sobotnią walką ze Stefanem Struve na gali UFC 204 w Manchesterze Daniel Omielańczuk. 34-letni Polak w rankingu wagi ciężkiej największej federacji MMA świata wspiął się już na 14. miejsce. Struve jest 12.

30 centymetrów to dużo?
Bardzo dużo. Stefan Struve mierzy 213 centymetrów, ja 184. Różnica w zasięgu ramion jest znacząca. Na pewno nie będzie mi łatwo.

Mark Hunt ma kilka centymetrów mniej od Pana, a znokautował Holendra kilka lat temu.
No tak, ale Mark Hunt ma żelazo w pięściach. Kiedy uderza, rywale padają jak muchy. A walczyli trzy rundy. Struve trochę od niego przyjął i padł dopiero w trzecim starciu.

Trening z Marcinem Tyburą siedzącym na ramionach kolegi dobrze imitował rywala?
To były tylko heheszki. Kiedy dowiedzieliśmy się, że będę walczył ze Struvem, nagraliśmy ten filmik dla żartów. Z prawdziwym treningiem nie miało to jednak nic wspólnego.

Co Pan myśli o umiejętnościach holenderskiego „Wieżowca”?
Jest bardzo dobrym zawodnikiem. Dużo bardziej doświadczonym ode mnie. Toczył bitwy z najlepszymi „ciężkimi” w UFC. Znokautował nawet obecnego mistrza Stipe Miocicia. Dla mnie ta walka to bardzo duże wyzwanie.

Największe w karierze?
Na pewno.

W Pana profilu na stronie UFC jako ulubioną technikę stójkową podał Pan wysokie kopnięcie. W sobotę chyba się nie przyda?
Nawet jeśli będę próbował high kicków, to trafię co najwyżej w wątrobę, a nie w głowę. (śmiech) Ale kto wie...

Szykuje Pan na Holendra coś specjalnego?
Trenujemy przekrojowo, pracujemy nad każdą płaszczyzną. Czasu jest niewiele, bo walkę wzięliśmy z trzytygodniowym wyprzedzeniem. Zamiast pełnego okresu przygotowawczego, na osiem tygodni, mamy trzy. Teraz [rozmawialiśmy 12 dni przed walką - red.] skupiamy się głównie na sparingach. Przyjeżdżają do nas chłopaki mający po dwa metry wzrostu. Wszystko po to, żebym jak najlepiej poczuł dystans między mną a wysokimi rywalami.

Podobno sam zgłosił się Pan jako zastępstwo dla chorego Rusłana Magomedowa.
W sobotę wieczorem zadzwonił do mnie trener. Powiedział, że z gali w Manchesterze wypadł przeciwnik Struvego i zapytał, czy bierzemy tę walkę. Odpowiedziałem, że muszę się chwilę zastanowić. Byłem po wakacjach, miałem za sobą jeden sparing. Nie wiedziałem, gdzie jestem z formą. Następnego dnia powiedziałem trenowi, że bierzemy tę walkę. A on na to, że i tak pozwolił sobie wysłać zapytanie do UFC. W poniedziałek czy wtorek rano mieliśmy już podpisany kontrakt na ten pojedynek. Hej, przygodo!

Na wakacjach nie przybyło Panu wielu kilogramów. Jaka jest rola diety dla zawodnika MMA? Niektórzy chyba myślą, że w wadze ciężkiej można jeść, co tylko się zechce.
To nieprawda. Ja generalnie mam predyspozycje do szybkiego tycia. A kiedy ważę zbyt dużo, ruszam się strasznie powoli, ociężale. Gdy trzymam wagę, jest zupełnie inaczej. W ostatniej walce, z Aleksiejem Olejnikiem, ważyłem 108 kilogramów i czułem się fenomenalnie. Poprzednią też wygrałem, ale w tygodniu poprzedzającym galę przytyłem pięć kilo. Nie czułem się z tym dobrze. Puchły mi ręce, trudniej mi się boksowało, słabo się poruszałem. Dieta odgrywa ogromną rolę. Odkąd korzystam z profesjonalnych porad, czuję dużą różnicę na plus.

Struve to dla Pana najłatwiejsza droga do walk ze ścisłą czołówką UFC? W czołowej 15. rankingu on i „Bigfoot” Silva nie wygrywają ostatnio zbyt często...
Struve to megadoświadczony zawodnik. Jeśli przegrywał, to z kozakami. Nie jest jakimś ogórkiem, który walczy w UFC tylko dlatego, że jest wysoki. Ma bardzo dobry parter, potrafi znokautować. To nie będzie łatwa walka.

Numerowana gala UFC, Manchester, wielu Polaków na trybunach... Fajnie się złożyło?
Bardzo fajnie. Taka gala, w Stanach będzie pokazywana w pay-per-view, a ja będę bił się na karcie głównej. Ma być ponad 20 tysięcy osób na trybunach. Bardzo się cieszę, że mogę się pokazać takiej publiczności.

Ze względu na transmisję do USA gala rozpocznie się bardzo późno, o 1 w nocy. Pan wyjdzie do oktagonu nad ranem. Nie przeszkadza to Panu?
W ogóle. Przez wiele lat stałem na bramkach, jestem przyzwyczajony do aktywności w takich godzinach. (śmiech) Przestawienie się na tryb nocny nie będzie dla mnie problemem.

Jak zainteresował się Pan MMA? Podobno zafascynował Pana film „Amerykański ninja”.
Tak, to był pierwszy film związany ze sztukami walki, jaki obejrzałem. Miałem wtedy siedem lat, ale „Amerykański ninja” chyba dożywotnio zrył mi banię. (śmiech) Całe życie chciałem walczyć, sprawdzać się w sportach. A kiedy w wieku 17 lat kolega pokazał mi skróty walk Vitora Belforta, zakochałem się w MMA. Tak się składa, że Brazylijczyk będzie walczył w Manchesterze po mnie. Coś niesamowitego.

Jeszcze przed debiutem w zawodowym MMA miał Pan groźny wypadek samochodowy...
Tak, to było w 2005 r., dzień przed sylwestrem. Lekarze powiedzieli mi, że prawdopodobnie nie będę chodził, nie mówiąc już o trenowaniu. Ale trzy miesiące później byłem już na sali. Wszystko dobrze się skończyło.

To Pana wzmocniło?
Psychicznie, na pewno. Nie załamałem się, wciąż miałem w sobie chęć walki. To była moja motywacja do szybkiej rehabilitacji. Na szczęście wszystko szybko się pozrastało i mogłem wrócić do sportu.

Tydzień po UFC 204 na gali w Manili wystąpi Pana kolega z S4 Fight Club Marcin Tybura. Jak ocenia Pan jego szanse w walce z Derrickiem Lewisem?
Lewis to nieprzewidywalny zawodnik. Zawsze idzie do przodu, bardzo mocno bije. Ale Marcin może go zaskoczyć. Jest w doskonałej formie, chyba najlepszej w życiu. Do tego nie jest obciążony psychicznie. Efektownie wygrał ostatnią walkę, jest dużo niżej notowany od rywala. Wygrana będzie dla niego dużym przeskokiem. A Marcin ma lepszy parter i obalenia od Lewisa. Myślę, że ta walka skończy się w ten sposób. Marcin podda „Bestię”.

Po znokautowaniu Viktora Pesty Tybura wrócił do treningów podwójnie naładowany?
Marcin zawsze ciężko trenuje, ale jest bardzo spokojnym zawodnikiem. Myślę jednak, że gdzieś w środku ta wygrana była dla niego jeszcze większą motywacją do ciężkiej pracy.

Pan wygrywa ze Struve, Tybura z Lewisem. UFC chce, żebyście walczyli ze sobą. Co robicie?
W wadze ciężkiej jest tylu zawodników, że chyba nie będziemy musieli walczyć ze sobą. Wydaje mi się, że promotorzy UFC nie zrobią nam tego i nie będziemy musieli walczyć ze sobą na obecnym etapie kariery. Gdybyśmy mieli walczyć o mistrzowski pas, to OK. W innym przypadku chyba do tego pojedynku nie dojdzie.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Wideo

Materiał oryginalny: Omielańczuk: Wiele lat stałem na bramkach, nie będę miał problemu z walką nad ranem - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie