Państwowa Inspekcja Pracy w Koszalinie. Zwolniona walczy o sprawiedliwość

  • Głos Koszaliński

Jakub Roszkowski

Gdzie mamy szukać sprawiedliwości, jeśli uważamy, że pracodawca nas szykanuje, mamy podejrzenia o mobbing i ostatecznie jeszcze zostajemy zwolnieni z pracy dyscyplinarnie? Wiadomo, idziemy do Państwowej Inspekcji Pracy. Tylko co robić, jeśli naszym pracodawcą była właśnie ta Inspekcja?
 archiwum polskapress

Jest koniec listopada 2018 roku, trzeci dzień 72. posiedzenia Sejmu RP. Mija druga godzina obrad. Trwa seria pytań do Głównego Inspektora Pracy Wiesława Łyszczka. Na mównicę wchodzi poseł ze Śląska Krzysztof Gadowski. Mówi dość długo, wreszcie zadaje pytanie.

- Panie ministrze - zwraca się do szefa GIP.

- Jest problem, który bezpośrednio was dotyczy. Chodzi o starszą inspektor pracy, zwolnioną osobiście przez pana. Tyle że ona była pod ochroną, jako związkowiec. Czy wy tam przestrzegacie prawa… - ta część wypowiedzi ministra jest już zagłuszona. A to dlatego, że marszałek sejmu wyłącza posłowi mikrofon i prosi na mównicę kolejną osobę. Każdy pytający ma określony czas, poseł Gadowski nieco go przekracza, marszałek jest więc bezwzględny.

Jednak za parę chwil Główny Inspektor Pracy Wiesław Łyszczek, już stojąc na mównicy, odnosi się do sprawy poruszonej przez posła Gadowskiego. Ale mówi krótko: - Sprawa toczy się przed sądem i nie będę tego komentował - ucina.

Zwolniona dyscyplinarnie z pracy to Adriana Michalczyk, starszy inspektor pracy w PIP, oddział Koszalin. O co poszło? Jak to się stało, że najważniejszy organ państwa, który czuwa nad przestrzeganiem prawa pracy, sam prawdopodobnie to prawo złamał? Wyjaśnienie tego nie jest łatwe. Ze sprawą może mieć wiele wspólnego zadawniona historia z pewnym wysoko dziś postawionym w PIP urzędnikiem, który wcześniej był związany z Koszalinem. Ale spróbujmy.

Adriana Michalczyk pracowała w PIP Koszalin od 2007 roku.

- Nie było przez ten czas na mnie żadnych skarg, dostawałam trudne kontrole, ale zawsze się z nich wywiązywałam - opowiada pani inspektor.

Przez ponad 10 lat pracy w inspekcji funkcjonowała więc bez żadnych zarzutów. Zmieniały się władze, zmieniali się szefowie, aż przyszedł czerwiec tego roku i pierwszy zgrzyt. Niewielki, ale po nim wszystko poszło już jak lawina.

- Poproszono mnie o dyplom ukończenia studiów. Akurat robiłam drugi fakultet i otrzymałam na te studia dofinansowanie z inspekcji. W porządku, może chcieli zweryfikować, czy na pewno na te studia uczęszczam?... Tyle, że byłam wtedy jeszcze na ostatnim roku, więc nie mogłam tego dyplomu okazać. Bo przecież go jeszcze nie miałam. Doszło więc do dość ostrej wymiany zdań z szefem Okręgowego Inspektoratu Pracy w Szczecinie. Zażądałam wtedy wglądu w moją umowę. Chciałam sprawdzić, czy szef może w ogóle mnie tak kontrolować - opowiada pani Adriana.

Poprosiła o przesłanie zeskanowanej umowy pocztą elektroniczną. Bo, choć pracowała w Koszalinie, zatrudniona była właśnie przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Szczecinie. Odpowiedziano jej jednak, że tej umowy nie wyślą. Jeżeli chce ją przeczytać, musi przyjechać do Szczecina.

- Wsiadłam więc w pociąg i pojechałam - opowiada dalej nasza rozmówczyni.

Na miejscu - w Szczecinie - okazało się, że oprócz umowy czeka na nią również szef kontroli wewnętrznej.

- Trzy bite godziny przesłuchiwano mnie. Zarzucono, że podczas jakiejś kontroli ujawniłam dane skarżącego, że tej osobie nie spodobały się wyniki tej kontroli. Dowiedziałam się, że szefostwo wysłało do skontrolowanej przeze mnie firmy kontrolera, który weryfikował moje postępowanie tam. Kuriozum. Przecież to jest wbrew jakimkolwiek przepisom. Udowodniłam im, że złamali prawo. I pojechałam do domu. Później sprawy potoczyły się jednak jeszcze szybciej. Ktoś - mówi pani Adriana - namówił sekretarkę w inspekcji, żeby poświadczyła nieprawdę, że inspektorka spóźniła się do pracy. Ta sprawa jest dziś w sądzie.

- Zaczęto mnie weryfikować niemal na każdym kroku. Wysyłali kolejnych inspektorów do firm, które kontrolowałam, choć przecież zgłaszałam, że jest to postępowanie nieprawne. Nie jesteśmy przecież policją, czy jakąś tajną służbą, która może śledzić ludzi, wchodzić kiedy chce i po prostu wykorzystywać stanowiska. Inspektor pracy to przecież zawód zaufania społecznego - podkreśla nasza rozmówczyni.

Zrobiło się nerwowo. Doszło do sytuacji, w której Adriana Michalczyk wybuchła płaczem. To było w pokoju jej zwierzchnika, w Koszalinie, podczas kolejnej kuriozalnej rozmowy. Gdy więc - zupełnie przypadkowo - wszedł tam szef związku zawodowego Grzegorz Dropko, sytuacja stała się kłopotliwa. Ale ostatecznie kierownictwo inspekcji nie odpuściło i po 10 latach nienagannej pracy zwolniło Adrianę Michalczyk dyscyplinarnie. Powodów jest kilka, a wszystkie powstały tylko w tym roku: że poświadczała nieprawdę, że pobierała nienależne jej pieniądze za podróże służbowe, ujawniła nazwisko skarżącego, przetrzymywała akta osobowe kontrolowanej firmy.

- Stałam się w ciągu kilku miesięcy 2018 roku, po 10 latach nienagannej pracy, złodziejem i oszustem - nie dowierza jeszcze w tę całą historię pani Adriana.

Związki zawodowe murem stanęły po stronie zwalnianej inspektorki. „W odpowiedzi na pismo w przedmiocie wyrażenia zgody na rozwiązanie stosunku pracy bez wypowiedzenia z winy pracownika z pracownikiem mianowanym, starszym inspektorem pracy Adrianą Michalczyk (…), Komisja Okręgowa Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy w Szczecinie nie wyraża zgody na rozwiązanie tej umowy”. Uzasadnienie tej odmowy jest obszerne. Związkowcy podkreślają, że nawet jeśli do tych czterech powodów - bo tyle jest ich wymienionych przez szefostwo PIP - miałoby rzeczywiście dojść, to i tak nie są one w żaden sposób powodami, które uzasadniałyby zwolnienie dyscyplinarne. „Mają bardzo ogólny charakter. A ponadto w ocenie komisji są niezgodne ze stanem faktycznym”. Związkowcy punktują każdy argument szefostwa PIP, udowadniając, że kierownictwo inspekcji, która przecież czuwa nad przestrzeganiem Kodeksu Pracy, samo ten kodeks chyba nie do końca zrozumiało. I go zwyczajnie nie respektuje.

Po stronie inspektorki staje także Komisja Krajowa Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy, która kieruje do szefa PIP pismo, domagając się przywrócenia pracownika do pracy, wskazując, że zwolnienie nastąpiło z rażącym naruszeniem prawa pracy. Sprawa zaczyna przybierać charakter ogólnokrajowy.

Do Głównego Inspektora Pracy o przywrócenie bezprawnie zwolnionej inspektorki występuje też Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, również wskazując, że to, co zrobił szef PIP, to rażące naruszenie prawa pracy. Główny Inspektor Pracy pozostaje jednak niewzruszony. Co ciekawe, podobny los spotkał niedawno przewodniczą cą związku zawodowego w PLL LOT, o czym obszernie informowały ogólnopolskie media.

Pracodawca przywrócił wtedy tę kobietę do pracy, a za to, że rażąco naruszył prawo, zwalniając bez zgody związku, został ukarany grzywną. Wniosek o ukaranie wniosła wtedy inspekcja pracy. A może jest jednak inny, głębszy powód w tej koszalińskiej sprawie? - Myślałam o tym. Mieliśmy kiedyś w Koszalinie „kolegę”, który pastwił się nad pracownikami. Była więc przeprowadzona kontrola, do której między innymi i ja się przyczyniłam. I ta kontrola potwierdziła nasze zarzuty wobec tego „kolegi”. On został zdegradowany. Później trafił do Bydgoszczy, a ostatnio stał się wysoko postawionym urzędnikiem w PIP w Warszawie. Może się teraz mści?...

- Szanowny panie redaktorze - odpowiada więc nam rzecznik Głównego Inspektora Pracy Danuta Rutkowska.

- Z uwagi na toczące się postępowania sądowe nie będziemy się wypowiadać na temat zarzutów stawianych przez panią A.M. do czasu ich zakończenia prawomocnymi rozstrzygnięciami. Wszelkie czynności podejmowane na gruncie toczących się postępowań z udziałem pracowników Sekcji Kontroli Wewnętrznej były prowadzone na polecenie i za wiedzą kierownictwa PIP.

Wszystkie czynności były zgodne z obowiązującymi przepisami prawa i zostały prawidłowo udokumentowane, a przedmiotowa dokumentacja zostanie przekazana do dyspozycji sądów. Zasadność podjętych działań ocenią niezawisłe sądy.

Zobacz także Przysięga w CSSP w Koszalinie

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3