sportowy24
    Piłkarska karuzela Krzysztofa Hrymowicza. Od finału Pucharu...

    Piłkarska karuzela Krzysztofa Hrymowicza. Od finału Pucharu Polski do ligi bułgarskiej

    Rajmund Wełnic

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    Rozmowa z Krzysztofem Hrymowiczem, piłkarzem Miejskiego Klubu Piłkarskiego Szczecinek, który na koniec kariery zawodniczej, wrócił do rodzinnego miasta.
    Piłkarska karuzela Krzysztofa Hrymowicza. Od finału Pucharu Polski do ligi bułgarskiej
    1/7

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Rajmund Wełnic

    Mija 10 lat od chwili, gdy przeszedłeś z Darzboru Szczecinek do Floty Świnoujście. Naliczyłem, że w tym czasie zmieniłeś 6 klubów. Który moment w karierze będziesz najmilej wspominał i pokazywał dzieciom na wideo?

    Maj 2010 roku, finał Pucharu Polski w barwach Pogoni Szczecin, który przegraliśmy 0:1 z Jagiellonią Białystok. Mogliśmy w nim sprawić niespodziankę, gdyby arbitrzy podeszli nieco inaczej do sędziowania i np.
    dali rywalom czerwoną kartkę za brutalny faul na Bojarskim. Kartka była ewidentna, ale wideoweryfikacji wówczas nie było, więc Jadze się upiekło. Grając z przewagą jednego zawodnika ten mecz mógł by się inaczej ułożyć. Na dodatek kolega podczas interwencji czysto wybił piłkę, a sędzia uznał, że był fauli na Kamilu Grosickim i podyktował przeciwko nam jedenastkę.

    Wiesz, co wyskoczy w sieci, gdy w wyszukiwarce wpiszesz dziś słowa "Hrymowicz gol"?

    Tak, wiem (śmiech). Moje trafienie w meczu Pogoni z Górnikiem Zabrze we wrześniu 2009 roku. Przyznam szczerze, że chciałem wtedy zejść w przerwie, bo miałem naciągnięty mięsień przywodziciela, co sprawiało mi problemy przy bieganiu. Straciliśmy głupią bramkę, na dodatek graliśmy w osłabieniu, i to na boisku ówczesnego lidera zaplecza Ekstraklasy. Odebrałem piłkę przed naszym polem karnym, a że miałem trochę wolnej przestrzeni to pobiegłem z nią do przodu.

    To był rajd przez całe boisko w końcówce meczu, z minięciem kilku rywali, wyjście sam na sam z bramkarzem i ładny strzał. Prasa napisała wówczas "Maradona z Pogoni".

    Kawał drogi do przebiegnięcia był, ale to były czasy, że człowiek miał siły do biegania przez 120 minut. W karierze zdarzały mi się podobne, może nie tak efektowne, rajdy, choć nie zakończone golem, jeszcze we Flocie Świnoujście, czy w Pogoni w meczu ze Zniczem Pruszków.

    Wyczyn niezwykły, jak na stopera, którym byłeś przez większość kariery.

    Zawsze byłem jednym z większych na boisku w swoim roczniku, jeszcze w UKS 7 Szczecinek, gdzie grałem do pierwszej klasy szkoły średniej. I trenerzy ustawiali mnie jako stopera, jak wówczas mówiło się na środkowego obrońcę. Formacja obronna wyglądała wówczas inaczej, grało się z forstoperem. Ale faktycznie, zwykle grałem w obronie.

    Gdy odchodziłeś z Darzboru do Floty w mieście działały dwa kluby, był jeszcze odwieczny rywali Wielim. Dziś, gdy wróciłeś do rodzinnego miasta, jest tylko MKP. Jeden klub to dobry kierunek?

    Szczecinek jest niewielkim miastem i trudno utrzymać tu więcej niż jeden zespół, zwłaszcza jeżeli się myśli o czymś większym niż IV liga. A przydałaby się w mieście chociaż III liga, bo po ostatniej reorganizacji grają w niej naprawdę fajne kluby i kibice mieliby gratkę. Jestem w MKP, aby pomóc chłopakom. Kondycyjnie nie narzekam, choć szybkości już nie, zwłaszcza tej początkowej. W Pogoni mieliśmy badania i schodziłem poniżej sekundy na 5 metrów, co jak na stopera było bardzo dobrym wynikiem. A teraz nie wiem, czy wyrobiłbym się w półtorej sekundy. Ale wszystko można jeszcze poprawić.

    W polskiej Ekstraklasie nie zagrałeś, ale pół roku spędziłeś w dość egzotycznej z naszej perspektywie lidze bułgarskiej, w Etyrze Wielkie Tyrnowo. Egzotyczny był nie tylko kierunek, ale zwyczaje. Czytałem, że prezes, Turek, miał wam po przegranym meczu grozić w szatni śmiercią, a skład wysyłał trenerowi SMS-em.

    Trafiłem tam przez znajomego, po tym jak rozwiązałem kontrakt z Zawiszą Bydgoszcz. Oferowali dobre warunki, a że była to najwyższa liga, to myślałem, że warto spróbować w niej sił, pokazać się z dobrej strony i zostać tam lub znaleźć lepszy klub. To był faktycznie dziwny klub, bo reprezentowaliśmy Wielkie Tyrnowo, a mieszkaliśmy w hotelu Sliven, 80 kilometrów dalej. Tam też graliśmy. Drużyna była międzynarodowa, przed sezonem wymieniono z 20 piłkarzy. Dosłownie w szatni było pół Europy. Inna rzecz, że wypłacono nam tylko jedną, czy półtora pensji. I z dwie premie za mecze. Potem przestano nam płacić. I rozwiązaliśmy kontrakty z winy klubu za zgodą bułgarskiej federacji. Z prezesem jakaś akcja faktycznie była, ale po zremisowanym meczu, gdy starł się z jednym z zawodników, który na zarzut słabej gry odpowiedział, że nie przyjechał tu przegrywać. Może ktoś prezesowi coś źle przetłumaczył

    Były lepsze i gorsze momenty w Twojej karierze. A co dziś uważasz w niej za największy błąd?

    Poważniejsze kontuzje mnie omijały. Ot, parę rozbitych łuków brwiowych, dwie operacje na kolana. Czego żałuję? Głupich wyborów, złych zmian klubów. Nawet po powrocie z Bułgarii. Były jakieś zaproszenia na testy, bo myśleli, że przyjeżdżam z piłkarskiego trzeciego świata. W polskich klubach do dziś sądzą, że piłkarsko ten kraj nam ustępuje, a nie wiem na jakiej podstawie? Spójrzmy na Liteks Łowecz czy Ludogorec Razgrad. To kluby, które regularnie grają w europejskich pucharach, w fazie grupowej nawet Ligi Mistrzów. Z zeszłym sezonie mierzyli się z Realem Madryt czy Liverpoolem. Moim największym błędem była jednak zmiana menadżera. Miałem niemieckiego menadżera, który załatwiał mu angaż do II Bundesligi, a zdecydowałem się na polskiego menadżera, który prawdę mówiąc niewiele mi pomógł w znalezieniu klubu. A nawet przeszkodził, bo jak się potem powiedział mi prezes Pogoni, że gdyby rozmawiano bezpośrednio ze mną, a nie z nim, to byśmy się dogadali co do kontraktu.

    Co byś radził nastolatkom marzącym o karierze w futbolu?

    Wiadomo, że wybór kariery piłkarza wiąże się z wyrzeczeniami. Już jako dzieciak musisz się poświecić. Po szkole masz treningi, w weekendy mecze. I tak przez całe lata. Cierpi na tym rodzina. Wielkiego doświadczenia w tym, jak sensownie zmienić klub nie mam, mimo wszystko. Grałem cztery lata na zapleczu ekstraklasy. Ale uważajcie na menadżerów. Mają po 20 zawodników w swojej "stajni", a zarabiać chcą na dwóch. O nich się troszczą, dbają, jeżdżą i negocjują kontrakty. A od pozostałych chcą tylko zgarnąć prowizję, gdy jakiś klub się trafi. Wybierajcie więc nowych ludzi, którzy chcą się wybić i mają 3-4 zawodników, dla których zwiedzą całą Polskę w poszukiwaniu klubu. Skauting wyławia dziś talenty na poziomie juniorów. Mając ofertę warto z niej skorzystać, to naturalna ścieżka kariery. Zespoły Ekstraklasy mają rezerwy na poziomie III ligi, gdzie można się wykazać i z czasem trafić na treningi z pierwszą drużyną, a potem do pierwszego składu.


    PS. W tym roku Krzysztof Hrymowicz nie zagra w finale PP, nawet edycji zachodniopomorskiej, w której zespół ze Szczecinka grał przez ostatnie dwa lata i teraz bronił tego trofeum. O wszystkim przesądziły rzuty karne. O ile w poprzedniej rundzie MKP Szczecinek lepiej od Lecha Czaplinek egzekwował serię rzutów karnych, o tyle w meczu 6. rundy z Gryfem Polanów tego szczęścia zabrakło. Sam mecz był bardzo ciekawy, długo prowadził MKP, by na początku II połowy stracić 3 gole (w tym jeden samobójczy K. Hrymowicza). Gospodarze zdołali wyrównać, marnując po drodze rzut karny, którego niefortunnym strzelcem okazał się Adam Jabłoński. Ten sam piłkarz chybił ponownie w serii karnych...


    REGIONALNY PUCHAR POLSKI w SPORTOWY24.PL

    Wszystko o Regionalnym Pucharze Polski - newsy, ciekawostki, wyniki!

    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Terminarz regionalny PP

    Herb godpodarza Herb gościa
    Brak danych
    Więcej

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    1 grudnia Koszalin stanie się centrum muzyki filmowej. Usłyszymy największe hity Ennio Morriocone

    1 grudnia Koszalin stanie się centrum muzyki filmowej. Usłyszymy największe hity Ennio Morriocone

    Poczujcie magię świąt podczas niezwykłego jazzowego koncertu Agi Zaryan w Koszalinie

    Poczujcie magię świąt podczas niezwykłego jazzowego koncertu Agi Zaryan w Koszalinie

    Młodzi fonoholicy potrzebują pomocy. Rodzicu, zadbaj o swoje dziecko.

    Młodzi fonoholicy potrzebują pomocy. Rodzicu, zadbaj o swoje dziecko.