Przemytnicy pamiątek z wakacji

Iwona Marciniak
Fot. Karol Skiba
Kiedyś przemycano ortaliony i nylony. Dziś wypreparowane głowy aligatorów. W PRL-u czy Unii Europejskiej bez granic, przemytnicy zawsze coś chcą nielegalnie przewieźć, a polski celnik ma ręce pełne roboty.

- Jaki turysta nie chce przywieźć z wakacji ciekawej pamiątki? - pyta retorycznie Monika Woźniak-Lewandowska, rzecznik Izby Celnej w Szczecinie (na zdjęciu na okładce, z głową aligatora). - Rzecz w tym, że coraz bogatsi Polacy, wracając z egzotycznych podróży, nieświadomie pakują się w poważne tarapaty - pani rzecznik zawiesza głos.

Zostaw rafę w spokoju
Okazuje się, że prym wśród nieświadomych przemytników wiodą wielbiciele nurkowania na koralowej rafie. Jednak tylko ci, którym przyszło do głowy zabrać ją do domu.

- Nawet ukruszona ociupinka rafy koralowej jest objęta kategorycznym zakazem przywozu - słyszymy. - Podobnie jest z wyrobami z kości słoniowej, przepięknymi muszlami przydaczni, skórami dzikich kotów, niedźwiedzia brunatnego, wilka szarego, wilka syberyjskiego, wielu gatunków gadów... - Monika Woźniak-Lewandowska zdaje się wyliczać bez końca. - Szczegółowo precyzuje to konwencja waszyngtońska CITES, przepis o międzynarodowym handlu zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem, a także wykonanymi z nich produktami.

Za naruszenie konwencji CITES grozi nam nie tylko przepadek zakazanej pamiątki, ale też kara pieniężna i pozbawienie wolności od dwóch do pięciu lat.

Do grona ukaranych dołączył w ub. roku turysta wracający z Florydy. W jego bagażu rentgen pokazał celnikom z lotniska Ławica w Poznaniu 14 wypreparowanych głów aligatorów. Słono kosztował innego turystę plan zrobienia spławików do wędki z pięciu przywiezionych z wakacji kolców jeżozwierza. Kobieta, której w zagranicznej podróży wpadła w oko skórzana torebka i portfel, przekonywała celników, że nie wiedziała o zakazie handlu wyrobami ze skóry kajmana.
- Nic nie zwalnia nas z obowiązku wiedzy na temat tego, czego przywozić nie wolno - ostrzega celniczka.

Daj żyć żółwiom
Konwencja reguluje też zasady przewozu żywych zwierząt. Jej przestrzeganie uchroniłoby od śmierci w męczarniach minimum 9 na 10 przemycanych zza wschodniej granicy żółwi stepowych, szczelnie oklejonych taśmą, by ich ruch nie zdradził przemytu. Żółwie giną z głodu i pragnienia. Równie tragiczny los spotyka papugi wpychane w ucięte butelki typu PET.

Czas kryształów i peruk
Historię przemytu mógłby napisać Andrzej Antonowicz-Klimko, kierownik Oddziału Celnego w Świnoujściu, celnik z 41-letnim stażem. Właśnie odebrał awans na podkomisarza celnego, a za wieloletnią pracę Medal 90-lecia Administracji Celnej i 10-lecia Służby Celnej. Świetnie pamięta czasy, kiedy trudno było wyjechać choćby do NRD, a co dopiero mówić o Florydzie.

- Lata 60. to był czas masowego przemytu między innymi zegarków i peruk
- wspomina. - Peruki miały ogromne wzięcie w ówczesnym Kraju Rad. Zresztą polskie panie też od nich nie stroniły. W tamtych czasach, w których paszport posiadali nieliczni, potrzeby rynku zaspokajali głównie marynarze.
Starsi celnicy do dziś bawią się wspomnieniem akcji, podczas której w kotłowni jednego z kontrolowanych statków celnik znalazł pod węglem paczki z przedmiotem pożądania eleganta czasów dojrzałego PRL-u - ortalionowymi płaszczami. Celnik rzucał je pracowicie na stertę, nie widząc, że za jego plecami palacz niszczy dowód przemytu, wrzucając go do pieca. Ortaliony spłonęły, ale palaczowi się nie upiekło. Kluczowa okazała się decyzja gorliwego kierownika grupy celników o wygaszeniu pieca. W popiele znaleziono metalowe klamerki od pasków ortalionowej legendy.

- "Zielony, oddaj nylony"! - przypomina sobie Monika Woźniak-Lewandowska.
- Podobno takie okrzyki słyszeli z tłumu celnicy maszerujący w latach 60. w pochodach pierwszomajowych
- tłumaczy ze śmiechem.
- "Zielony" to my, bo nosimy zi
elone mundury. A "nylonami" nazywano wszystko, co było wykonane z niedostępnego u nas włókna. Od pończoch po, uchodzące za ekstrawagancję, zwykłe nylonowe torby.
Celnikom, których służba przypadła na lata 70., długo w pamięci zostaną kryształy. Wazony, kieliszki, cukiernice. - Polacy próbowali je wywozić, a nam nie wolno było ich nawet clić z powodu rynkowych braków - dodaje Andrzej Antonowicz-Klimko.

Biała flota, czyli proszek za burtą
Na pytanie o to, kiedy celnikom pracowało się najtrudniej, słyszę: przed wejściem do Unii Europejskiej, za czasów prosperity wolnocłowej białej floty. Najwięcej pracy przysporzyła celnikom inwazja "mrówek".
Wybuchła w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Mianem pracowitego owada określano drobnych przemytników żyjących ze statków wolnocłowych. Na przykład w maleńkim porcie w Nowym Warpnie dziennie w ok. 20 rejsów odprawiano po kilka tysięcy osób, które tani alkohol i papierosy z wolnocłowego sklepu sprzedawały na lądzie znacznie drożej. Różnice w cenie prowokowały do wielokrotnych rejsów, przekraczania wyznaczonych limitów i upychania przemytu gdzie się da. Ze zbiornikami na fekalia włącznie. Papierosy wciskano w słoiki po kawie malowane od środka na brązowy kolor czy w pospiesznie opróżniane kartony proszku do prania. Armatorzy ratowali Bałtyk, ustawiając na pokładzie pojemniki na wysypywany proszek, by przemytnicy nie wyrzucali go wprost za burtę. Nie obyło się bez tragedii. Pewien mężczyzna, nie chcąc oddać celnikom litra przemycanego spirytusu, wypił połowę, nim stracił przytomność. Zmarł, nim dowieziono go do szpitala. Inny, który ciało okleił sobie workami ze spirytusem, próbował zerwać taśmę klejącą, przypalając ją płomieniem zapalniczki. Poparzył sobie ponad 50 procent ciała.

Pytany o zmiany w pracy celnika po wejściu Polski do UE, Andrzej Antonowicz-Klimko odpowiada krótko: - Gdy zaczynałem, starsi koledzy pracowali jeszcze na ręcznych liczydłach. Dziś mamy komputery, urządzenia skanujące, czytniki, endoskopy. We wspólnym obszarze celnym uprościły się procedury. Teraz najtrudniej mają koledzy z naszej wschodniej granicy.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~malina~

problem nielegalnych pamiątek stał się olbrzymi, większość turystów nie jest świadoma,że przywozi coś co jest na liscie zagrożonych okazów. Zachęcam przed wyjazdem do sprawdzenia listy zagrożonych okazów flory i fauny, dbajmy o to co mamy. Piękno tej Ziemi jest zależne od nas,niech każdy z nas ma to na uwadze.

7iedem

nie powino to byc zakazane oczywiscie w pojedynczych ilosciach bo akzdy lubi miec niespodzianke w domu ...

Dodaj ogłoszenie