Raport: Jak wygląda religijność w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej?

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
archiwum
Udostępnij:
Synod w koszalińsko-kołobrzeskiej diecezji wchodzi w finalną fazę. W miniony weekend odbyła się pierwsza sesja synodalna, czyli zgromadzenie duchownych i świeckich. Jego głównym punktem była prezentacja pierwszego badania religijności w diecezji. Wnioski? Lokalny Kościół katolicki czekają wielkie wyzwania.

Diecezjalny synod rozpoczął się dwa lata temu. Jego głównym celem jest to, aby pracując w kilkunastu zespołach składających się z osób świeckich i duchownych, zdiagnozować na wielu płaszczyznach aktualną kondycję lokalnego Kościoła katolickiego, wyciągnąć z tego wnioski i wypracować kierunek, w jakim Kościół powinien podążać, a także sposób, w jaki ma to robić.

Jedno z zadań, z którym synod miał się uporać, dotyczyło zbadania stanu religijności wiernych z terenu diecezji koszalińsko - kołobrzeskiej. Wstępne dane i wnioski na pierwszej sesji synodalnej (prowadzone badania wciąż trwają) przedstawił ks. dr Remigiusz Szauer z Instytutu Nauk Teologicznych Uniwersytetu Szczecińskiego i przewodniczący Komisji ds. Młodych II Synodu Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej.

Między zaangażowaniem, wycofaniem i wrogością

„Religijność, areligijność, irreligijność - portret postaw wobec wiary, Kościoła i moralności diecezjan”. Taki tytuł nosiła prezentacja raportu z przeprowadzonych badań. Areligijność oznacza tu odwrócenie się od religii, a irreligijność - postawę wobec niej jawnie niechętną. - Nasze badania zmierzały do tego, aby zobaczyć religijność między zaangażowaniem a obojętnością, wycofaniem, a nawet wrogością - tłumaczył ksiądz Szauer.

Badania realizowano od czerwca 2019 r do lutego 2020 r. Były prowadzane metodą ilościową z użyciem kwestionariuszy oraz jakościową, czyli za pomocą wywiadów indywidualnych i grupowych. Co ważne, ankiety dotarły nie tylko do ludzi określających się jako wierzący i praktykujący, ale także do tzw. respondentów losowych. - Informacje o badaniach i możliwości wzięcia w nich udziału pojawiły się w mediach niezwiązanych z Kościołem. Ankieterzy docierali także do badanych przy okazji różnych wydarzeń - relacjonuje duchowny.

Brak wiary nie zawsze wynika z antyklerykalizmu

Jaki jest stan religijności w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej? Rezultaty badań nie są zbyt optymistyczne. Ponad 30 proc. badanych nie określa siebie jako katolików, tylko chrześcijan.

- Wynika to z negatywnego postrzegania określenia „katolicki”. Wielu ludzi identyfikuje „katolickość” ze źle postrzeganym konserwatyzmem, czy zacofaniem - podkreśla ks. Remigiusz Szauer. Wiara w Boga kojarzy się wiernym najbardziej z zasadami i obowiązkami, a zdecydowanie w mniejszym stopniu z relacją „Bóg - Człowiek”. 24 proc. z badanych określa siebie jako „wątpiący-poszukujący” bądź „niezdecydowany, ale przywiązany do tradycji”.

- Są to ludzie znajdujący się mentalnie w jakimś stopniu już poza Kościołem. I jeżeli nic się w ich życiu nie zdarzy, to wielu z nich odejdzie. I to właśnie o nich z naszej strony, kapłanów, powinna toczyć się największa, najmocniejsza walka, oczywiście bez zaniedbywania pracy z innymi grupami. Dane te wyraźnie pokazują też to, że praktykowanie przez kogoś swojej wiary nie może prowadzić do duszpasterskiego uśpienia wśród księży - twierdzi ks. Szauer.

Jako osoby jednoznacznie niewierzące określiło siebie 20 procent ankietowanych. Dlaczego nie wierzą? Wbrew powszechnej opinii ich brak wiary wcale nie wynika z antyklerykalizmu. Znacznie częstszym powodem jest świadoma decyzja światopoglądowa. Niemal 40 proc. niewierzących uzasadnia swoją niewiarę motywami egzystencjalnymi, czyli niemożnością znalezienia w wierze pomocy w rozwiązaniu bieżących problemów życiowych.

- Co ciekawe, większość z osób deklarujących się jako osoby niewierzące, nie wyklucza istnienia jakiejś formy duchowości. Z kolei 5 procent z nich to osoby wyraźnie irreligijne, czyli uważające Kościół i religię za źródło zła szkodzącego społeczeństwu - ujawnia nasz rozmówca.

Wierni przywiązani do tradycji, słabo wierzący dogmatom

Dużo do myślenia z pewnością dają dane pokazujące podejście respondentów do zaangażowania się w religijne praktyki. Udział w coniedzielnej mszy świętej deklaruje tylko 22 proc. Jednak w wybrane dni w roku, szczególnie w niektóre, liczby te są znacznie większe: Trzech Króli - 44 proc., Boże Ciało - 41 proc., Wszystkich Świętych - 55 proc.

- To powinna być dla nas, duszpasterzy, bardzo istotna informacja. Są to bowiem ważne okazje duszpasterskie, na które musimy zwrócić uwagę. I w tych dniach mieć nieustannie na uwadze to, że oto spotykamy ludzi, których nie spotkamy w niedzielę w kościołach. Że to często jest jedyna szansa, aby do nich dotrzeć, powiedzieć lub zrobić coś takiego, dzięki czemu zaczną myśleć o Bogu, o swoim życiu inaczej niż do tej pory - podkreśla - ks. Szauer.

Badania wykazały poważne problemy z uznawaniem podstawowych dogmatów katolickich.

Np. tylko 46 proc. osób deklarujących się jako praktykujące, wierzy w przemianę chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa podczas Eucharystii. - Musimy sobie zadać pytanie, jak sprawić, żeby katolicka doktryna była komunikatywna? - mówi duchowny. Dodaje, że o obliczu religijności w naszym regionie decyduje tradycja, okazjonalność realizowana w oparciu o bieżące potrzeby, a te potrzeby nie zawsze mają charakter religijny, co raczej kulturowy oraz rodzinny i dopiero przy okazji religijny.

- W połowie jest to więc religijność prywatna, a w połowie zaprzężona w kościelne instytucje - podkreśla ks. Remigiusz Szauer. Ujawnia, że na pytania „po co ci wiara religijna, dlaczego uczestniczysz w praktykach religijnych?” ponad 50 procent ankietowanych odpowiedziało, że wynika to z ich tradycji i wychowania.

- Badana przez nas religijność jest pełna sprzeczności. Bo z jednej strony jest to religijność bardzo mocno zdystansowana wobec Kościoła, a z drugiej jednak z tym samym Kościołem bardzo mocno związana. Czyli na co dzień mamy do czynienia z niechęcią i dystansem, a czasami wręcz z awersją do Kościoła. Ale w żaden sposób nie wyklucza to tego, że w zależności od okoliczności i potrzeb, takich jak chrzest, bierzmowanie, ślub, pogrzeb, czy religijna oprawa świąt, te same osoby przyjdą do Kościoła, aby te potrzeby zrealizować - mówi.

Katolicy praktykujący: niezaangażowani, rozbieżni, sprecyzowani

Ciekawa jest charakterystyka katolików praktykujących. Wśród nich dominują niezaangażowani, zaś praktykujący katolicy angażujący się w rożnego rodzaju ruchy religijne i katolickie organizacje to niespełna 10 procent badanych.

Inna grupa to „katolicy rozbieżni”, czyli tacy, którzy wykazują rozmaite rozbieżności pomiędzy własnymi poglądami, a doktryną Kościoła. I to nie tylko w sferze postaw moralnych takich jak np. stosunek do antykoncepcji, celibatu, czy rozwodów, ale i w sferze wierzeń i dogmatów.

- Jednak najciekawsi pośród katolików praktykujących to „katolicy sprecyzowani” - mówi ks. Remigiusz Szauer. - Mają oni jasno sprecyzowane wymagania i nie stronią od krytyki Kościoła, jeśli są ku temu powody. Regularnie praktykują spowiedź, modlitwę osobistą, są zainteresowani wiedzą religijną. To ludzie pracujący, w wieku 35-55 lat, mieszkający w większości w miastach, choć i na wsiach także, w pobliżu dużych miast, czasem są to niepozorne wiejskie filie parafialne. Nie są oni zaangażowani we wspólnoty i ruchy. Są w każdą niedzielę na mszach świętych, czasem w dzień powszedni, kiedy mają czas - podkreśla duchowny.

Dodaje, że są to osoby, które chcą rzeczowego, przemyślanego i skłaniającego do refleksji kazania, kompetentnego kierownictwa w konfesjonale, kultury i szacunku ze strony księdza parafialnego. Nie mają skrępowania, żeby wytknąć duchownemu grubiaństwo. Nie interesują ich wystąpienia o charakterze politycznym, czy moralizatorstwo. Widzą, że ksiądz jest nieprzygotowany do kazania albo też, że nie potrafi poradzić sobie z Ewangelią, której wyjaśnieniem są zainteresowani, bo przeczytali przed przyjściem do Kościoła, o czym będzie. Oczekują też, że ksiądz będzie duszpasterzem rozumiejącym problemy ludzi i będzie możliwie empatyczny i wspomagający.

- To grupa niezwykle ciekawa i można odnieść wrażenie, że Kościół nie ma pomysłu na tych wiernych, nie myśli o nich na co dzień. A to niemała grupa, potrafiąca oddziaływać na innych i stanowiąca niemal połowę praktykujących katolików. Grupa, która też niestety może w końcu odejść, jeśli Kościół nie dotrze do nich we właściwy sposób - nie wyklucza ksiądz Szauer. Przewiduje, że odejścia mogą odbywać się na dwa sposoby.

- Jedni mogą przejść do religijności sprywatyzowanej, pozainstytucjonalnej. Czyli dalej będą modlić się, czytać Pismo Święte, uczestniczyć w rekolekcjach wielkopostnych przez Internet, ale przestaną uczęszczać do Kościoła. Inni dalej będą praktykować, bo sakramenty, życie duchowe mają dla nich znaczenie. Ale np. nie wpuszczą księdza po kolędzie, nie będą wrzucać na tacę, ważne dla siebie uroczystości obchodzić będą poza parafiami - mówi duchowny.

Cel synodu: podsumowanie raportu i wyciągnięcie wniosków

Wstępne opracowanie raportu z badań członkowie synodu otrzymają w najbliższym czasie. Prace nad nim nie są jeszcze zakończone, bo nowe dane ciągle spływają, najprawdopodobniej jego finalna wersja będzie gotowa do końca marca.

- Oczywiście szereg cząstkowych wniosków można już teraz wyciągnąć i po części w naszym raporcie one się też znajdują. Ale najważniejsze podsumowanie raportu, wyciągnięcie kluczowych wniosków i wypracowanie tego, co na ich podstawie można zmienić na lepsze, należy już do synodu. Na pewno Kościół lokalny stoi przed wielkimi wyzwaniami - mówi ksiądz Remigiusz Szauer.

Zobacz także: Kościół w Koszalinie. Procesja 15 czerwca 2017

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

r
rodzic 500

Postawiono w artyk. tezę, żę antyklerykalizm sprzyja nieprzychylnemu nastawieniu do religii. Nic bardziej mylnego. Antyklerykalizm czyli. brak zgody na zaangażowanie polityczne kleru nie tylko odseparowuje sacrum od profanum ale także ustawia religię na odpowiednie miejsce w społeczeństwie. Polska nauka lub kultura nie stworzyła alternatywy dla chrześcijaństwa. Jest to jedyny system wartości obecny w wielu umysłach Polaków. To klerykalizm a nie antyklerykalizm zabija resztki autorytetu moralnego dowolnej religii czy to będzie religia katolicka czy buddyjska.

Przejdź na stronę główną Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie