Rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia. Prof. Grzegorz Łęcicki o swoich spotkaniach z kardynałem Wyszyńskim

Damian Świderski
Damian Świderski
Stefan Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 roku. Był polskim duchownym, biskupem, następnie kardynałem. Nazywano go Prymasem Tysiąclecia. Do momentu wyboru Karola Wojtyły na papieża był najważniejszą osobą w polskim Kościele. A jaki był prywatnie? O tym, specjalnie dla portalu i.pl, opowiedział wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie prof. ucz. dr hab. Grzegorz Łęcicki.

Jak wyglądało pierwsze spotkanie Pana profesora z prymasem Wyszyńskim?

Pierwsze moje spotkanie z kardynałem Wyszyńskim to był rok 1962 lub 1963. Małymi uliczkami – Niegolewskiego, Kozietulskiego – szło dużo ludzi. Z balkonu świątyni przemawiał kardynał Wyszyński. Ktoś na potwornie warczącym motorze jeździł ulicą Felińskiego, jakby celowo chcąc zagłuszyć słowa Prymasa. Wtem z tłumu stojącego na terenie ogródka jordanowskiego wyskoczyło kilku mężczyzn i przegnało owego motocyklistę. Czy był to dzień konsekracji ( 7 września 1963 r. ), czy jakaś inna uroczystość – nie pamiętam. Ale sylwetkę Prymasa przemawiającego na balkonie kościoła widzę do dziś.

Opowie Pan, jak to było ze słynnym aresztowaniem obrazu Matki Bożej. Okazuje się, że Pan widział wtedy kardynała Wyszyńskiego.

Po kilku latach, znów z mamą, bo tata pracował do późna, poszliśmy szybkim krokiem do kościoła św. Stanisława Kostki. Przed świątynią był już spory tłum. Znów staliśmy na skwerze. Pamiętam atmosferę jakiegoś napięcia, zdenerwowania, niepokoju. Po latach się dowiedziałem, że żoliborski kościół miała nawiedzić kopia Cudownego Wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej podczas uroczystości milenijnych, ale na trasie do Warszawy została zatrzymana przez milicję i umieszczona w katedrze. Ksiądz Prymas przybył do żoliborskiej świątyni (21 czerwca 1966 r. ) i mówił o tym dramatycznym wydarzeniu. Nie rozumiałem jak można walczyć ze Świętym Obrazem, religią i Kościołem. W naszym domu Ks. Prymas darzony był wielkim szacunkiem, estymą jako niekwestionowany autorytet, przewodnik, pasterz, Ojciec Ojczyzny.

A pierwsze osobiste spotkanie profesora z Prymasem Tysiąclecia?

Natomiast takie pierwsze osobiste i wyjątkowe spotkanie z Księdzem Prymasem stanowiła Liturgia Słowa sprawowana w listopadzie 1976 r. podczas pierwszego diecezjalnego Synodu Lektorów archidiecezji warszawskiej. Wraz z kolegami i przyjaciółmi, lektorami i oazowcami z naszej żoliborskiej parafii pw. Św. Jana Kantego, zobaczyliśmy podjeżdżającą pod gmach seminarium metropolitalnego przy Krakowskim Przedmieściu piękną prymasowską limuzynę ( humber ) dar Polonii angielskiej. Ksiądz Prymas Wyszyński wysiadł, był tylko z kapelanem, którego znaliśmy, czyli ks. dr. Bronisławem Piaseckim a poza nami nikogo nie było. Ks. Prymas od razu zapytał kim i skąd jesteśmy. Odpowiedzieliśmy, że od św. Jana Kantego z Żoliborza, a Prymas na to:
- A, to od Rysia! Ksiądz Prymas bardzo lubił naszego proboszcza ks. dr Ryszarda Śliwińskiego. Gdy przytaknęliśmy, to powiedział do nas „Chodźcie ze mną”. Wchodzimy do budynku seminaryjnego, tam jakaś władza seminaryjna wita księdza Prymasa, a On powtarza „Chodźcie za mną”.

Idziemy więc za Prymasem długimi, chłodnymi, ciemnymi korytarzami, aż doszliśmy do wielkiej zakrystii kościoła seminaryjnego. Nasz widok wyraźnie zbulwersował ceremoniarza, a był nim wtedy proboszcz katedry. Ks. Prymas, widząc to, powiedział „ Oni są ze mną”. Wychodzi procesja do ołtarza, są ministranci, lektorzy ubrani w alby, a my tak zwyczajnie, luzacko - kurtki i dżinsy. Najważniejsza postać w procesji idzie na końcu, to Ksiądz Prymas, ale za nim jeszcze jesteśmy my. Podchodzimy do prezbiterium i jak dziś pamiętam triumfujący wzrok ceremoniarza, który jest pewien, że teraz to już się nas pozbędzie, bo dla nas przecież nie ma przewidzianego miejsca w prezbiterium. Ks. Prymas jakby czytając w myślach ceremoniarza odwrócił się do nas i powiedział: „Usiądźcie wokół tronu”.

To już nam się bardzo spodobało, w tym sensie, że dla nas ksiądz prymas był legendą - więźniem komunistycznym, autorytetem. Największym tak naprawdę ojcem ojczyzny, takim duchowym przywódcą, jednoznacznie - i on nagle nas dostrzegł. To już było źródło wielkiej radości, ale pamiętam do dzisiaj, że ksiądz prymas po liturgii słowa podchodzi do pulpitu i mówi, że to my jesteśmy Kościołem i pokazuje na nas. I ja miałem potem wrażenie, tak jak rozmawiałem z tymi moimi kolegami i przyjaciółmi, że właściwie to gdyby prymas powiedział, żeby skoczyć za nim w ogień, to my byśmy skoczyli.

Stał on po lewej stronie, na kilku stopniach podwyższenia, na którym – zgodnie z poleceniem Ks. Prymasa – usiedliśmy. Po odczytaniu perykop biblijnych Ks. Prymas wygłosił homilię, w której wskazując na nas powiedział, że to my jesteśmy Kościołem. Wywarło to na mnie i przyjaciołach takie wrażenie, że byliśmy gotowi dla Prymasa rzucić się na jego słowo w ogień. Pamiętam, że byłem również na takim kameralnym spotkaniu opłatkowym, w grudniu 1975 r., w bardzo wąskim gronie. Poza standardowymi życzeniami mogłem chwilę porozmawiać z Ks. Prymasem, który częstował cukierkami czekoladowymi z trudno wtedy dostępnej mieszanki Wedla. Gdy zobaczył, że grzebię w koszyku, zapytał, czego szukam.

- Bajecznego albo Pierrota – odpowiedziałem ( były to wg mnie najsmaczniejsze cukierki z Wedlowskiej mieszanki). Prymas uśmiechnął się. Gdy ponownie się spotkaliśmy dał mi torbę samych bajecznych i pierrotów. Dziwiłem się, że Ks. Prymas, mający na głowie cały polski Kościół i nieustannie zmagający się z komuną, zapamiętał jakie cukierki lubi nikomu nieznany nastolatek.
Moim marzeniem było uzyskanie wpisu Ks. Prymasa do pamiętnika. Autograf na książce zdobyłem bez problemu, natomiast z pamiętnikiem sprawa wydawała się beznadziejna.

- Ks. Prymas nie wpisuje się do pamiętników – powiedział mi ks. Piasecki.
- Hm….. zobaczymy – pomyślałem nie tracąc nadziei.

Po latach nadarzyła się sposobna okazja. Podczas kolejnego spotkania Ks. Prymas zapytał, czego chcę. Akurat miałem pamiętnik przy sobie, wiec poprosiłem o wpis.

- Dopiąłeś swego – powiedział Ks. Prymas wpisując do pamiętnika słowa błogosławieństwa.

Jak wyglądały ostatnie spotkania z kardynałem Wyszyńskim?

W niedzielę, 29 października 1978 r. , pojechałem z jednym z przyjaciół na lotnisko Okęcie, by powitać kardynała Wyszyńskiego powracającego z Rzymu. Prymasa Polski witały tłumy warszawiaków; były śpiewy, owacje, bukiety kwiatów. Ks. Prymas się uśmiechał, błogosławił. Triumf Kościoła nad ateistycznym systemem walczącym z wiarą, religią i pobożnością Polaków był aż nadto widoczny. Euforia i radość z powodu wybrania Polaka na Stolicę Piotrową była ogromna i długotrwała. Nas cieszyła dodatkowo, bo przecież poznaliśmy kardynała Wojtyłę osobiście, służyliśmy mu do Mszy św. na Jaszczurówce, jedliśmy z nim śniadanie, mieliśmy obrazki z jego błogosławieństwem, pamiętaliśmy, że bronił oaz i przyjeżdżał na dni wspólnoty. To nie był hierarcha daleki, obcy, ale ktoś bliski sercu. Nasz Papież!

Wcześniej, 17 września byłem w katedrze i słuchałem przemówienia ks. Prymasa. Dziwiłem się bardzo, bo kardynał Wyszyński jakby nawiązując do pogłosek, które się pojawiały na temat konklawe sugerujących istnienie kandydatów nie-Włochów mocno zaakcentował, że wybór Włochów należy do tradycji Kościoła. Coś mi zazgrzytało w tej wypowiedzi, bo przecież św. Piotr nie był Włochem, a w historii Kościoła byli papieże Francuzi i Niemcy. Po wyborze Jana Pawła II ks. Prymas znów podczas liturgii w katedrze 6 listopada wygłosił homilię, w której przyznał, że sam był zdumiony działaniem i mocą Ducha Świętego, co odnosiło się do pamiętnego konklawe, które wybrało papieżem Polaka.

W czerwcu 1979 r. podczas pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny znalazłem się w elitarnej grupie kościelnej służby porządkowej w tzw. strefie zerowej, czyli na Pl. Zwycięstwa, przy ołtarzu i zakrystii papieskiej usytuowanej za Grobem Nieznanego Żołnierza. Od bardzo wczesnego ranka pełniliśmy tam służbę oczekując na pierwszą w historii Polski Mszę św. odprawioną w Ojczyźnie przez papieża-Rodaka. Plac i przyległe tereny dość szybko zapełniły się tysiącami wiernych. W radiu słuchaliśmy relacji o przylocie papieża i wizycie w Belwederze ( komuna się nie zgodziła na spotkanie z władzami państwa w bardziej reprezentacyjnym Zamku Królewskim ). Narastające oklaski i okrzyki zwiastowały przyjazd kolumny papieskiej na plac. Zbliżyłem się do kolumnady Grobu Nieznanego Żołnierza. Z wojskowej, pomalowanej na biało ciężarówki star, będącej socjalistyczną wersją papamobile, sprawnie wysiadł Papież i Prymas. Patrzyłem na nich, dwóch największych Polaków, gdy klęcząc modlili się przy grobie nieznanego obrońcy Ojczyzny, anonimowego bohatera. Wiedziałem, że jestem świadkiem Historii. Papieska homilia wywołała niebywały entuzjazm.

Była przerywana niemilknącymi oklaskami, a nawet śpiewem pieśni My chcemy Boga. Podziwiałem kardynała Wyszyńskiego nie tylko za prawość i nieustępliwość w zmaganiu z PRL-owskim komunizmem, ale także za taką zwyczajną albo lepiej niezwyczajną dobroć, dystans wobec siebie oraz poczucie humoru. Widziałem wpis Kardynała w książce znajomego zakonnika. Ks. Prymas napisał: „Bądź miłościw mnie grzesznemu”.

Dzień śmierci Ks. Prymasa był dla mnie dniem wyjątkowym. Starałem się o wyjazd do Anglii, a decyzję o wydaniu mi paszportu uzależniono od mojej decyzji podjęcia lub odrzuceniu propozycji współpracy agenturalnej z SB. Spotkanie w sprawie paszportu wyznaczono mi w komendzie żoliborskiej przy ul. Żeromskiego na dzień 28 maja 1981 r. Był to czwartek, uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Poszedłem na poranną Mszę św. Od znajomej zmartwychwstanki dowiedziałem się o śmierci kardynała Wyszyńskiego. Idąc do komendy modliłem się prosząc zmarłego Prymasa o pomoc. Mimo odmowy współpracy z SB paszport jednak dostałem.

Podczas królewskiego pogrzebu Prymasa Tysiąclecia byłem w służbie porządkowej na Pl. Zwycięstwa. Po latach, w maju 1987 r. byłem na Krakowskim Przedmieściu podczas uroczystego poświęcenia pomnika Prymasa Tysiąclecia, dokonanego przez kardynała Glempa. Mimo apeli o nieuczestniczenie osobiste w beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego pojechałem 12 września 2021 r. do Świątyni Opatrzności Bożej, by wziąć udział w tej uroczystości.

Polecjaka Google News - Portal i.pl

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Portal i.pl codziennie. Obserwuji.pl!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia. Prof. Grzegorz Łęcicki o swoich spotkaniach z kardynałem Wyszyńskim - Portal i.pl

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
ela
28 maja, 20:48, ?:

Czy doczekamy kiedyś, jego naśladowców w upadłym moralnie kościele?

Nie czekaj, tylko sam nim bądź.

?
Czy doczekamy kiedyś, jego naśladowców w upadłym moralnie kościele?
Wróć na gk24.pl Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie