MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Schronisko w Białogardzie pod kontrolą. Inspektorzy TOnZ mają zastrzeżenia (szczegóły)

Jakub Roszkowski [email protected]
Przedstawiciele koszalińskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przyjechali do Białogardu skontrolować tutejsze schronisko. Zarzucili jego właścicielowi, że nie dba o psy.

Kontrola w schronisku

- To wyjątkowo niesprawiedliwa ocena. Komuś na tym bardzo zależało - twierdzi Jerzy Harłacz, szef schroniska.

Kontrolerzy przyjechali we wtorek w sile czterech osób. Razem z nimi weszliśmy na teren obiektu. Teresa Stangret, prezes TOnZ w Koszalinie, od razu zaczęła wyliczać zauważone nieprawidłowości.

- Psów jest zdecydowanie za dużo - pokazywała ręką.

Na terenie obiektu, w kojcach, jest rzeczywiście mnóstwo czworonogów.

- Nie podoba mi się, że zwierzęta, nawet szczeniaki, jedzą surowe kości - zaglądała do kojców. - Psy są wychudzone - wyliczała dalej.

Jerzy Harłacz, początkowo spokojny, wybuchnął: - Ludzie! A co wy myślicie, że ktoś wyrzuca na ulicę pięknego rasowca z kokardką? Przecież to stare zwierzęta, zabiedzone. Karmy im w tyłek nie wsadzę - denerwował się. - One tu dopiero dochodzą do siebie. Mam 400 psów. To prawda, dużo, ale tylko trzy z nich są chude. Nie dlatego, że ich nie karmię. Dlatego, że są stare, schorowane, ale ja im jeszcze chcę pomóc - tłumaczył.

Inspektorzy szli dalej.

- Jest brudno, boksy są za małe. Tutaj jest sześć bud, a aż 19 psów - pokazywała Karolina Cedro z TOnZ. Wyliczyła zalecenia: - Nie zwiększać liczby zwierząt, zwrócić uwagę na adopcje, korzystać z pomocy wolontariuszy.

- Mogłem was tu nie wpuszczać. Bo nie muszę. Ale to zrobiłem. Mimo że to wyjątkowo fatalny czas, ponieważ właśnie wymieniam instalację sanitarną, robię nowe przyłącze wodociągowe. To trwa i rzeczywiście powoduje pewien bałagan - podsumował Jerzy Harłacz. - Teraz żałuję, że tu jesteście. Bo to wyjątkowo tendencyjna kontrola. Szkoda, że daliście się zmanipulować. Krytykować jest łatwo. Zróbcie więc sami coś lepszego. Albo pomóżcie, ewentualnie nie przeszkadzajcie - mówił.

Atmosfera zrobiła się nerwowa. Harłacz udowadniał, że inspektorzy przyjechali tu na
zlecenie.

- Każecie mi rezygnować z mandatu radnego. Jakim prawem? Jeśli uważacie, że adopcja 300 psów rocznie to mało, pokażcie mi lepsze wyniki. Wolontariat? Owszem, ale kto będzie pilnował dzieci, skoro są tu też psy niebezpieczne? - pytał.

Karolina Cedro z TOnZ przyznała, że nie chodzi im o zamknięcie schroniska. - Jest potrzebne. Trzeba je tylko ogarnąć - zakończyła.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gk24.pl Głos Koszaliński