MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Świecka misjonarka z Ameryki: - Ładnie pachniałam, ale wewnątrz byłam zgniła!

Zbigniew Marecki [email protected]
– Chodźcie. Nie bójcie się. Oczyszczenie duszy to początek zdrowia – przekonywała Maria Vadia.
– Chodźcie. Nie bójcie się. Oczyszczenie duszy to początek zdrowia – przekonywała Maria Vadia. fot. Wojciech Szostak
- Ładnie pachniałam i dobrze wyglądałam, ale wewnątrz byłam zgniła - mówiła w swoim świadectwie w Boże Ciało w Słupsku Maria Vadia, amerykańska misjonarka świecka podczas rekolekcji w kościele Świętej Rodziny.

Ta Amerykanka, która z rodziną uciekła z Kuby do Miami przed komunistycznym reżimem, miała wszystko, o czym tylko marzy współczesny świat: czworo udanych dzieci, piękny dom, duże pieniądze, tytuł naukowy oraz dobrego męża.

A jednak zaczęła odczuwać dotkliwą pustkę. I wtedy nastąpiło nawrócenie. Zaczęło się od spotkania z charyzmatykami podczas wizyty w USA w 1987 roku Jana Pawła II. To wtedy doświadczyła zalewającej ją fali Bożej miłości. Zaczęła studiować Pismo Święte i odkryła, że otrzymała charyzmat uzdrawiania. W ciągu kolejnych 15 lat odwiedzała ludzi bezdomnych i chorych na AIDS, przynosząc im dobrą nowinę. Choć w tym czasie odwrócili się od niej przyjaciele, a potem straciła majątek i rozstała się z mężem, któremu nie odpowiadała zmiana, jaka zaszła w Marii, to ona nadal tryska radością i głosi Ewangelię.

- Żeby być dobrym katolikiem, nie wystarczy chodzić w niedzielę do kościoła - przekonywała podczas przeszło czterogodzinnego spotkania z wiernymi w kościele Świętej Rodziny. - Bycie katolikiem oznacza kroczenie drogą, którą wybrał dla nas Bóg. Trzeba dążyć do zmiany atmosfery: rozlania się Ducha Św. w naszych sercach, aby rozpalić na nowo dar ewangelizacji w nas, dar dzielenia się swoją wiarą. Aby obudzić się z letargu i iść na nowo głosić Jezusa.

Zanim jednak zaczęła swoje rekolekcje, atmosferę chwalenia Jezusa Chrystusa w świątyni budowali członkowie zespołu Armia Dzieci, porywając zebranych do radosnego, wspólnotowego śpiewu. Uczestniczyli w nim starsi i młodsi. Dzieci były wniebowzięte, bo bez przeszkód mogły biegać i skakać w świątyni, a dorośli przeżywali chwile religijnego uniesienia.

- Czułem się jak ci Żydzi z "Austerii", gdy podczas wspólnej modlitwy mieli poczucie jedności z Bogiem - zwierza się pan Tadeusz, pię­ćdziesięciolatek spod Słupska, który przyjechał na spotkanie z Marią Vadią, bo wyczytał w internecie, że podczas jej rekolekcji ludzie odzyskują zdrowie.

- Co prawda kręgosłup nadal mnie boli, ale przeżyłem w kościele chwile radości, których mi nikt nie zabierze. Takich spotkań powinno być więcej, bo na zwykłych mszach jest nudno - uważa pan Tadeusz.

Po muzycznym wstępie, podczas którego przez ponad pół godziny chwalono Pana, przed ołtarzem stanęła drobna i mała Maria Vadia, z wyraźnie hiszpańską urodą. Towarzyszył jej młody i sprawny tłumacz, który momentalnie przekładał na polski każde jej słowo, wypowiadane głównie po angielsku. Maria Vadia najpierw tłumaczyła, jak ściągać do siebie dobrą siłę Boga, a następnie uwalniała chętnych od uczucia potępienia i wstydu poprzez nakładanie na nich rąk.

- Chodźcie. Nie bójcie się. Oczyszczenie duszy to początek zdrowia - przekonywała.

Kilkadziesiąt razy dotykała i popychała tych, którzy postanowili skorzystać z jej charyzmatu. Dotknięci przewracali się, a członkowie słupskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji, którzy zaprosili misjonarkę do miasta, podtrzymywali upadających.

- Dałem się dotknąć z ciekawości. Przez moment poczułem taki dreszcz jak u fryzjera, gdy ciepło z głowy rozchodzi po całych plecach, ale na tym się skończyło. Bardziej się bałem, że nikt mnie nie schwyci, gdy zacznę się przewracać, ale zaufałem i podtrzymano mnie, zanim upadłem na posadzkę - relacjonuje pan Michał, sześćdziesięcioletni słupszczanin.

Maria Vadia wyraźnie go zawiodła. O wiele silniejsze oddziaływanie odczuł, gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku stał w kolejce do słynnego uzdrowiciela Clive' a Harrisa.

- Ale teraz gdzieś przeczytałem, że on wcale takim dobrym uzdrowicielem nie był. Sam już nie wiem, czy w to wierzyć - zastanawia się.
Potem przez blisko godzinę Maria Vadia wygłaszała swój przekaz dotyczący roli Ducha Świętego, z którym wierni mieli bezpośredni kontakt, gdy "katolicyzm chodził jeszcze w pampersach". Dlatego wtedy ludzie przeżywali cuda i doznawali objawienia Bożej siły. Według misjonarki teraz też jest to możliwe, ale trzeba się otworzyć na Ducha Świętego i budować odpowiednią atmosferę.

Chodząc po całej świątyni i cytując z pamięci odpowiednie fragmenty Biblii, przekonywała, że można to osiągnąć. A wtedy przeżyjemy pełnię wiary. Pod koniec spotkania ewangelizatorka , tak samo jak na początku, uwalniała zebranych od chorób, tym razem cielesnych. Chętnych do skorzystania z tej formy leczenia nie brakowało. Jednak do spektakularnych uzdrowień nie doszło. Przy okazji jednak zebrani dowiedzieli się od misjonarki, że Bóg nie karze ludzi uszczerbkiem na zdrowiu. Choroba może być natomiast konsekwencją ludzkiego grzechu: braku przebaczenia, uprawiania okultyzmu, wiary w horoskopy, wizyt u wróżek lub innych złych czynów, popełnionych z własnej woli.

- Słowa mają wielką moc! - wołała Maria Vadia. - Mogą być błogosławieństwem lub przekleństwem. Dlatego tak ważne jest, abyśmy nie mówili o sobie lub innych "jesteś głupi, beznadziejny, nic z ciebie nie będzie", bo to nie jest Boży język. Nauczała, aby mówić tylko dobre rzeczy, bo wtedy nasze życie się zmieni się na lepsze.

- Pan Jezus na krzyżu pokonał śmierć, szatana i wszelkie choroby. Tylko On może dać ci uzdrowienie, ale aby tak się stało, musisz przebaczyć wszystkim, którzy cię zranili, a potem dziękować za nie. Uwierz w to, co mówi na ten temat Pismo Święte - mówiła charyzmatyczka.

Odnowa w Duchu Świętym

Maria Vadia jako misjonarka świecka nawiązuje do idei Odnowy w Duchu Świętym (nazywana też bywa Odnową Charyzmatyczną). Jej wyznawcy pomagają odkryć współczesnym chrześcijanom Boga, który nie jest tylko teoretycznym pojęciem, ale kimś bliskim. Większość członków ruchu charyzmatycznego to osoby, które w pewnym momencie swojego życia zrozumiały, że ich dotychczasowe, czysto formalne chrześcijaństwo, jest namiastką życia w Bogu.

To, co dotychczas budziło ich niechęć i znudzenie - modlitwa, lektura Pisma Świętego, sakramenty - zaczynało być fascynującą przygodą, "motorem" napędzającym życie. Spotkania otwarte odbywają się zwykle co tydzień. Jest w nich miejsce na żywą, spontaniczną modlitwę wspólnotową (charakterystyczny element ruchu charyzmatycznego), rozmowy w małych grupach i katechezę.

Członkowie Odnowy w Duchu Świętym nie ograniczają się tylko do troski o własny wzrost duchowy, ale prowadzą wiele akcji ewangelizacyjnych, m.in. na ulicach miast i w zakładach karnych, pomagają przygotowywać młodzież do bierzmowania.

Z Odnowy wywodzi się wielu kleryków i katechetów. Celem Odnowy nie jest stworzenie ujednoliconego ruchu o ścisłej strukturze, ale uwrażliwienie każdego chrześcijanina i wspólnoty na dary duchowe (charyzmaty), których Bóg udziela każdemu inaczej. Powstała jednak struktura, dzięki której wspólnoty mogą wymieniać między sobą doświadczenia, organizować ogólnopolskie akcje, prowadzić domy rekolekcyjne i utrzymywać kontakty z ruchem charyzmatycznym na świecie.

Obecnie w Polsce Odnowa w Duchu Świętym to jeden z największych ruchów katolickich, liczący kilkadziesiąt tysięcy stałych członków
i ok. 200 tys. sympatyków

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!