To nie starość uśmierciła pacjentkę, lecz błąd lekarski. Ortopeda ze Słupska winny, ale nieukarany. Wyrok po 11 latach

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Ogłoszenie wyroku w Sądzie Okręgowym w Słupsku
Ogłoszenie wyroku w Sądzie Okręgowym w Słupsku Bogumiła Rzeczkowska
Nie dość, że operacja stawu biodrowego zakończyła się niepowodzeniem, to pacjentka w szpitalu została zakażona śmiercionośną bakterią, a leczenie przebiegało niezgodnie ze sztuką lekarską. Tego już umęczona 81-letnia Regina F. nie zniosła. Zmarła w cierpieniach.

Reginy F. do szpitala nie przywiodła śmiertelna choroba, ale pewnego dnia pacjentka stamtąd już nie wróciła do domu. Po zakażeniu szpitalnym i błędnej decyzji lekarza podczas kolejnej operacji w 2011 roku organizm starszej kobiety nie poradził sobie z sepsą.

Błąd lekarski jest trudny do udowodnienia, a niepowodzenie medyczne zawsze można wytłumaczyć starością, innymi chorobami, a nawet fochami pacjenta. W tym przypadku Sąd Okręgowy w Słupsku, choć warunkowo umorzył sprawę, stwierdził, że wina jest oczywista. A wyrok ten jest prawomocny.

Zwichnięcia i śmiercionośna bakteria

Regina F. zmarła 21 września 2011 roku. Akt oskarżenia w tej sprawie sporządziła Prokuratura Rejonowa w Chojnicach dopiero w grudniu 2019 roku, bo najpierw ją umorzyła, a biegli długo wydawali opinię. Ostatecznie Kazimierz S. został oskarżony o to, że jako lekarz Oddziału Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, na którym ciążył obowiązek opieki nad pacjentką Reginą F., nieumyślnie naraził ją na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. 1 sierpnia 2011 roku „podczas zabiegu operacyjnego nie usunął protezy i po dokonaniu repozycji protezy założył ring panewki protezy cementowej, działając niezgodnie z wiedzą medyczną”.

Jednak zanim doszło do operacji, którą ten niezrozumiały dla zwykłego śmiertelnika opis przedstawia, 81-letnia pacjentka prawie pół roku zmagała się z komplikacjami po zabiegu.

Historię jej choroby prokuratura odtworzyła w akcie oskarżenia. Według ustaleń Regina F., chorując m.in. na zwyrodnienie stawu biodrowego, trafiła do szpitala na Oddział Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej 1 marca 2011 roku. Po serii badań planowany zabieg internista określił jako zabieg o podwyższonym ryzyku. 2 marca Konrad D., ordynator oddziału wykonał zabieg alloplastyki stawu biodrowego lewego, zakładając pacjentce cementową protezę. Po operacji stan Reginy F. nie był dobry. Pojawiły się komplikacje neurologiczne i internistyczne. Pacjentka była osłabiona. „W kontakcie słownym bywała nielogiczna” – napisano w dokumentacji.
W tym czasie z powodu zwichnięcia protezy dokonano nastawienia i założono jej gips, ale 9 marca wypisano ją ze szpitala z zaleceniem leczenia w poradni ortopedycznej i zgłoszenia się na oddział po sześciu tygodniach.

Do szpitala wróciła już 16 marca, osłabiona, leżąca, z krwawieniem w górnej części przewodu pokarmowego, ale na oddział chirurgii ogólnej. Tego dnia ściągnięto jej gips. 22 marca przeniesiono ją na ortopedię. Proteza znowu była zwichnięta.

Następnego dnia po zdjęciu szwów opatrunek obficie przesiąkał. Planowany na 25 marca zabieg się nie odbył, pacjentce podano krew, a 28 marca Kazimierz S. dokonał otwartego nastawienia zwichnięcia – rewizji i repozycji protezy. Ranę oczyszczono. Pacjentkę wypisano 1 kwietnia. Regina F. wróciła na oddział 5 maja ze zwichniętą protezą. Dzień później Kazimierz S. tym razem w znieczuleniu dolędźwiowym wymienił część protezy. Tydzień później badanie mikrobiologiczne wymazu rany wykazało obecność bakterii Klebsiella pneumoniae. Po krótkim pobycie na chirurgii ogólnej pacjentka wróciła na ortopedię. 2 czerwca ten sam lekarz w czasie operacji oczyścił miejsce zapalne, ale później w czerwcu i w lipcu okazało się, że bakteria odporna na większość antybiotyków wciąż jest obecna.

1 sierpnia znowu doszło do zwichnięcia protezy. Kazimierz S. oczyścił tkanki i dokonał repozycji protezy. Jednak badanie wykazało obecność kolejnej bakterii - Proteus mirabilis. 14 sierpnia u pacjentki stwierdzono rozległy naciek zapalny przestrzeni zaotrzewnowej, wychodzący z okolicy lewego stawu biodrowego. Pacjentka znowu trafiła na chirurgię ogólną, bo przewód pokarmowy przestał pracować. Jednak antybiotykoterapia nie powiodła się. W piątek 16 września kontakt z pacjentką był utrudniony. Regina F. zaczęła wpadać we wstrząs septyczny. Stwierdzono go dopiero po weekendzie - 19 września, a dzień później Reginę F. przeniesiono na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii. W tej sytuacji odstąpiono od planowanego zabiegu. 21 września pacjentka zmarła.

To nie wiek naraził pacjentkę

W szpitalu Reginą F. zajmowało się kilku lekarzy, ale operatorem, poza pierwszym przypadkiem, zawsze był Kazimierz S. Według biegłych ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach na oddziale doszło do szeregu uchybień. To m.in. zaniechanie antybiotykoterapii w marcu, czy niewykonanie badań kontrolnych. Natomiast najpóźniej 1 sierpnia należało podjąć decyzję o usunięciu protezy i założeniu spacer’a, czyli endoprotezy z antybiotykiem zakładanej na czas leczenia zakażenia.

- To powinno być kluczową decyzją. Bez tego leczenie antybiotykami było bezcelowe – stwierdzili biegli, zwracając też uwagę na brak porządku i rozbieżności w dokumentacji medycznej.

Pierwotnie zarzuty przedstawiono także lekarzom prowadzącym. Ordynator Konrad D. był świadkiem.
- Decyzje podejmuje lekarz podczas zabiegu – zeznał.
Co innego mówili podejrzani lekarze: - W skomplikowanych przypadkach nie decyduje pojedynczy lekarz, lecz zespół, przy czym decydujący głos ma ordynator.

Jednak wszyscy lekarze zgodnie twierdzili, że usunięcie protezy powodowałoby dla chorej obciążenia. Biegli ocenili to przeciwnie – powikłania byłyby mniejsze.

Tymczasem wniosek wyciągnięty przez biegłych był zaskakujący: - Nie ma związku przyczynowo-skutkowego między pozostawieniem protezy a śmiercią pacjentki, ponieważ Regina F. miała liczne obciążenia internistyczne. Na tej podstawie postępowanie umorzono. Sprawa z zażaleniem mecenas Anny Boguckiej-Skowrońskiej, która była pełnomocnikiem córki pacjentki, trafiła do sądu. Prokuratura musiała prowadzić śledztwo dalej.

Tym razem opinia biegłych z Katowic wskazywała jednoznacznie, że to „pozostawienie zakażonej protezy stanowiło bezpośrednie niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia pacjentki, a nie jej wiek, inne choroby i oporna współpraca z lekarzami”.

Przerzucanie odpowiedzialności

Prokurator w akcie oskarżenia zwraca uwagę na fakt, że w 2011 roku brak było wewnętrznych regulacji w zakresie procedur postępowania w przypadkach związanych z zakażeniami, a także na rozmywający się proces decyzyjny dotyczący leczenia pacjenta.

„W rzeczywistości lekarze przerzucają odpowiedzialność na ordynatora, ten zaś – na poszczególnych lekarzy. W ten sposób rysuje się nijako obraz odpowiedzialności zbiorowej, który nie może rodzić pozytywnych skutków dla żadnego pacjenta” – czytamy w akcie oskarżenia.

Ostatecznie według biegłych zachowanie lekarza Kazimierza S. 1 sierpnia 2011 roku podczas wykonywania zabiegu operacyjnego bezpośrednio naraziło Reginę F. na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Lekarz nie przyznał się do czynu i stwierdził, że wyjęcie protezy stanowiłoby dla zdrowia pacjentki większe ryzyko niż jej wyczyszczenie i pozostawienie na miejscu. Został oskarżony o działanie niezgodnie z wiedzą medyczną.

Wątek dwojga lekarzy prowadzących – Michała G. i Ingi D. wyłączono do odrębnego postępowania, które później umorzono. Prokurator uznał, że ich zachowania były „nieprawidłowe, częstokroć sprzeczne ze sztuką medyczną lub nierozsądne”, ale nie narażały pacjentki.

Wyrok: zaniechanie lekarza przyczyną cierpień

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Słupsku. Oskarżony lekarz przed sądem konsekwentnie twierdził, że nie decyduje o sposobie przeprowadzenia operacji, do której zostaje wyznaczony i nie ma możliwości odstąpienia od zleconego zabiegu. Twierdził też, a także zeznał to Konrad D., że usunięcie protezy skończyłoby się śmiercią pacjentki. Sąd nie uwzględnił wyjaśnień Kazimierza S.

Wyrok zapadł w styczniu 2021 roku. Sąd skazał Kazimierza S. na karę grzywny w wysokości 20 tysięcy złotych i zasądził ponad 11,6 tysiąca złotych kosztów.

Sąd stwierdził, że podczas pobytów w szpitalu doszło do zakażenia Reginy F. bakterią Klebsiella pneumoniae, a badania wykazały również Proteus mirabilis. Operacja 1 sierpnia była najpóźniejszym terminem na usunięcie protezy. To, że lekarz nie usunął protezy, sąd uznał za działanie „nie tylko nieprawidłowe, ale wręcz nielogiczne”, które jest sprzeczne z wiedzą medyczną i nie znajduje żadnego uzasadnienia. Tak stwierdził asesor sądowy Mirosław Stachurski, uznając że ostateczna decyzja o przebiegu zabiegu należy do lekarza, który operuje pacjenta.

Jednak sąd nie dał też wiary zeznaniom koordynatora Konrada D., że stan Reginy F. nie pozwalał na usunięcie protezy.
- Z opinii biegłych wynika, że usunięcie zakażonej protezy uchroniłoby pokrzywdzoną przed negatywną dla jej zdrowia sekwencją zdarzeń w postaci braku efektu leczenia zakażenia – uzasadnił sędzia, zaznaczając że Kazimierz S. miał pełną świadomość konsekwencji dla zdrowia i życia pacjentki, pozostawiając zakażoną protezę w jej organizmie. - Na lekarzu ciążył obowiązek uczynienia wszystkiego, aby doprowadzić do stanu, w jakim pacjentka nie byłaby już zagrożona.

Słowem: doświadczony lekarz, na którym ciążył obowiązek opieki nad pacjentką, miał świadomość, jakim zagrożeniem dla jej życia jest rozwój zakażenia, ale temu nie zapobiegł.

- Regina F. była osobą w podeszłym wieku, z kilkoma schorzeniami współistniejącymi, które z pewnością powodowały u pokrzywdzonej pewne niedogodności, ale zaniechanie lekarza jeszcze bardziej pogłębiło ten stan, a od 1 sierpnia 2011 roku do śmierci pacjentki towarzyszyły jej dodatkowe cierpienia związane z postępowaniem oskarżonego w sposób niezgodny z wiedzą medyczną – brzmią słowa uzasadnienia.

Jednak sąd wziął też pod uwagę okoliczności łagodzące: Kazimierz S. nie był jedyną osobą leczącą Reginę F. i wcześniej już występowały przesłanki do podjęcia decyzji, której jednak nie podjął nikt. Oskarżony w długoletniej praktyce lekarskiej nie dopuścił się działania niezgodnego z wiedzą medyczną. Sąd stwierdził, że grzywna nie może być zbyt wysoka, ale też nie może być zbyt niska, by oskarżony poczuł, że ponosi karę.

W apelacji o stanie niebezpiecznym

Od wyroku odwołały się obie strony. Obrońca domagał się uniewinnienia. Wskazywał na to, że pierwotną przyczyną problemów zdrowotnych Reginy F. był wadliwie wykonany zabieg 2 marca przez Konrada D. - koordynatora oddziału, czyli faktycznego ordynatora, który decydował o leczeniu pacjentów i o charakterze podejmowanych zabiegów. Natomiast Kazimierz S. nie leczył pacjentki. Był tylko operatorem w czasie zabiegów, a 1 sierpnia koordynator Konrad D. w tym zabiegu czynnie uczestniczył i podejmował wszystkie decyzje.

Chojnicka prokuratura z kolei zaskarżyła brak orzeczenia nawiązki w wysokości 160 tysięcy złotych na rzecz córki pokrzywdzonej.

Po rozprawie odwoławczej Sąd Okręgowy w Słupsku zmienił wyrok: warunkowo umorzył postępowanie na rok i o 2 tysiące złotych obniżył koszty sądowe. Sąd uznał, że Kazimierz S., na którym ciążył obowiązek opieki nad Reginą F., naraził nieumyślnie ją na niebezpieczeństwo. Nie usunął protezy, działał niezgodnie z wiedzą medyczną, co było pomniejszeniem szans chorej, ale „ze stanu już niebezpiecznego wprowadził ją w stan bardziej niebezpieczny”. Ten wyrok oznacza, że Kazimierz S. został uznany winnym, lecz nie poniesie kary.

- Sytuacja musiała ulec zmianie. Niezbędna była korekta opisu czynu i konieczna na nowo ocena społecznej szkodliwości – uzasadnił sędzia Witold Żyluk. - To błąd lekarski i nie można mówić o umyślności, lecz o najniższym stopniu winy nieumyślnej. Doszło do wyczerpania znamion czynu, ale nie ma podstaw choćby do wymierzania grzywny. Próba roku jest wystarczająca.

Na ogłoszeniu prawomocnego wyroku nie było żadnej ze stron. Jakby czas zatarł już w pamięci smutny przypadek Reginy F. - ofiary błędu lekarskiego. Zostały akta pełne wyników badań i cierpienia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość Gość
A tyle lat się uczyli, tyle lat na żywych organizmach… Nie miała szczęścia kobiecina, zresztą tyle lat to wg nich taki koniec… Strach. Lepiej umrzeć zdrowym.
G
Gość
10 września, 7:43, Gość:

W Kołobrzegu robiłem aluplastyke stawu biodrowego operacja i leczenie przeszły wzorowo.Polecam Szpital Wojewódzki w Kołobrzegu.

Subiektywna ocena nie ma reguły miałeś szczęście,znam mnóstwo ludzi którzy są zadowoleni ze słupskiego oddziału jak również niezadowolonych,podobnie w Kołobrzegu i wielu innych miastach

G
Gość
KASTA LEKARSKA TRZYMA SIĘ W SŁUPSKU DOBRZE
G
Gość
9 września, 19:36, Gość:

Błąd lekarski to jedno ale błąd wymiaru sprawiedliwości to drugie i najważniejsze.

o błędach dziennikarzy lepiej nie wspominać

G
Gość
artykuł "pełen cierpienia' jak sie czyta bogusie
G
Gość
Ten szpital to jest rzeznia.

Nie pierwszy pacjent poszedl na zabieg i juz nie wyszedl.

Albo sepsa albo bakterie coli.

Jakim cudem ja się pytam?

Brudasy i [wulgaryzm]e same w tym szpitalu.
G
Gość
W Kołobrzegu robiłem aluplastyke stawu biodrowego operacja i leczenie przeszły wzorowo.Polecam Szpital Wojewódzki w Kołobrzegu.
G
Gość
Błąd lekarski to jedno ale błąd wymiaru sprawiedliwości to drugie i najważniejsze.
Wróć na gk24.pl Głos Koszaliński
Dodaj ogłoszenie