Wrzesień 1939: spojrzenie spod swastyki

Redakcja
W niemieckich relacjach spisanych po zakończeniu kampanii wrześniowej Polacy ukazywani byli jako zbrodniarze. Tak opisał ich Guenter Melchert, dziennikarz z Lęborka, który towarzyszył lęborskiemu batalionowi Grenzwache w najeździe. Relacje niemieckich żołnierzy były dla nas korzystniejsze niż dziennikarskie. Wehrmachtowcy mieli większy respekt przed Polakami.

Relacja Melcherta ukazała się w kalendarzu "Lauenburger Heimatkalendar" na 1940 rok. To zupełnie inna wizja wydarzeń, niż ta, którą znamy dziś. Hitlerowiec roztkliwia się nad ofiarami polskiego terroru w ostatnich dniach pokoju. Pisze, że pod koniec sierpnia "sytuacja stała się nie do zniesienia".
- Nie było dnia, by polskie samoloty "przypadkowo" nie naruszały granicy" - pisze.

Oddział z Lęborka w pierwszych godzinach wojny zajął wieś Nadole. - To była pierwsza wieś w powiecie wejherowskim, nad którą zawisła flaga ze swastyką - podkreśla Melchert.

Walki koło Wierzchucina, przy przejściu granicznym: "Kule gwizdały godzinami. Widzieliśmy, jak Polacy instalują gniazda karabinów maszynowych na wieżach kościołów" - czytamy w relacji. Wymienia też przykłady świadczące o "zezwierzęconym polskim podczłowieczeństwie: Koło wsi Luzino, którą nasi żołnierze odbili w nocy z 1 na 2 września, znaleziono zmasakrowane zwłoki mieszkającego tam obywatela Szwajcarii, który zarządzał luzińską mleczarnią“.
Nieopodal żołnierze WP mieli także zamordować niemieckiego jeńca.

Mniej pogardy, a trochę więcej respektu dla żołnierzy polskich żywił kapitan Hubert Rechlin, autor wydanej w 1941 roku broszury o walkach pomorskiej 207. Dywizji Piechoty pod Gdynią i na Helu. Na egzemplarzu, który przed laty znaleziono w poniemieckim mieszkaniu w Słupsku, odczytaliśmy odręczną dedykację: "Na pamiątkę wspólnie przeżytych walk podczas kampanii przeciwko Polsce panu porucznikowi Draegerowi dedykuje 4. kompania karabinów maszynowych.“ "

O 4.45 trzasnął pierwszy strzał w gęstej mgle wokół polskiego budynku celnego
na południowo wschodnim krańcu bytowskiego cypla. Kilka minut później posterunek został wzięty przez niemiecką straż graniczną" - pisał Rechlin. Dywizja, sformowana kilka dni wcześniej w Stargardzie Szczecińskim, miała za sobą 40 kilometrów marszu do granicy. Nasi bronili się jednak z zaciętością i nawet hitlerowski major pisał o nich z uznaniem, podkreślając, że Polacy zebrali wokół Gdyni same doborowe oddziały. Wspomina polskiego komendanta, czyli pułkownika Stanisława Dąbka. - "Walczył do ostatniego człowieka, potem odebrał sobie życie. W asyście około 20 polskich i 4 niemieckich oficerów został pochowany w ziemi, na której tak dzielnie walczył" - napisał w 1941 roku niemiecki major. Pomnik Dąbka znajduje się w Babich Dołach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie