Z synem albo siostrą do publicznej kariery. Manipulacja wyborcami czy prospołeczne wychowanie?

Rafał Wolny
Artur Wezgraj, kanclerz Politechniki Koszalińskiej i kandydat na prezydenta Koszalina, stał się obiektem ostrych ataków "nieznanych sprawców", którzy na co dzień, w sieci, atakowali jego syna
Artur Wezgraj, kanclerz Politechniki Koszalińskiej i kandydat na prezydenta Koszalina, stał się obiektem ostrych ataków "nieznanych sprawców", którzy na co dzień, w sieci, atakowali jego syna Radosław Koleśnik
Rodzinne kandydowanie: załatwianie posad krewnym, manipulacja wyborcami czy prospołeczne wychowanie?

Do tej pory krewni najczęściej integrowali się podczas rodzinnych spacerów czy rodzinnych obiadów. Od pewnego czasu mamy do czynienia z nowym zjawiskiem - rodzinnego kandydowania. Unaoczniło się ono wyraźnie podczas niedawnych wyborów samorządowych, gdzie tylko do Rady Miejskiej w Koszalinie startowało aż pięć rodzinnych duetów. Najczęściej znany rodzic "wystawiał" swoje dużo bardziej anonimowe dziecko (oczywiście pod tym samym nazwiskiem), choć było i tak, że w wyborach startowały osoby spokrewnione "poziomo". Na przykład, obok Adama Ostaszewskiego, ubiegającego się o mandat wojewódzkiego sejmiku, o fotele miejskich rajców starali się jego brat i szwagierka - oboje Ostaszewscy.

Lider koszalińskiej lewicy nie widzi w tym nic negatywnego. - Dlaczego nikt nie przyczepiał się do rodziny Kennedych, Bushów czy Kaczyńskich? - pyta retorycznie. - Mój brat od lat działa w samorządzie, a szwagierka była radną osiedlową, więc mieli motywację i doświadczenie potrzebne do ubiegania się o funkcje radnych.

Także doświadczeniem, tym razem w strukturach partyjnych i działalności społecznej, Adam Ostaszewski tłumaczy wystawienie w wyborach córki radnej Doroty Chałat. Jego zdaniem promowanie własnej rodziny na listach wyborczych nie jest kontrowersyjne i absolutnie nie ma na celu zapewniania bliskim wygodnych posad. - Gdyby tak było, to zamiast startować w wyborach i oddawać się pod publiczny osąd, czekaliby na stanowiska po naszym zwycięstwie - wskazuje lider lewicy.

Wyborcy nie dali jednak krewnym liderów SLD mandatów do Rady Miejskiej. Wystarczającego zaufania nie zdobył także syn lidera Lepszego Koszalina, choć trzeba przyznać, że do tego, by zostać radnym. Jackowi Wezgrajowi zabrakło mu niewiele.

Artur Wezgraj, tłumacząc obecność syna na listach swojego stowarzyszenia, też wskazuje na fakt, że ostateczny głos należał do wyborców. Jednak przyznaje, że wystawianie członków rodziny przez bardziej znanych polityków może budzić kontrowersje. - Nie jest to zjawisko zdrowe i wiem, że może być negatywnie odbierane - uważa lider LK. - Dlatego byłem niezadowolony z planów syna i nie chciałem, żeby startował.

Wezgraj senior ostatecznie się zgodził, bo nie chciał, by jego uprzedzenia stanęły na drodze ambicjom syna, który - jak twierdzi -od lat działa społecznie. - Warunkiem było jednak umieszczenie go na mało eksponowanym miejscu, tak, aby sam w jak największym stopniu zapracował na głosy wyborców - wskazuje.

Listy wyborcze: rodzinne tło

Znani rodzice promują własne dzieci, ułatwiac im sukces wyborczy i nie widzą w tym nic złego Według ekspertów takie zjawisko świadczy o osłabieniu życia publicznego i jego zawłaszczaniu

Przypadek działaczy lewicy - Adama Ostaszewskiego i Doroty Chałat, których krewni znaleźli się na listach, podobnie jak przykład Artura Wezgraja i jego syna Jacka, w szerszej perspektywie to już nie wyjątki, lecz zjawisko. Rodziny na listach wyborczych można było znaleźć w różnych ugrupowaniach - nie wskazujemy ich, bo ci ludzie o głosy wyborców zabiegali pod nieznanymi publicznie nazwiskami. Często bezskutecznie.

Inaczej niż Oliwia Skórka, świeżo upieczona radna, która nieprzypadkowo nazywa się tak samo jak wieloletni działacz sportowy i radny PiS. Z faktu, że jego nazwisko mogło pomóc córce uzyskać mandat, zdaje sobie sprawę Mirosław Skórka. Zaznacza jednak, że z pewnością nie tylko to sprawiło, że jako jedyna spośród latorośli znanych rodziców, Oliwia Skórka dostała się do rady. - Moja córka ma wielu znajomych, przez lata była cheerleaderką i z pewnością jest rozpoznawalna, dlatego głównie sama zapracowała na zdobyte głosy - komentuje wyborczy sukces pociechy ojciec, który również dostał się do Rady Miejskiej. Nie zgadza się przy tym, że zjawisko obsadzania foteli radnych przez rodziny jest niebezpieczne i może być przyczynkiem do przyszłego zawłaszczenia władzy przez rodzinne klany, których członkowie będą mówili jednym głosem i bezkrytycznie popierali siebie nawzajem. - A jak jest w sądownictwie czy adwokaturze? Tam nikt nie ma pretensji i nie mówi, że to groźne. Poza tym nikt tutaj nie daruje posady dziecku, a po prostu zdobywa ono poparcie wyborców, co może tylko cieszyć - wskazuje Mirosław Skórka, przekonując, że drugie miejsce na liście z pewnością nie ułatwiło jego córce zdobycia tego poparcia.

Skórka nie zgadza się, że za umieszczaniem krewnych na listach stoi chęć ułatwienia im życiowej drogi. - O takich ułatwieniach mogą może myśleć rządzący, jeśli załatwiają swoim krewnym i znajomym posady, bo oni faktycznie mają mnóstwo możliwości. Jednak kiedy jest się w opozycji, to raczej jest trudniej niż łatwiej. Przekonała się o tym zresztą moja córka, która przez długi czas nie mogła w Koszalinie znaleźć pracy - kwituje.

prof. Antoni Kamiński, ekspert od etyki w polityce

- To zdecydowanie nie jest zdrowe i etyczne zjawisko. Przywodzi mi na myśl wypowiedź prezesa Waldemara Pawlaka sprzed kilku lat, który powiedział, że to normalne i właściwe, by członkowie rodziny szli w ślady rodziców i obejmowali funkcje publiczne. Takie zjawisko zostało nazwane przez pewnego amerykańskiego politologa "amoralnym familizmem". Świadczy o osłabieniu życia publicznego i zawłaszczaniu sfery publicznej przez rodzinne powiązania. W ten sposób także kandydaci manipulują wyborcami, którzy najczęściej ich nie znają. Uśmiechające się z plakatów twarze, wraz z głupimi hasłami, typu "Kocham Kraków" czy Sokołów Podlaski nie pozwalają im wyrobić sobie zdania o kandydacie. Znają tylko pojedyncze nazwiska i na nie głosują, dzięki czemu członkowie rodziny bardziej znanego kandydata mogą osiągnąć sukces wyborczych na jego plecach, a nie dzięki własnym atutom.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bohater

W Sarbinowie pprzewodniczącą komisji była synowa radnego.

G
Gość
W dniu , prof. Antoni Kamiński, ekspert od etyki w polityce napisał:

- To zdecydowanie nie jest zdrowe i etyczne zjawisko. Przywodzi mi na myśl wypowiedź prezesa Waldemara Pawlaka sprzed kilku lat, który powiedział, że to normalne i właściwe, by członkowie rodziny szli w ślady rodziców i obejmowali funkcje publiczne. Takie zjawisko zostało nazwane przez pewnego amerykańskiego politologa „amoralnym familizmem”. Świadczy o osłabieniu życia publicznego i zawłaszczaniu sfery publicznej przez rodzinne powiązania. W ten sposób także kandydaci manipulują wyborcami, którzy najczęściej ich nie znają. Uśmiechające się z plakatów twarze, wraz z głupimi hasłami, typu „Kocham Kraków” czy Sokołów Podlaski nie pozwalają im wyrobić sobie zdania o kandydacie. Znają tylko pojedyncze nazwiska i na nie głosują, dzięki czemu członkowie rodziny bardziej znanego kandydata mogą osiągnąć sukces wyborczych na jego plecach, a nie dzięki własnym atutom.

- głupie hasła typu "Kocham Koszalin"

- głupie społeczeństwo (by nie powiedzieć gawiedź) głosujące na nazwisko które gdzieś tam obiło się o uszy, jakby to był wybór celebryty.

- urzędnicy, pociotki i inne osoby powiązane z władzą dające marne poparcie poniżej 20% i Jedlinskiemu kolejną kadencję.

- a większość społeczeństwa w ogóle nie bierze udziału w wyborach, dzięki czemu patologia może trwać.

G
Gość

Ja nie widzę problemu. Jakby ludzie nie głosowali na rodzinne "klany" to by tych klanów w radzie nie było. Widocznie ludzie chcą albo tych klanów albo poszczególnych ludzi z klanów. W przeciwności do wyborów do sejmu, samo umieszczenie na liście jeszcze niczego tym ludziom nie daje.

A że artykuł stronniczy i pisany pod obecną władzę (której powiązań akurat się tu nie wymienia) to już inna sprawa.

A
Apatrz

Cieniutki to dziennikarski wywód ograniczony do ludzi z opozycyjnej strony do PO. A dlaczegóż to nie pisze pan autor o żonach  i krewnych ludzi PO? Cieniutko. 

o
onil
W dniu 08.12.2014 o 09:49, edi napisał:

 "Moja córka ma wielu znajomych, przez lata była cheerleaderką i z pewnością jest rozpoznawalna, dlatego głównie sama zapracowała na zdobyte głosy" - faktycznie niezłe doświadczenie aby teraz skutecznie decydować o przyszłości miasta, komedia po całości, na pewno epizod z modelingiem też bardzo dużo jej pomorze podejmować dobre decyzje w radzie... Mirek, nie ośmieszaj się już tym co pleciesz "Przekonała się o tym zresztą moja córka, która przez długi czas nie mogła w Koszalinie znaleźć pracy" - aż znalazła tę pracę w radzie miejskiej bo inaczej sie nie dało, i z takimi kompetencjami oraz doświadczeniem taki ktoś bedzie teraz decydował o sprawach związanych z miastem, Mirek sam się pogrążasz, publicznie przyznajesz, że pomogłeś córce wyjść z bezrobocia 

przecież pracuje jako asystentka w biurze europosła bo tata załatwił to jeszcze mało było...

j
j1946

ciekawy artykulil.mocno i z nazwiska przejechano sie po opozycji,w tle cos metnie wspominajac o iinych ugrupowaniach a juz casus pani radnej skorki niezle sciemniony.moze i ma ona wielu znajomych ale niekoniecznie w okregu gdzie kandydowala.osiagniec zycze w pracy dla mojego miasta.bede sledzil jak pani radna wykorzystuje swoje doswiadczenie w pracy dla koszalina i jego mieszkancow.

e
edi
W dniu 08.12.2014 o 09:49, edi napisał:

 - faktycznie niezłe doświadczenie aby teraz skutecznie decydować o przyszłości miasta, komedia po całości, na pewno epizod z modelingiem też bardzo dużo jej pomorze podejmować dobre decyzje w radzie... Mirek, nie ośmieszaj się już tym co pleciesz 

pomoże* - to tak żeby nie było pożywki dla ortograficznych dyskutantów

e
edi
"Moja córka ma wielu znajomych, przez lata była cheerleaderką i z pewnością jest rozpoznawalna, dlatego głównie sama zapracowała na zdobyte głosy"
 
- faktycznie niezłe doświadczenie aby teraz skutecznie decydować o przyszłości miasta, komedia po całości, na pewno epizod z modelingiem też bardzo dużo jej pomorze podejmować dobre decyzje w radzie... Mirek, nie ośmieszaj się już tym co pleciesz
 
"Przekonała się o tym zresztą moja córka, która przez długi czas nie mogła w Koszalinie znaleźć pracy"
 
- aż znalazła tę pracę w radzie miejskiej bo inaczej sie nie dało, i z takimi kompetencjami oraz doświadczeniem taki ktoś bedzie teraz decydował o sprawach związanych z miastem, Mirek sam się pogrążasz, publicznie przyznajesz, że pomogłeś córce wyjść z bezrobocia

 

Dodaj ogłoszenie