Zwykły facet... w szpilkach

    Inga Domurat inga.domurat@gk24.pl

    Głos Koszaliński

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    - Czuję się w stu procentach mężczyzną - zarzeka się Maciej.

    - Czuję się w stu procentach mężczyzną - zarzeka się Maciej.

    Na widok Macieja przechodnie znacząco chichoczą. To przez buty. Obowiązkowo na wysokim obcasie.
    - Czuję się w stu procentach mężczyzną - zarzeka się Maciej.

    - Czuję się w stu procentach mężczyzną - zarzeka się Maciej.

    Pierwszy raz publicznie pokazał się w szpilkach na wysokich obcasach siedem lat temu, ale ochotę na to miał już dużo wcześniej. Hamowały go jednak strach, wstyd i nieśmiałość.

    Rambo na obcasach by nie poszedł
    To w czwartej klasie liceum Maciej Raniszweski zdobył się na odwagę. Prawdziwy chodnik, prawdziwe miasto i prawdziwi przechodnie. - Wtedy na ośmiocentymetrowych obcasach poczułem się sobą - mówi 25-letni dziś student Politechniki Koszalińskiej. - Moim bohaterem i idealnym wzorem przestał być Rambo. I spodobało mi się to tak, że z domu wychodzę tylko w szpilkach. Mam ich 16 par. Czasami zakładam jeszcze spódniczkę.

    Szpilki albo piwo
    I to szokuje. Trudno się jednak dziwić.
    - Wiem, co wielu o mnie myśli: że jestem transwestytą albo wariatem - lekko uśmiecha się Maciej. - Wielkie oczy, uwagi za plecami już mnie jednak nie denerwują. Po nocach nie chodzę do dyskotek czy pubów. Nie lubię. Nie mam też z kim, a poza tym mogłoby to się dla mnie skończyć nieprzyjemnie. Parę razy już oberwałem od "łysych" i wolę ich unikać. Koledzy ze studiów przed pójściem na piwo stawiają warunek: zakładasz trampki albo zostajesz w domu. No i zostaję w domu. Dla zasady. Nie będę ustępował seksistom. Ale zaznaczam, faceci mnie nie kręcą, zdecydowanie wolę kobiety.

    Była jedna, odeszła
    Maciej zwierza się, że miał dziewczynę. - Z trudem, ale jakoś mnie rozumiała - mówi. - Była za mną. Pamiętam, jak zaprosiła mnie do akademika i powiedziała kierowniczce, że przyjdę w szpilkach. I wtedy usłyszała, że jak chce umawiać się z dewiantem, to niech sobie wynajmie pokój w hotelu. W takich sytuacjach robiło mi się przykro, że przeze mnie musi tyle wysłuchiwać.

    Ojciec dziewczyny był przeciwnikiem tego związku, ale nie dlatego się on rozpadł. W połowie studiów Maciej wyjechał na dwa lata do Warszawy, a dziewczyna została w Koszalinie.

    - Już nie było między nami tak, jak na początku - tłumaczy Maciej. - Miłość na odległość się nie udała.

    Czerwone wygrywa
    Warszawa wcale nie przyjęła Macieja z otwartymi ramionami. Owszem, znalazł pracę w zawodzie, jako informatyk, ale w firmie "krzak".
    Ale miał też dobre chwile. Jego fascynację szpilkami i spódnicami docenili organizatorzy jednej z warszawskich imprez. Ogłosili konkurs, w którym nagrodą była przenośna pamięć komputerowa, a żeby ją zdobyć, trzeba było włożyć na siebie coś czerwonego. Byli więc tacy, którzy przyszli w czerwonych rogach, pasach i kolczykach wykonanych z CD-romów. A Maciej założył szpilki i czerwoną spódnicę. I wygrał.

    Płeć brzydka przegrywa
    Niestety, w słynnym biegu na szpilkach, organizowanym w czerwcu 2007 roku przez "Glamour", już go nie chcieli. Mimo że zasady uczestnictwa nie określały płci startujących. Przedstawicielka "Glamour" uznała, że z mężczyznami kobiety nie miałyby w tym biegu żadnych szans.

    - Byłem wściekły, zwłaszcza że - jak się później okazało - bieg wygrał właśnie facet, który przebrał się i podał za swoją siostrę - wspomina Maciej. - No, ale nagrodę, 10 tysięcy złotych, mu odebrano.

    Szpilki albo praca
    Niedawno Maciej wrócił do Koszalina. Mieszka z rodzicami, znowu studiuje. I zaczął szukać pracy.
    - Zobaczyłem, że poszukują pracownika w sklepie SNC w Emce - opowiada. - Nie mieli żadnych wymagań co do umiejętności i wykształcenia, bo chodziło o sprzątanie i wykładanie towaru, a w przyszłości może o stanie za kasą. Ale kiedy pojawiłem się w szpilkach, to usłyszałem, że z takim ubiorem to z zatrudnieniem będą problemy, bo przepisy BHP na takie buty nie pozwalają. I pracę dostanę, jeśli swój kontrowersyjny ubiór zmienię.

    - Znalazłam się po raz pierwszy w takiej sytuacji. Ten pan przyszedł ubrany w buty na wysokich obcasach i do tego w koronkowej spódnicy. Wszyscy klienci patrzyli nie na towar, tylko na niego - opisuje Anna Słowińska, kierowniczka sklepu z odzieżą SNC. - I choćby dlatego nie mogłam pozwolić na taki ubiór, a poza tym u mnie w sklepie dziewczyny chodzą na płaskich obcasach i w spodniach, bo tego wymaga ta praca.

    Co na to Maciej? Twierdzi, że nie chce się zmieniać i ukrywać. Taki jest i samemu z sobą jest mu dobrze.

    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.gk24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo