Bunkier w Szczecinku 70 lat po wojnie w nowej wersji

Rajmund Wełnic
Projekt bunkra.
Projekt bunkra. Autorki projektu
Ambitny projekt zagospodarowania okolic bunkra trzesieckiego w Szczecinku przedstawiły dwie studentki Politechniki Krakowskiej. Gdyby udało się ją zrealizować, mielibyśmy wielką atrakcję turystyczną.

Szczecinecki ratusz nie po raz pierwszy sięga do głów młodych ludzi na dorobku, którzy mają świeże spojrzenie na urządzenie przestrzeni publicznej w mieście. Ciekawy plon w postaci rzeźb zdobiących różne zakątki miasta przyniosły plenery rzeźbiarskie i malarskie m.in. z udziałem studentów akademii sztuk pięknych, czy prace zaliczeniowe słuchaczy architektury. W zeszłym roku w Szczecinku gościli także studenci Politechniki Krakowskiej, którzy mieli za zadanie opracować koncepcję zagospodarowania turystycznego różnych zakątków.

- Dwie studentki Olga Lilianna Bobowska i Wioletta Gosztyła wzięły na warsztat okolice bunkra trzesieckiego - mówi Piotr Letki, szef Stowarzyszenia Jazda 4x4, które w odrestaurowanej własnoręcznie fortyfikacji urządziło muzeum Wału Pomorskiego. Panie podeszły do sprawy profesjonalnie. Zmierzyły, sfotografowały i obejrzały każdy metr kwadratowy dawnego wyrobiska piasku, gdzie tkwi odkopany B-Werk, czyli bunkier trzesiecki.

Wykonały także dokładną inwentaryzację zadrzewienia otoczenia umocnień. Najważniejsza była jednak praca koncepcyjna i wizja zamienienia okolic bunkra nie tyle w skansen wojenny, co żywą ekspozycję, park historyczny wciągający uczestników w interaktywną relację. Projekt jest bardzo szczegółowy i obszerny, postaramy się go pokrótce omówić, dzięki uprzejmości Piotra Letkiego, który pracę dyplomową Olgi Lilianny Bobowskiej i Wioletty Gosztyły nam udostępnił.

Oczywiście sercem wszystkiego jest sam B-Werk. - Jego obecny wygląd różni się mocno od pierwotnego z uwagi na to, że został niemal całkowicie odsłonięty w wyniku prac ziemnych - mówi Piotr Letki. Kiedyś z ziemi wystawała tylko górna część bunkra, a i ta była obsypana ziemią i zamaskowana. Przywrócenie takiego wyglądu raczej dziś nie wchodzi w grę, ale studentki PK znalazły na to sposób. Wymyśliły bowiem, aby wokół bunkra rozpiąć sieć stalowych lin, coś w rodzaju baldachimu - maskującego namiotu. Po tej konstrukcji miały się piąć rośliny pnące, bluszcz, powoje, które z czasem stworzyły zielony dach. Z daleka wyglądałoby to jak wniesienie, na szczycie którego znajduje się bunkier. - Jednocześnie pod taki baldachim można byłoby wejść i dostać się do wnętrza bunkra - wyjaśnia szef Jazdy 4x4.
Wokół B-Werka zaplanowano utworzenie szeregów ogrodów tematycznych - ogród propagandy z labiryntem i z rurami dźwiękowymi, podobnymi do systemu komunikacji w fortyfikacjach, ogrody poświęcone grozie i historii "piekła Verdun" z I oraz II wojny światowej. Autorki projektu widzą też miejsce na ogród linii Maginota (słynne umocnienia francuskie na granicy z Niemcami, które ci w czasie II w.ś. po prostu obeszli), czuli coś w rodzaju parku sprawnościowego. Oprócz tego tzw. ścieżkę trudu wygrodzoną "smoczymi zębami", czyli zaporami przeciwczołgowymi ze strzelnicą laserową i ekspozycję sprzętu wojskowego. Były także oczywiście miejsce na strefę inscenizacji historycznych z wygodną widownią dla publiczności, wszak wokół bunkra odbywają się rekonstrukcje z udziałem pasjonatów dawnego uzbrojenia. Do tego parking, punkt informacyjny, mała architektura.

Nie ulega wątpliwości, że koncepcja jest śmiała i nie do wykonania systemem gospodarczym i niewielkim wsparciem, jakie do tej pory mieli członkowie Stowarzyszenia. Na pewno także koszt inwestycji byłyby spory. - Wstępne rozmowy z władzami Szczecinka już się odbyły, są obiecujące - mówi Piotr Letki. - Wydaje się, że przy pozyskaniu dotacji zewnętrznych, a są takie możliwości, można byłoby się z zadaniem zmierzyć. Oczywiście, koncepcję studentek trzeba byłoby przyciąć do realnych możliwości, zrobić projekty budowlane, ale kierunek, jaki zaproponowały wydaje się atrakcyjny.

Tym bardziej, że dobry początek wolontariusze już zrobili. Całkiem niedawno koło bunkra stanął legendarny czołg T-34, który - jak się mówi - rzucił na kolana pancerne zagony Hitlera. Są i działa przeciwlotnicze z demobilu, armaty polowe - wszystko pozyskane z ekspozycji przy zlikwidowanej parafii garnizonowej w Szczecinku. Wcześniej udało się zorganizować i wkomponować w okolice bunkra betonowe stanowiska obserwacyjno-strzeleckie tzw. tobruki i "jeże" przeciwczołgowe. Nie wspominając o głównej atrakcji, czyli o samym bunkrze. Miłośnicy historii skupieni wokół Piotra Letkiego oczyścili go gruntownie z gruzu, ton ziemi i śmieci. Odtworzyli też część oryginalnego wyposażenia, w środku urządzili wystawę militariów, jest prąd. Zrekonstruowali również kopułę pancerną wysadzoną już po wojnie przez Rosjan.

Stąpajmy jednak twardo po ziemi. - Kapitalnie, że są ludzie, którzy realizują swoją pasję przybliżając historię - mówi wiceburmistrz Szczecinka Daniel Rak. - Na pewno trzeba zacząć od wykonania projektu budowlanego, a następnie przymierzyć się do zadania, bo jego skala jest naprawdę duża, zobaczyć co można zrealizować, co jest realne. Zapewne dzieląc inwestycję na etapy, ale wszystko zależy, czy uda nam się pozyskać na to pieniądze z zewnątrz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie