MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Koszalinianin skarży się na policjantów. - Zamiast mi pomóc, wlepili mi mandat - mówi

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Park przy koszalińskim amfiteatrze. Tutaj koszalinianin dostał mandat
Park przy koszalińskim amfiteatrze. Tutaj koszalinianin dostał mandat Czytelnik
Na fali największych obostrzeń w związku z epidemią koronawirusa koszalinianin dostał 500-złotowy mandat za jazdę rowerem. Nie przyjął go i liczył na umorzenie sprawy. Ta jednak kilka dni temu trafiła do sądu.

- Jestem ofiarą niesprawiedliwego działania policji, które postanowiłem nagłośnić. Bo raz, że jechałem wtedy w ścisłym związku z moją pracą, a dwa, że to ja sam podjechałem do policjantów z pytaniem, czy dalej mogę pojechać tą drogą. A ci, zamiast mi pomóc to mnie ukarali - mówi oburzony mężczyzna.

Do samego wydarzenia doszło na początku kwietnia. - Nie nagłaśniałem wtedy tej sprawy tak bardzo, bo naprawdę liczyłem na to, że jak napiszę do policji oświadczenie, gdzie spokojnie wykażę absurdalność nałożonego na mnie mandatu to sprawa nie trafi do sądu. Tak się jednak nie stało, co budzi, delikatnie mówiąc, moje wielkie poirytowanie na to, czego doświadczyłem - mówi Wit Dybowski.

Koszalinianin prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i feralnego dnia musiał w związku z pracą szybko dostać się na pocztę po ważną przesyłkę. - Tak się złożyło, że w tym czasie samochód był u mechanika, a ja bardzo się spieszyłem. Zdecydowałem się więc na rower. Wiedziałem, że właśnie zaczęły obowiązywać bardzo mocne obostrzenia i jazda w celach rekreacyjnych jest zabroniona. Ale doczytałem się na stronach rządowych, że jeśli ktoś musi jechać, na przykład w związku z pracą, to w drodze wyjątku może jakiś nieduży dystans pokonać. Pomyślałem, że pod każdym względem pasuję do tego opisu. Wsiadłem na rower i pojechałem - relacjonuje nasz Czytelnik.

Jadąc w okolicy parku okalającego Koszalińską Bibliotekę Publiczną na jednej z dróg, przez którą chciał skrócić sobie trasę, zobaczył policjantów. - Widząc z ok. 100 m patrol z włączonymi sygnałami, który znajdował się już w uliczce, postanowiłem podjechać i zapytać czy mogę poruszać się dalej tą drogą, gdyż stanowi ona główny trakt komunikacyjny w tym miejscu i najbezpieczniejszą dla mnie drogę na pocztę. Byłem na sto procent pewny, że albo usłyszę, że mogę jechać dalej, albo, że mam zawrócić - opowiada pan Wit. - Tymczasem po podjechaniu do patrolu zostałem potraktowany jakbym popełnił wykroczenie. Policjanci nie chcieli słuchać mojego wyjaśnienia, że poruszam się w związku z „wykonywaniem czynności zawodowych”, i że chciałem tylko zasięgnąć informacji. Funkcjonariusze sugerowali, że specjalnie wjechałem na teren parku, czym popełniłem wykroczenie.

W tej sytuacji koszalinianin poprosił o podanie podstawy prawnej. - Policjanci zaprezentowali mi wydruk z rządowego rozporządzenia. Poruszało ono temat celowości przemieszczania się i nie odnosiło się do terenów zielonych. Poprosiłem więc jednego z funkcjonariuszy o wskazanie punktu, do którego odnosiła się moja sytuacja. Ale ten nie tylko nie udzielił mi odpowiedzi, ale kazał samemu sobie znaleźć. Uznając, że jest to działanie nie uwzględniające intencji mojego działania, konstrukcji parku, a przede wszystkim krzywdzące mnie, mandatu nie przyjąłem. W odpowiedzi usłyszałem, że sprawa trafi do sadu.

Koszalinianina najbardziej oburza fakt, że to nie funkcjonariusze podjechali do niego, ale on do nich. - Służba policji powinna być służbą wobec społeczeństwa, a nie aparatem represyjnym. I jeżeli człowiek specjalnie zwraca się do policjantów, aby ci pomogli mu właśnie w tym, aby on nie popełnił żadnego wykroczenia, to powinni oni mu w tym pomóc, a nie karać go za to, że chciał zasięgnąć u nich informacji. Teraz to już chyba nigdy nie zwrócę się o żadną pomoc do koszalińskich policjantów na ulicy, bo będę się bał, że zamiast mi jej udzielić znowu wlepią mi mandat - mówi koszalinianin.

Zapewnia, że broni nie składa i o swoje racje będzie walczył w sądzie. - Bo w żadnej mierze nie czuję się winny - podkreśla.

Co na to koszalińska policja? - Rozmawiałam z tą dwójką policjantów i oni inaczej przedstawiają to zdarzenie. Twierdzą, że ten pan do nich nie podjeżdżał, że to oni go zatrzymali, bo jechał skrajem parku - mówi komisarz Monika Kosiec, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. - Zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami nałożyli na niego mandat, a on, także zgodnie z prawem, odmówił jego przyjęcia. Sprawa więc trafiła do sądu i teraz trzeba poczekać na jego orzeczenie w tej sprawie. Sąd rozstrzygnie kto tutaj ma rację - dodaje rzeczniczka.

Z taką wersją wydarzeń kategorycznie nie zgadza się Wit Dybowski. - Policjanci nie mówią prawdy. Mam zdjęcia zrobione w czasie rozmowy z nimi, mam też film, który zrobiłem w tym samym czasie. Poza tym dysponuję również zapisem czasowym z GPS mojego telefonu, który potwierdza moją wersję wydarzeń. I to wszystko przedstawię przed sądem - zapowiada koszalinianin.

Zobacz także: Policja w Koszalinie wykorzystuje drona do sprawdzania, czy mieszkańcy stosują się do zaleceń związanych z koronawirusem

Koronawirus w woj. zachodniopomorskim. Dane dzień po dniu: l...

Galerie handlowe w Koszalinie znów czynne [ZDJĘCIA]

Parki i lasy otwarte. Spacerowiczów w Koszalinie nie brakuje [ZDJĘCIA]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na gk24.pl Głos Koszaliński