MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Liczę, że nie będzie żadnej „wojny”

Rajmund Wełnic
Rajmund Wełnic
Rozmowa z Jerzym Hardie-Douglasem, burmistrzem Szczecinka

Nic dwa razy się nie zdarza... A jednak, bo wrócił pan po 5-letniej przerwie na posłowanie, do szczecineckiego ratusza. Może przewrotnie nie spytam, nie jak się w tym czasie zmieniło miasto, ale jak zmienił się pan?

Na pewno mój powrót na fotel burmistrza powoduje u mnie mniej emocji niż po poprzednich wygrywanych wyborach. Dziś do tej wygranej podchodzę bardziej na chłodno i pragmatycznie. Mam swój projekt i program, więc teraz skupiam się na tym, aby go zrealizować. Zawierzyło mi mnóstwo ludzi, którzy wiążą z moim burmistrzowaniem duże nadzieje. Już zresztą o tym mówiłem, ale powtórzę jeszcze raz, bo nie ukrywam, że i dla mnie jest to pewnego rodzaju obciążenie. Gdybym wygrał minimalnie, jednym procentem (wynik 69 do 31 procent), to byłoby nieco inaczej. Ale tak przytłaczająca większość mieszkańców Szczecinka pokazała, że chce zmian, że muszę teraz dołożyć wszelkich starań, aby tych zmian dokonać.

Ale jak je przeprowadzić, skoro pańskie ugrupowanie nie ma większości w Radzie Miasta i trzeba szukać poparcia w Koalicji Obywatelskiej, której kandydatem był Daniel Rak, pana rywal?

Mam nadzieję, że nie będzie żadnej „wojny” w samorządzie ani tu w Szczecinku, ani w Urzędzie Marszałkowskim, ani z ministerstwami. Zaczynam być odbierany jako człowiek z szeroko rozumianej koalicji rządowej. Nie chcę powiedzieć, że będę z tego powodu jakoś faworyzowany, ale też nie będę sekowany, a to już jest bardzo istotne. To, że się porozumiałem z KO, nie oznacza, że zawarliśmy koalicję.

Ale mianował pan na zastępcę poprzedniego wiceburmistrza Macieja Makselona.

To głęboko przemyślana decyzja, choć zdaję sobie sprawę, że przez wielu niezrozumiała i rzeczywiście rzadko spotykana. Mam i w swoim środowisku politycznym wielu sceptyków, którzy mojej decyzji nie popierali. Ale decyzje personalne, z kim chce się współpracować przez najbliższe lata arbitralnie, podejmuje burmistrz. Dodam, że Maciej Makselon ma doświadczenie samorządowe, prowadził projekty unijne, które rozliczał w języku angielskim, a z przykrością stwierdzam, że w ratuszu nie ma za wielu takich osób.

Szedł pan do wyborów z hasłem napiętnowania błędów poprzedniej ekipy, z obietnicą wykonania audytu w ratuszu i instytucjach miejskich, aby sprawdzić, co nie funkcjonowało należycie. Jaki będzie teraz los tych deklaracji?

Od razu w trakcie rozmów, nazwijmy je umownie „koalicyjnymi”, zastrzegłem, że to absolutnie nie zmienia mojego podejścia do skontrolowania wszystkiego tego, co działo się w mieście. Miałem w trakcie kampanii wyborczej bardzo dużo informacji dotyczących różnych nieprawidłowości, jakie się dzieją w jednostkach miasta czy też w spółkach. I mam teraz coraz lepszy ogląd sytuacji, co jest jakby naturalne, bo jako burmistrz mam narzędzia, aby coś sprawdzić. No i zaczynam odkrywać różne rzeczy, które niekoniecznie mnie cieszą. Na pewno się nad nimi pochylę i już mogę powiedzieć, że dla tych, których to będzie dotyczyć nie będzie to specjalnie sympatyczne.

Pański program wyborczy jest bardzo obszerny, nie sposób go w krótkiej rozmowie omówić, ale gdyby pan wskazał 2-3 zadania najważniejsze do zrobienia, już teraz?

Może nieistotnie jest to, co uznam za priorytetowe, ale to, które projekty można w miarę szybko zacząć. Ale już mogę powiedzieć, że jest w ratuszu dramatycznie mała liczba gotowych projektów, zupełnie tak jakby miasto w ogóle się nie przygotowało do inwestowania. A przecież, gdy pojawiają się pieniądze czy też szansa na ich zdobycie, a są np. trzy miesiące na złożenie wniosku, a my nie mamy projektu to co? Przecież trzeba mieć „gotowca”. A tu nic nie ma, król jest nagi... Na szczęście jest jeszcze ważne pozwolenie na budowę planetarium i renowację wieży ciśnień, co było wykonane jeszcze za mojej poprzedniej kadencji. Więc to mógłbym z marszu zacząć realizować, ale będę teraz na gwałt szukał na to dotacji. Zresztą i własnych pieniędzy będziemy mieli dość dużo, bo zostały właśnie sprzedane działki w strefie ekonomicznej. W budżecie miasta ze sprzedaży nieruchomości było zapisane coś około 5 mln zł, a już mamy 14 milionów. Plus około 6 mln zł wolnych środków. Ale absolutnie nie chcę tych pieniędzy używać do sfinansowania inwestycji w 100 procentach, a mają służyć jako wkład własny miasta przy wnioskowaniu o dofinansowania. Nie jest sztuką wydać pieniądze, to każdy potrafi. To są pieniądze publiczne, które muszą być pomnażane przez finansowanie zewnętrzne do zrealizowania wielu różnych projektów, a nie jednego za 20 mln zł tylko z własnych pieniędzy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

STUDIO-EURO ODC-3 PRZED MECZEM POLSKA - AUSTRIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gk24.pl Głos Koszaliński