Nawrócił się w więzieniu. -Za kratami Bóg mi wybaczył-

    Nawrócił się w więzieniu. -Za kratami Bóg mi wybaczył-

    Joanna Krężelewska joanna.krezelewska@mediaregionalne.pl

    Głos Koszaliński

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    W sobotę Piotr Jakubowski (z lewej) przyjął w więzieniu chrzest świadków Jehowy. To pierwszy taki przypadek w Koszalinie. Chrztu udziela Henryk Stol

    W sobotę Piotr Jakubowski (z lewej) przyjął w więzieniu chrzest świadków Jehowy. To pierwszy taki przypadek w Koszalinie. Chrztu udziela Henryk Stolarczyk. ©Fot. Radek Koleśnik

    W więzieniu siedzi ponad piętnaście lat. Teraz w koszalińskim "Młynie". Może wyjść za dziesięć. Potem chce wrócić za kraty. By nawracać przestępców. Sam uwierzył w Boga właśnie w więziennej celi.
    W sobotę Piotr Jakubowski (z lewej) przyjął w więzieniu chrzest świadków Jehowy. To pierwszy taki przypadek w Koszalinie. Chrztu udziela Henryk Stol

    W sobotę Piotr Jakubowski (z lewej) przyjął w więzieniu chrzest świadków Jehowy. To pierwszy taki przypadek w Koszalinie. Chrztu udziela Henryk Stolarczyk. ©Fot. Radek Koleśnik

    - Dokładnie to będzie piętnaście lat i dwa tygodnie
    - mówi Piotr Jakubowski.
    - Kiedyś liczyłem dni. Tak jak w wojsku żołnierze odcinają sobie dni z kalendarza, ja odcinałem miesiące. Ale już nie liczę dokładnie. Zwariowałbym. Lata mi szybciej mijają niż dni - tłumaczy.

    Myśleli: idiota, symulant

    Został skazany za morderstwo. Usłyszał najsurowszy wyrok - dożywocie. Potem sąd zmienił orzeczenie. Został "ćwiarusem". W slangu więziennym tak nazywa się osadzonych na 25 lat. Do nich ma się tu wielki szacunek. Ale kiedy Piotr się nawrócił, współosadzeni uznali, że zwariował.
    - Wzięli mnie za idiotę, a funkcjonariusze pomyśleli, że symuluję - mówi.
    Siedzi ubrany w odświętny garnitur. Chwilę po naszym spotkaniu czeka go najważniejsze wydarzenie w życiu - przyjmie chrzest.

    Zaraz przejdzie do drugiego budynku. W łaźni ktoś napełnia już basen, bo świadkowie Jehowy przyjmują chrzest przez zanurzenie się w wodzie.
    - Miałem do czynienia ze świadkami jeszcze jako nastolatek - wspomina Piotr Jakubowski. - Tato prowadził zakład rzemieślniczy i jego wspólnikiem był właśnie człowiek tego wyznania.
    Piotr, już jako dorosły mężczyzna, wyprowadził się do Niemiec. Tam szukał kontaktu z wiarą. Wziął udział w kongresie świadków Jehowy na stadionie w Stuttgarcie.

    - Na tym samym, na którym za czasów Kazimierza Górskiego Polska zdobyła trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Ale ja wtedy nie miałem zapału. Byłem bandytą - mówi.
    Po równi pochyłej
    Na drogę przestępczości wkroczył w latach 80. Do Berlina Zachodniego jeździł z papierosami, a wracał z muzyką, której Polacy łaknęli.

    - Modern Talking i CC Catch. Do dziś mogę opowiedzieć wszystko o Modern Talking, a przy piosence "Jump in my car" CC Catch stałem się mężczyzną. Oglądałem teledyski, chciałem mieć takie ciuchy i cadillaca. I tak się zaczęło. Od niewinnej kontrabandy. Potem już samo się potoczyło. Kradzieże, gangi, mafie, przestępstwa z górnej półki. Broń i narkotyki - wylicza.
    O morderstwie, za które został skazany na 25 lat, nie chce mówić.
    Za kratami się go bali. Od początku. - Bo przez osiem lat siedziałem jako niebezpieczny więzień, chodziłem ubrany na czerwono. Do celi przychodziło po mnie nie dwóch funkcjonariuszy, tylko siedmiu lub ośmiu. A i tak, albo ja ich lałem, albo oni mnie - opowiada Piotr Jakubowski.

    Skąd ta agresja? - Zawsze robiłem to, co chciałem. Zwiedziłem trzy kontynenty. Zresztą nie raz byłem w różnych więzieniach. Miesiąc, dwa, trzy. Tam gdzieś się coś ukradło, tam gdzieś jakiś szmugiel. Ale nigdy nikogo nie pytałem o zdanie i robiłem, co chciałem. W więzieniu tak nie było - odpowiada.

    Siłę dało mi Pismo
    Zmiana, po której koledzy uznali go za wariata, nastąpiła, kiedy za kraty przyszli świadkowie Jehowy.
    - A ja, czytając z nimi wersety Biblii, czułem bliskość Boga. Zmieniłem się. Naprawdę. Dostaję takiego pozytywnego powera, kiedy czytam Pismo - twierdzi więzień.
    Nawrócenie wydaje się być nieprawdopodobne. Trudno przecież uwierzyć, że przestępca zmienia się tak nagle i za kratami staje się dobrym człowiekiem. A może to więzienie, odizolowanie, kara ma jednak taki wpływ na człowieka?
    - Nie. Przeżyłem wiele w więzieniach, nie tylko w Polsce, ale w Turcji, Czechach i Niemczech, że gdybym bał się krat, już bym się nie podniósł. Ale zrobiłem to. Nastąpiła zmiana - twierdzi Piotr.

    Jest też przekonany, że Bóg mu wybaczył. - Gdyby tak nie było, dziś nie byłoby tego dnia. Nie byłoby chrztu. Ja krzywdziłem ludzi. Nie mam na myśli przestępstwa, za które odbywam karę, bo nie sztuką jest zabić człowieka. Można nacisnąć spust, nóż wsadzić. To nie jest trudne. Ja najbardziej skrzywdziłem moich rodziców. Karę ponoszę ja tutaj, ale ponieśli ją też mama z ojcem - przyznaje.
    Skoro Bóg wybaczył, to czy ludzie też potrafią mu wybaczyć? Ci, których skrzywdził? - Nie wiem. Ale myślę o tym. Niektórzy osadzeni mówią, że nie ma sumienia. To nieprawda. Jeżeli 25 lat temu coś komuś ukradłem, pamiętam to. Tego się nie da zapomnieć. To męczy - wyznaje.
    A może nawrócenie wcale nie jest cudem? Może to efekt resocjalizacji za kratami?
    - Nie ma resocjalizacji - odpowiada Piotr. - To wymysł tych z Wiejskiej. I ludzi po prawie. Jeśli ktoś chce, to się poprawi. Jeśli nie, trzech psychologów może złote góry obiecywać, a człowiek się nie poprawi.

    Chce wyjść, żeby wrócić
    - W więzieniu ludzie mają więcej czasu na myślenie, ale nawrócenie to dopiero pierwszy krok - tłumaczy Krzysztof Kierzkowski, starszy zboru świadków Jehowy. - Najtrudniejsza, ale i najważniejsza jest nauka życia na wolności. Życia zgodnie z zasadami wiary. I niepowrócenie na drogę przestępczości.

    Piotr twierdzi, że chce się poprawić. Nie żyje tylko wiarą. Za kratami został aktorem i dziennikarzem. Kilka tygodni temu wygrał ogólnopolski konkurs na najlepszą audycję radiową. W jego celi pojawiła się dzięki temu wieża stereo. Bardziej jednak cieszy go, kiedy może stanąć na scenie. Dzięki pomysłom więziennego kaowca osadzeni wystawiają spektakle. - Polubiłem to. Teraz mamy próby do "Na pełnym morzu" na podstawie Mrożka. Gram osobę, która ma być zjedzona na tratwie na pełnym morzu. Wcześniej grałem króla. Z trzech sztuk wychowawca zrobił jedną, bo niektóre sceny trzeba było powycinać. W więzieniu nikt nie chce zagrać kobiety
    - zdradza Piotr.

    Więzień walczy o wcześniejsze zwolnienie. Dwa razy jego wniosek odrzucono. Jednak dokładnie wie, co będzie robił za murami więzienia.
    - Wiem, że potrzebują mnie właśnie tu - twierdzi.
    - Chciałbym bardzo pojechać do Nadarzyna, do głównej siedziby świadków Jehowy. Mogą mnie oni przygotować do misji na terenie Polski. W Nowym Jorku mogą mnie przygotować do misji na świecie. Ale mam dość wojaży. Chcę wracać do więzienia i nauczać.

    Opinia
    Daniel Harasym,
    od 1 lutego będzie więziennym kapelanem z parafii Chrystusowej
    - Spędziłem trzy lata w więzieniach. Byłem członkiem grupy przestępczej. Na swojej drodze spotkałem Boga. Dziś daję świadectwo obecności Jezusa Chrystusa poprzez odwiedzanie zakładów karnych i poprawczaków. Postanowiłem wskazywać innym więźniom kierunek, służyć im swoim doświadczeniem, mówić o Bogu, który wyzwala.
    Za kratami nawraca się wielu ludzi. Wiem, bo co rok spotykamy się na konferencji byłych więźniów i dajemy świadectwo, że Bóg robi niesamowite rzeczy. Ostatnie takie spotkanie odbyło się w zeszłym roku pod Koszalinem. Na kilkadziesiąt tysięcy osadzonych, nawróconych jest według ostrożnych szacunków około stu. Tak wynika z frekwencji na konferencjach.
    (asia)

    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (11)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (11) forum.gk24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo