Piękny posąg na cmentarzu w Koszalinie. Obok grobu Małgosi...

    Piękny posąg na cmentarzu w Koszalinie. Obok grobu Małgosi trudno przejść obojętnie

    Alina Konieczna alina.konieczna@gk24.pl

    Głos Koszaliński

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    Obok tego grobu trudno przejść obojętnie. Ludzie przystają, aby popatrzeć na posąg młodej dziewczyny. Napis na nagrobku głosi, że tu spoczywa Małgosia.
    Obok grobu Małgosi trudno przejść obojętnie.

    Obok grobu Małgosi trudno przejść obojętnie. ©Fot. Radosław Brzostek

    Kim była dziewczyna uwieczniona przez artystę? Kogo pozostawiła w bólu? Dlaczego musiała odejść na zawsze? Tak wiele pytań i łzy, które wciąż płyną. Mama Małgosi Lucyna Raguń zgadza się na spotkanie. Rozmawiamy w ich nowym domu, w podkoszalińskim Będzinie. - Co z tego, skoro Małgosi już z nami nie ma - smutno kwituje Ryszard Raguń. - Po śmierci córki straciliśmy sens życia.

    Tamten tragiczny dzień
    Całe życie tej rodziny runęło 22 lipca 2007 roku. To była niedziela. Jak zwykle wybrali się na mszę do kościoła Ignacego Loyoli w Koszalinie. Zabrali mamę, żeby później zjeść wspólnie obiad. Po mszy wracali do domu, była godzina 13. Już prawie dojeżdżali, gdy nagle na swoim pasie ruchu zobaczyli samochód jadący prosto na nich. - Jezu Chryste - zdążyła tylko krzyknąć pani Lucyna. A potem był potworny huk i ciemność. Samochód wpadł do rowu przewrócił się na dach. Zapanowała cisza.

    - Gdy się ocknęłam, zaczęłam pytać: żyjecie - wspomina przez łzy pani Lucyna.
    - Mąż się odezwał, mama też. Tylko Małgosia milczała.
    Ludzie zaczęli ich wyciągać z wraku auta. Przyjechało pogotowie. - Ratujcie moją córeczkę! - rozpaczliwie krzyczała Lucyna Raguń. Trafili do szpitala, mieli liczne obrażenia.

    - Wszyscy z tego jakoś wyszli, tylko Małgosia nie - Lucyna Raguń nie może pogodzić się z tym, że taka tragedia przydarzyła się właśnie im.

    Stan ciężki
    Magda, starsza córka, w dniu wypadku obchodziła imieniny. Miała dojechać z Koszalina do Będzina, aby świętować wspólnie z rodziną. Imienin już nie było. Był potworny strach.

    - Małgosię wiozą na operację - powiedziała mamie, leżącej w oddziale. - Małgosia zawsze miała takie piękne długie włosy. Jak ją wieźli, już była bez włosów.

    Jakoś będzie - mówili lekarze na początku. Szybko okazało się, że dobrze nie może być. Już w chwili wypadku mózg Małgosi umarł. Pracowało serce. Leżała na OIOM-ie. Codziennie byli przy niej bliscy.
    - Odeszła w piątek o godzinie 21.37 - ze łzami wspomina Lucyna Raguń. - Byliśmy z nią wszyscy, trzymaliśmy ją za ręce, które robiły się coraz zimniejsze. Czuliśmy, że to koniec. Modliliśmy się do Matki Boskiej, żeby się nią opiekowała.

    Anioł na ziemi
    W domu wisi mnóstwo fotografii Małgosi oprawionych w ramki. Ze zdjęć uśmiecha się sympatyczna dziewczyna. Miała 19 lat. Właśnie zdała maturę w szkole katolickiej.

    - To było takie kochane dziecko - opowiadają rodzice. - Nigdy nie dała nam żadnego powodu do zmartwień. Nigdy nikomu nie zrobiła nic złego. Dlaczego takie dziecko Bóg zabrał do siebie. Chyba była za dobra na ten świat.
    Małgosia miała artystyczna duszę. Pięknie rysowała, grała na keyboardzie, nagrała nawet swoją płytę. Miała wyjątkowy dar w rękach, potrafiła układać bukiety z suchych kwiatków, robiła różne drobiazgi, którymi obdarowywała bliskich. Ryszard Raguń jak relikwię przechowuje laurki, które dostał od Małgosi na Dzień Ojca. Własnoręcznie wykonana pocztówka jest wyklejona misternymi białymi kwiatkami ułożonymi w kształt serca. Małgosia napisała wiersz, dziękowała ojcu za miłość "każdym czułym serca uderzeniem, każdym z niego płynącym życzeniem".

    Morderca za kierownicą
    Starsza siostra Małgosi, Magda, ma ogromny żal do kierowcy, który spowodował wypadek. To młody, wówczas 23-letni człowiek. Jechał z dziewczyną, od strony Kołobrzegu. Poszła do niego trzeciego dnia po wypadku. Jej siostra walczyła o życie, a on, człowiek, który wpędził Małgosię w ten straszny stan, leżał na szpitalnym łóżku i nie wykazał ani cienia żalu.

    - Na początku myślałam, że to powypadkowy szok - wspomina Magda. - Ale potem przekonałam się, że to nie szok, tylko buta. Ja pytałam go: wiesz, co zrobiłeś, zabiłeś całą rodzinę! A on nic nie powiedział, tylko patrzył w telewizor i się śmiał. Spojrzałam na ekran, leciał komediowy serial "Miodowe lata". Widocznie na ekranie była jakaś zabawna sytuacja. I on się śmiał. Nie wytrzymałam, zaczęłam krzyczeć.

    Bliscy Małgosi nigdy nie doczekali się choćby cienia skruchy. Tylko na ostatniej rozprawie jego adwokat kazał powiedzieć słowo: przepraszam. - Czy to wystarczy za życie naszej córeczki? - pyta pani Lucyna.

    - Samochód to takie samo narzędzie zbrodni, jak pistolet - gorzko zauważa Magda. - Czy ktoś wyceluje do innego człowieka, czy zabije go samochodem, przekraczając podwójną linię ciągłą, na jedno wychodzi.

    Posąg z brązu
    Rodzice Małgosi są na cmentarzu każdego dnia. Prowadzą firmę w Kołobrzegu, po pracy zawsze przyjeżdżają do swojej córeczki.
    - Grób, jaki jej przygotowaliśmy, nie jest wyrazem próżności, tylko miłości do córki - podkreśla Ryszard Raguń.

    To grób wyjątkowy. Naturalnych rozmiarów posąg z brązu przedstawia Małgosię. Figurę wykonał Romuald Wiśniewski, artysta spod Kołobrzegu. Na początku wzbraniał się, ale gdy usłyszał historię tej rodziny, zgodził się. Małgosia siedzi na marmurowej płycie w kształcie liścia. W ręku trzyma otwartą książkę, w której został wyryty wiersz pani Lucyny. To wiersze stały się dla niej lekarstwem na rozpacz. Gdy zaczęła je pisać, lament po odejściu córki zamienił się w Tęsknotę, Smutek, Żal - to tytuły kolejnych tomików jej wierszy. Każdy jest ozdobiony rysunkami Małgosi.

    Byłaby...
    Dzień przed wypadkiem całą rodziną pojechali do Niemiec, na zakupy.
    - To był wyjątkowo udany dzień - opowiada Magda.
    - Pamiętam, jak Małgosia znalazła w sklepie świetną dopasowaną marynarkę - wspomina Magda. - Kiedy ją przymierzyła, była taka szczęśliwa. "Nigdy w życiu nie miałam takiej ślicznej marynarki" - cieszyła się i mówiła, że będzie miała coś fajnego na studia. Muszę dodać, że Małgosia zawsze była bardzo skromna, nigdy nie przepadała za modnymi ubraniami. Pochowaliśmy ją w tej marynarce.

    Nie zdążyła dowiedzieć się o tym, że dostała się na studia - dziennikarstwo w Politechnice Koszalińskiej. Lucyna Raguń poszła na cmentarz, żeby jej o tym powiedzieć. - Widzisz mój żuczku (tak zawsze do niej mówiła), udało się, byłabyś studentką.

    Na grobie Małgosi zawsze są świeże białe kwiaty. Choć zginęła dwa lata temu, stale ktoś kładzie jej jakąś maskotkę, laleczkę, coś drobnego. Obok posągu stoją buciki z brązu. Małgosia miała takie ukochane balerinki. Artysta zrobił je, żeby na tym grobie nie siedziała boso. A mama napisała dla Małgosi kołysankę: "Śpij córeczko moja mała / Śpij aniołku złoty / Niech ci świeci gwiazdka jasna / Niech znikną kłopoty.

    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (34)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (34) forum.gk24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo