MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dzieci nie chciały już dłużej czekać. W przyjściu chłopców na świat pomagali dyspozytorzy [NAGRANIA]

Leszek Wójcik
Leszek Wójcik
Panowie, którzy wiedzą, jak odebrać poród przez telefon. Na pierwszym planie Wojciech Skotnicki, w głębi Mariusz Lipski. Do końca zachowali zimną krew
Panowie, którzy wiedzą, jak odebrać poród przez telefon. Na pierwszym planie Wojciech Skotnicki, w głębi Mariusz Lipski. Do końca zachowali zimną krew Urząd Wojewódzki
- Dzień dobry, siostra rodzi, już wychodzi główka, co robić? Potrzebuję karetki! - usłyszał dyspozytor medyczny Wojciech Skotnicki odbierając telefon alarmowy podczas swojego dyżuru pod numerem 112. Chwilę później razem z bratem rodzącej, odebrał poród - urodził się zdrowy chłopczyk. - Płakał tak głośno, że nie musiałem pytać, czy wszystko jest OK - przyznaje operator. - Wiedziałem, że jest.

Operatorzy numeru alarmowego 112 odbierają dziennie setki telefonów. Jednak te z prośbą o instruktaż dotyczący przyjęcia porodu przytrafiają się raz na kilka lat. W szczecińskim Urzędzie Wojewódzkim zdarzyły się praktycznie dzień po dniu.

Dyspozytorzy medyczni pomogli podczas rozmowy telefonicznej bezpiecznie przyjść na świat dwóm chłopcom.

Jako pierwsza zadzwoniła babcia z wnuczką.

- Córka zaczęła rodzić! - zaalarmowała kobieta. - Odeszły wody płodowe.

- Proszę przygotować ręczniki - poinstruował operator Mariusz Lipski. - Jak się urodzi, trzeba dziecko w nie zawinąć, żeby się nie wychłodziło, ale tak, by buzia wystawała - dodaje. - I nie przecinajcie pępowiny. Karetka już jedzie.

Najwyraźniej kobieta zajęła się rodzącą. Dalej z dyspozytorem rozmawia już jej wnuczka. Nie trwa to długo. Chwilę później było już po wszystkim. W słuchawce słychać płacz noworodka.

- Oddycha - słyszymy dziecięcy głos.

- Teraz połóż dziecko na mamie i czekajcie - mówi spokojnie dyspozytor.

Kilka dni później pod 112 zadzwonił brat ciężarnej kobiety.

- Widzę główkę - stwierdził.

- Proszę ją delikatnie podtrzymać - podpowiedział ratownik Wojciech Skotnicki. - Zaraz wyjdzie pierwszy bark.

- Tak, jest bark - relacjonuje na bieżąco mężczyzna. Jest spokojny, rzeczowy. Zadaje konkretne pytanie i wykonuje polecenia operatora. Chwilę później traci jednak całe swoje opanowanie. Już dużo głośniej mówi do słuchawki: „Jest!”. A potem: „Cały. Płacze”.

- Proszę położyć dziecko na brzuchu matki. I niech pan przykryje dziecko, by się nie wychłodziło - poinstruował.

„Odbierający” poród dyspozytor przyznał później, że telefon bardzo go zaskoczył.

- Wzywający karetkę powiedział, że widać już główkę - opowiada Wojciech Skotnicki. - To oznaczało, że poród już się zaczął. Już nic nie można zrobić. Podjąłem decyzję: rodzimy na miejscu. Musiałem zapanować nad sytuacją. I namówić rozmawiającego ze mną, by współpracował, wykonywał wskazówki i przyjął ten poród.

Do pierwszych narodzin doszło w powiecie sławieńskim, do drugich - na szczecińskim Niebuszewie. W obu przypadkach kilka minut po porodzie pojawił się zespół ratownictwa medycznego, którego członkowie zajęli się noworodkami i ich mamami. Wszyscy trafili do szpitali. Jak się dowiedzieliśmy, kobiety i dzieci są zdrowe (chłopiec, który się urodził przy pomocy babci i jej wnuczki otrzymał 10 punktów w skali Apgar).

Rocznie do Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego trafia ponad 1,2 mln zgłoszeń od mieszkańców, którzy potrzebują pomocy. Telefony te odbierają operatorzy numeru alarmowego 112, którzy przyjmują wezwanie, anulują je lub przekierowują do właściwych służb. Jeśli zdarzenie wymaga pomocy medycznej, trafia do dyżurujących w urzędzie dyspozytorów medycznych, którzy podejmują decyzję czy na miejsce należy wysłać zespół ratownictwa medycznego.

Dyspozytorzy medyczni rocznie odbierają ponad 200 tys. telefonów od osób potrzebujących pomocy. Zgłoszenia dotyczą zwykle urazów, zatrzymania akcji serca, wypadków samochodowych czy zasłabnięć.

- W razie potrzeby instruujemy jak się zachować, kiedy kogoś coś boli, odciął sobie coś lub leci mu krew - mówi Jarosław Zinkiewicz, zastępca kierownika dyspozytorów medycznych. - Mówimy krok po kroku, jakie należy wykonać czynności.

Jak tłumaczy ratownik, w trakcie takiej interwencji, trzeba panować nad emocjami.

- Naszych rozmówców i swoimi - podkreśla Filip Fluder, operator medyczny. - Najlepiej, jeśli uda się nam namówić dzwoniących do działania. Nawet proste czynności jak otwarcie okna, przykrycie chorego czy udzielanie pierwszej pomocy sprawia, że unikniemy paniki.

Każda taka rozmowa wpływa również na operatora.

- Emocje także nam się udzielają - przyznają obaj dyspozytorzy. - Nie raz mamy mówić o skomplikowanych medycznych czynnościach językiem zrozumiałym dla laika i to jeszcze będącego w stresie. Naszą traumę wzmaga niemożność udzielenia pomocy.

Nie jesteśmy na miejscu zdarzenia, nie możemy nic zrobić. Dlatego wyręczamy się kimś, kto nas słucha. Nie jest to wcale łatwe, bo często jest to dziecko lub osoba starsza.

Mariusz Lipski, który pomógł przyjąć jeden z porodów, też wskazuje na konieczność opanowania nerwów.

- Nie wolno nam przekazywać negatywnych emocji, bo to tylko zaszkodzi. Musimy swoją postawą przekazać naszemu rozmówcy sygnał, że panujemy nad sytuacją. Że na pewno otrzyma pomoc, o którą prosi.

Obaj nasi rozmówcy zapewnili, że w obu przypadkach najbliżsi, udzielający pomocy rodzącym paniom, zachowali pełen profesjonalizm.

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Dzieci nie chciały już dłużej czekać. W przyjściu chłopców na świat pomagali dyspozytorzy [NAGRANIA] - Głos Szczeciński