Fiatem 126p na mroźny Nordcapp. Śnieżne przygody małżeństwa z Bytowa

Sylwia Lis
Podróże Basi i Roberta Dominiaka na Nordcapp. Robert Dominiak
Tego jeszcze nikt nie dokonał. Robert Dominiak aż osiemdziesiąt jeden razy zdobył Nordkapp, czyli najdalej wysunięte miejsce na północ na naszym kontynencie, do którego prowadzi asfaltowa droga. Mało tego! Dwa razy trasę pokonał fiatem 126p!

Taki wstęp miał artykuł opisujący wydarzenie, które miało miejsce zimą 2015 roku. Od tamtego czasu minęło 5 lat.
- Świat, zwłaszcza w 2020 roku bardzo się zmienił. Ale my, nasze podróże odbywamy nadal – mówi Robert Dominiak, podróżnik. - Ostatni raz na Nordkapp`ie byliśmy zimą w 2020 roku, dokładnie 17 stycznia, jeszcze przed rozwojem pandemii. Granice były otwarte, wszystko „po staremu”… a potem, w marcu wszystko się zaczęło…

Największa zmiana to powstanie Stowarzyszenia Koło Polarne

- Przez ostatnie 5 lat naszych zimowych podróży (i nie tylko zimowych) wydarzyło się znacznie więcej… przede wszystkim powstało Stowarzyszenie Koło Polarne – opowiada. - Koło Polarne powstało między innymi dzięki naszym zimowym podróżom, dzięki naszej pasji do podróżowania, miłości do klasycznych samochodów, filmowania, fotografowania i chęci do poznawania świata. Wielokrotnie mieliśmy okazję opowiadać o naszych podróżach na spotkaniach z młodzieżą szkolną. Wielkie zainteresowanie naszymi opowieściami i pokazami zdjęć spowodowało, że zaczęliśmy myśleć o zrealizowaniu naszego pomysłu. Pomysłu, o którym już od jakiegoś czasu rozmawialiśmy i chcieliśmy wprowadzić w życie. Nie chodziło tylko o to, żeby pokazywać zdjęcia i filmy poprzestając na jednorazowych spotkaniach. Chcieliśmy, żeby młodzi ludzie mogli rozwijać swoje zainteresowania, żeby mogli poznawać świat nie tylko oglądając nasze zdjęcia i filmy, ale żeby mogli zobaczyć to wszystko na własne oczy… Trudne zadanie, bo przecież niemal każdy od razu powie, że Skandynawia jest bardzo droga, inni dodadzą jeszcze, że jest tam zimno… Ale podjęliśmy się tego zadania i udało się! We wrześniu 2015 roku powstało Stowarzyszenie Koło Polarne. Od samego początku skupiliśmy się na działalności w szkołach podstawowych (i gimnazjach, dopóki istniały). Jednak spotkania i pokazy naszych zdjęć i filmów to nie jest jedyna działalność. Choć spotkania odbywają się nadal i nazywamy je „dniami polarnymi z Kołem Polarnym” to są również „Noce polarne”, czyli spotkania połączone z biwakiem. Podczas Nocy polarnych odbywają się pokazy filmów i specjalne zadania związane z tematyką naszej działalności. Naszą najważniejszą imprezą są Mistrzostwa Kół Polarnych, czyli wieloetapowy (3 etapy) konkurs dla młodzieży szkół podstawowych z wiedzy o Skandynawii. Do tej pory odbyły się 4 edycje (piąta, przełożona na 2021 rok z powodu pandemii odbędzie się pod hasłem - Skandynawskie wyprawy i odkrycia geograficzne). W mistrzostwach mogą wystartować uczniowie szkół podstawowych, które z nami współpracują – czyli założyły w szkołach „Szkolne Koła Polarne”. Ale to nie wszystko… Podróżujemy! Organizujemy szkolne wycieczki edukacyjne. Byliśmy w Kopenhadze, Litwie, Łotwie, Estonii i Norwegii. Laureaci ostatnich, IV Mistrzostw Kół Polarnych byli na 4 dniowej, samolotowej wycieczce do Oslo. We wszystkich naszych wycieczkach kładziemy nacisk na edukacyjny charakter wycieczek, bezpieczeństwo (np. nigdy nie organizujemy wyjazdów z nocnymi przejazdami autokarem) oraz przede wszystkim jakość. Organizujemy również wyjazdy dla dorosłych – np. ostatnia wycieczka „Dookoła Bałtyku”. Jesteśmy oczywiście licencjonowanym organizatorem imprez turystycznych… Dla najmłodszych uczniów i przedszkolaków też coś mamy. Nasi przyszli „polarnicy” mogą napisać list w ramach naszej akcji „Piszemy listy do Świętego Mikołaja”. Zebrane listy z przedszkoli i szkół, które nas zaproszą do siebie, zawozimy osobiście do Świętego Mikołaja podczas naszych zimowych, samochodowych wypraw na Nordkapp. I są to listy od dzieci z naszych, polskich szkół! Oczywiście takie przekazanie listów to cała uroczysta procedura, są zdjęcia, jest film z ich przekazania…

Fiatem w krainę zimna

To tylko część działalności. A wszystko zaczęło się od Fiata 126p, którym zimą w 2009 roku pan Robert na Nordkapp, a potem po raz drugi, z żoną, w roku 2015…

No właśnie, a jak to wyglądało?

- Moja przygoda z turystyką zaczęła się jeszcze w czasie szkoły - mówi pan Robert. - W 1987 roku razem z kolegą zorganizowaliśmy wyprawę rowerową dookoła Polski. Potem była szkoła turystyczna w Warszawie i pierwsze spotkanie z prawdziwą turystyką w biurze podróży. Wtedy właśnie po raz pierwszy wyjechałem za granicę. Jeszcze jako praktykanta, turystyczna przygoda skierowała mnie do Danii. To był pierwszy kraj, który odwiedziłem. Tak się złożyło, że kraje skandynawskie miały być moim terenem działania przez następne lata. Nie był to przypadek, ponieważ od dawna interesowałem się tym co (tak mi się wydawało) jest mało popularne, egzotyczne i trudno dostępne. A takim miejscem, nawet teraz, jest półwysep Skandynawski. Przez następne lata pracy w turystyce moje zainteresowania podróżnicze skupiały się właśnie na tym regionie. Ale nie tylko… W 1999 roku, pracując jeszcze w biurze podróży, miałem okazję wyjechać po raz pierwszy z grupą do USA. Pilotowana przeze mnie mała grupka jechała samochodem którym sam kierowałem. 6000 kilometrów w 2 tygodnie. Prawdziwe kino drogi, wspaniała przygoda. To było to! I tak już zostało. Połączenie zainteresowań związanych z samochodami i turystyki daje mi możliwość organizowania niepowtarzalnych wycieczek, poznawania świata, ciekawych ludzi… I to wszystko dzięki temu, że praca którą wykonuję jest moją pasją.

W końcu pan Robert postanowił zdobyć Nordkapp ... maluchem.

- Latem dojechać na Nordkapp jest całkiem łatwo, choć to setki kilometrów podróży - mówi podróżnik. - Zimą odległość taka sama, ale za to ta arktyczna pogoda, niskie temperatury, odludzie, noc polarna… To samo w sobie robi wrażenie. Jeżeli jeszcze w takiej scenerii ktoś zobaczy jadącego Fiata 126p pomyśli zapewne, że to jakiś film SF. W styczniu 2009 roku była to jednak zupełnie realna podróż. Podróż fiatem 126p do bram Arktyki. Ten mały i pozbawiony wszelkich wygód samochód miał za zadanie dojechać w najbardziej niedostępny zimą region Europy. Fiata kupiłem w roku 2008 żeby zrealizować swoje największe marzenie - zimowy wyjazd maluchem na Nordkapp. Przygotowania do wyprawy to przede wszystkim gruntowny przegląd samochodu. Założeniem było wyruszenie na trasę samochodem w oryginalnym stanie i specyfikacji. Bez żadnych przeróbek. 5197 kilometrów po lodzie, śniegu, podczas nocy polarnej. Udało się! 18 stycznia 2009 zdobyłem Nordkapp. W trakcie tej podróży pisałem relację i zamieszczałem zdjęcia na stronie internetowej – na żywo. Od tej pory samochód ten stał się częścią mojego życia. Towarzyszy mi w wyjazdach krajowych i zagranicznych. Wszędzie gdzie się pojawi wzbudza zainteresowanie. Często wykorzystuje go do podróży po kraju… również służbowych! Maluch od wyprawy w 2009 roku jeździ w bez żadnych zmian (z wyposażeniem takim jak w 2009 w czasie wyprawy).

Wróćmy jednak do 18 stycznia 2009 roku. Pan Robert maluszka musiał zostawić trzynaście kilometrów przed Nordkapp. Droga zamknięta była szlabanem (ze względu na bezpieczeństwo turystów, mróz i śnieg). Wtedy zimą ostanie 13 km drogi prowadzącej na Nordkapp można było pokonać korzystając ze specjalnego przejazdu autobusem, który pokonywał ten odcinek drogi w konwoju, za pługiem.

- W autobusie było zaledwie sześć osób - mówi pan Robert. - Choć miejsca pełno. Początkowo droga była stosunkowo łatwa. Goły lód i ostre zakręty. Znam ją lepiej niż większość dróg w Polsce. Zrobiliśmy postój na punkcie widokowym z widokiem na Tufjord. No i zaczęło się! Piękna pogoda z Honningsvag zamieniła się w huragan, zimy jak lód do coli. Zrobiliśmy szybko jakiekolwiek zdjęcia, ale nie sposób było utrzymać aparatu fotograficznego przez 30 sekund bez rękawiczek! Pojechaliśmy dalej. Dojechaliśmy do szlabanu. Czekał już na nas pług. Ruszyliśmy za nim. Początkowo droga wydawała się dobra. Nie było śniegu, mało lodu. Po chwili niespodzianka! Za kolejnym zakrętem gdzie były dwa strome podjazdy, w dodatku nachylone na łukach w kierunku przepaści musieliśmy jechać po gołym lodzie! Autokar miał opony z kolcami. Inaczej nie byłoby można tego pokonać. Dodatkowo jazdę utrudniał silny wiatr. Kiedyś latem miałem podczas podjazdu na Nordkapp wiatr wiejący z prędkością w porywach do 200 km/h. Wreszcie dojechaliśmy na parking przed Nordkapphallen. Szybko weszliśmy do środka, ale zaraz pobiegłem pod globus, żeby zrobić pamiątkową fotografię z 71° 10` 21``(szerokość geograficzna Nordkapp)… Współpasażerki też. Sesja zdjęciowa była bardzo szybka, zaraz po niej uciekliśmy z powrotem pod dach. Tak zimnego wiatru chyba nie przeżyłem nigdy! Potem był czas na zakupy. Kupiłem okolicznościowy certyfikat i wysłałem pocztówkę. Potem szybki powrót. Ta sama droga, ale zaczęło jeszcze bardziej wiać. Zjeżdżaliśmy bardzo powoli. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy w Honningsvåg. Tego dnia był to dla mnie koniec wycieczki. Udało się! Nordkapp zimą zdobyty.

Kolejną wyprawę tym samym Fiatem 126p pan Robert odbył w 2015 roku. Tylko, że tym razem na sam Nordkapp dotarł maluchem i z żoną.

- Teraz na sam Nordkapp można było wjechać własnym samochodem – opowiada dalej - Trzeba tylko mieć bardzo dobrze przygotowany samochód, odpowiednie opony, chęci, odwagę i… już. Samochód był starszy o 6 lat, ale nie znaczy, że gorszy. Wręcz przeciwnie. Przygotowany optymalnie, najlepiej jak mogłem to zrobić, korzystając z pomocy moich przyjaciół – mechaników. Cała podróż trwała 23 dni. Dojeżdżając do naszego głównego celu podróży, zatrzymaliśmy się w Honningsvåg. Zaledwie 34 kilometry od Nordkapp`u. Następnego dnia, rankiem postanowiliśmy go zdobyć. W samochodzie aparat, dwie kamery pokładowe, gps, kolce na buty, łańcuchy na koła… podstawowe wyposażenie. Było około -9 stopni. Za Honningvåg zaczęło wiać. Podjazd po lodzie, napęd na tył, zwykłe zimowe opony. Wjechaliśmy bez problemu. Następny odcinek podjazdu, to znowu lód. Ale potem płaskowyż bez lodu na drodze. Dlaczego bez lodu? Bo wiatr był tak silny, że lód się nie utrzymywał. Zawiewał suchy śnieg. Wszędzie naokoło biel, zupełnie jak przejazd przez chmury. Szarpało samochodem. Poza nami nikt nie jechał. Najpierw do góry, po lodzie i w śnieżycy, potem w dół po lodzie i w śnieżycy. Powoli, bez szaleństw. Tak, żeby spokojnie i z dużym zapasem bezpieczeństwa dojechać na miejsce. To miejsce to szlaban, który zamyka drogę na Nordkapp, ostatni trzynastokilometrowy odcinek, ten najtrudniejszy i zimą najbardziej wymagający. W 2009 roku mogłem go pokonać korzystając ze specjalnego przejazdu autokarem jadącym w konwoju za pługiem. Teraz możemy wjechać na Nordkapp własnym samochodem – naszym Fiatem 126p. Ustawiliśmy się w konwoju, czekając grzecznie w kolejce. Byliśmy pierwsi i jedyni chętni. Poza pługiem, którego kierowca przyglądał się naszemu maluchowi. Chwilę zbieraliśmy chęci na wyjście na zewnątrz. Trzeba założyć łańcuchy na koła. Pogoda bardzo zachęca: - 10 stopni i bardzo silny wiatr. W dodatku… zimny i przenikliwy. No, ale trzeba to zrobić. Już mieliśmy wyjść z samochodu, a tu za nami pojawia się potężny Unimog (ciężarówka z napędem na 4 koła, należąca do koncernu Daimler). Staje za nami w kolejce do konwoju. No nie… wygląda to jak Dawid i Goliat. My – napęd na tył, moc silnika 24 KM, a Unimog – napęd 4x4 – moc… nie ważne jaka, na pewno wystarczająca. Pokazałem kierowcy, żeby przejechał przed nas, jak by nie było pod górę na pewno będzie jechał szybciej od nas. Po ustawieniu swojego samochodu wysiadł z aparatem i zrobił zdjęcia naszego samochodu, porozmawialiśmy i to po polsku. Był bardzo zainteresowany naszym pojazdem. Ale przecież trzeba założyć łańcuchy. Nie dość, że było zimno, to jeszcze musiałem je założyć bez rękawiczek (tak, najlepiej… bo z „wyczuciem”). W samochodzie wychłodziło się, bo drzwi były co chwila otwierane i zamykane. Ręce zmarznięte, w samochodzie zimno, szyba zaparowana. Uruchamiam silnik, żeby zrobiło się trochę cieplej… W tym czasie za nami ustawiły się kolejne dwa pojazdy. To dwa… motocykle z koszem. Ruszyliśmy punktualnie o godzinie 11.00. Jako drugi pojazd w konwoju, za Unimogiem (no i oczywiście pługiem, który torował nam drogę przez zaspy). Jadę swoim tempem. W konwoju nie można się zatrzymywać i wyprzedzać. Prędkość 20-50 km/h. Więcej się nie dało. Śnieg, lód, ale i oblodzony asfalt. Części drogi pokryte cienkim lodem, to najgorsze odcinki, bo najbardziej obciążają łańcuchy. Widoczność miejscami spada niemal do zera. Nawiewał suchy śnieg. A Unimog daleko z przodu, świateł nie widać. Jechałem kierując się według czerwonych tyczek i barierek ustawionych wzdłuż drogi. Do góry. Do dołu, znowu do góry. Po lodzie. I ten hałas łańcuchów… Dodatkowo coraz silniejszy wiatr. Czasem na zakrętach zarzucał samochodem. Taki lekki poślizg podczas podjazdu po lodzie. I to mimo łańcuchów na tylnej osi! Ale dojechaliśmy.

Nordkapp.

- Co za uczucie! Każdy powinien takiego doświadczyć – zapewnia nasz rozmówca. - To zupełnie co innego niż latem. Zima na Nordkapp. I to jaka. Wyjątkowo duże zwały śniegu. Pług ma tu co robić. Czas na Nordkapp spędzamy na zdjęciach przy globusie, w kinie, pokazie świateł i naszej tradycyjnej kawie z waflem. Potem sklep z pamiątkami, zasłużony certyfikat, naklejki na samochód i wysłanie kartki. Nasz samochód budził sensację. zauważyła go obsługa i turyści, którzy przyjechali autokarami ze statku Hurtigruten. Podchodzili do samochodu i robili pamiątkowe zdjęcia.

A co na arktyczną podróż żona pana Roberta?

- Moje zainteresowanie Skandynawią rozpoczęło się w 1997 roku, kiedy oglądałam relacje z Mistrzostw Świata w Narciarstwie klasycznym w Trondheim - mówi pani Basia. - Urzeczona zimowymi krajobrazami pomyślałam, że bardzo chciałabym tam kiedyś pojechać i zobaczyć na własne oczy. Nie myślałam wtedy, że moje marzenie spełni się i to kilkunastokrotnie. Pierwszy wyjazd zimowy odbyliśmy wspólnie w 2011 roku. Oczywiście obawiałam się niskich temperatur (należę raczej do zmarzlaków) ale chęć wyjazdu i spełnienie marzeń okazały się silniejsze. Na pierwszy wyjazd mama specjalnie zrobiła mi kilka par skarpetek z owczej wełny, które zawsze ze sobą zabieram. Nie zapominam także o ocieplaczach do rąk i stóp oraz o kremie na twarz przeznaczonym na bardzo niskie temperatury...

Kim jesteśmy?

Barbara Dominiak – nauczycielka i organizatorka wyjazdów dla dzieci i młodzieży. Od 1997 roku organizuje wielodniowe wyjazdy dla młodzieży szkolnej w kraju i za granicą. W 2003 roku odbyła swój pierwszy wyjazd do Norwegii. Od tej pory odwiedza Skandynawię każdego roku. Od 2011 uczestniczy w każdej z wypraw Trails to Nordkapp. W 2015 powołała do życia Stowarzyszenie Koło Polarne.
2003 – pierwsza podróż do Skandynawii
2003 – pierwsza podróż na Nordkapp
2011 – pierwsza zimowa wyprawa na Nordkapp – Transscandinavia 2011
2011 – pierwsze zimowe wejście pieszo na Nordkapp – Transscandinavia 2011
2013 – pierwsze zimowe zdobycie Nordkinn – Transscandinavia 2013
2015 – druga wyprawa tym samym Fiatem 126p na Nordkapp i Nordkinn – rejs po Oceanie Arktycznym z Fiatem 126p na pokładzie – Transscandinavia 2015
2018 – dziesiąta edycja zimowych, samochodowych wypraw na Nordkapp – uczczenie 100 lat niepodległości Polski
Robert Dominiak – pilot wycieczek od początku lat 90 XX wieku. Wyjazdy zawodowe są ściśle związane ze Skandynawią i Krajami Nordyckimi. Od 1997 roku podróżuje z grupami do Laponii i na Nordkapp. Do tej pory spędził w podróży po Skandynawii 1500 dni, w większości w Laponii, zdobywając 94 razy Nordkapp (1110 dni w podróży na Nordkapp). Współpracował z największymi biurami podróży, opracowując trasy i programy wycieczek. Ponad 700000 km na drogach i morzu. Drugą moją pasją jest statystyczna historia automobilizmu.
1989 – pierwsza podróż do Skandynawii
1997 – pierwsza podróż na Nordkapp
1997 – od tego sezonu KAŻDEGO ROKU bez przerw odwiedzam Nordkapp
2009 – pierwsza zimowa wyprawa Fiatem 126p na Nordkapp – samotnie za kierownicą – Transscandinavia 2009
2011 – pierwsze zimowe wejście pieszo na Nordkapp - Transscandinavia 2011
2013 – pierwsze zimowe zdobycie Nordkinn – Transscandinavia 2013
2015 – druga wyprawa tym samym Fiatem 126p na Nordkapp i Nordkinn – rejs po Oceanie Arktycznym z Fiatem 126p na pokładzie – Transscandinavia 2015
2018 – dziesiąta edycja zimowych, samochodowych wypraw na Nordkapp – uczczenie 100 lat niepodległości Polski.

Rząd obiecuje szybkie szczepionki na COVID-19

Wideo

Materiał oryginalny: Fiatem 126p na mroźny Nordcapp. Śnieżne przygody małżeństwa z Bytowa - Głos Pomorza

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
21 listopada, 8:26, Gość:

Jeździć po normalnych odśnieżanych lub ubijanych drogach nie jest wielką sztuką, ale przebyć nasze polskie drogi na odległych po pegeerowskich wsiach jest wielką sztuką.

Tylko szkoda, że już zimy nie te.

G
Gość

Jeździć po normalnych odśnieżanych lub ubijanych drogach nie jest wielką sztuką, ale przebyć nasze polskie drogi na odległych po pegeerowskich wsiach jest wielką sztuką.