Jak westerplatczyk ze Szczecina usadził szkopa

    Jak westerplatczyk ze Szczecina usadził szkopa

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    Franciszek Bartoszak, jeden z obrońców polskiej Składnicy Amunicji w Wolnym Mieście Gdańsku, po wojnie pracował w Szczecinie. Tu poznał go Bogusław Borysowicz, który spisał i nadesłał do nas tę relację.
    Mat Franciszek Bartoszak to słynny obrońca z Westerplatte, który w drugim dniu wojny chciał ochotniczo przepłynąć wpław z Gdańska aż do Helu. Ale, jak pisze jego kolega, najmocniej w pamięci utkwiły westerplatczykowi wydarzenia tuż sprzed wybuchu wojny.

    - Dokładnie znam jego życiorys i relacje z tamtych lat tragicznych. Niechętnie o tym rozmawiał, jednak przy kielichu dawał się namówić na snucie tych wspomnień - napisał nam Bogusław Borysowicz, pionier ziemi szczecińskiej.

    Bartoszak 18 maja 1939 roku zostaje przeniesiony z Oksywia w randze mata na Westerplatte. Jest kierownikiem motorówki będącej w dyspozycji Komisariatu Generalnego RP w Gdańsku. (...) W połowie sierpnia, kiedy agresja hitlerowska
    była nieunikniona, wraz z szefem Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego, pułkownikiem Sobocińskim i jego żoną wypływają motorówką w morze. Wszyscy są ubrani po cywilnemu, aby wyprawa robiła wrażenie prywatnej wycieczki. Istotą jej ma być rozeznanie ugrupowań niemieckich wzdłuż wybrzeża gdańskiego. Największą koncentrację sił wojskowych stwierdzono koło Górek Wschodnich, czyli z tego kierunku mógł nastąpić atak na polską składnicę amunicyjną w Nowym Porcie.

    Na wysokości Wisłoujścia, tuż przed dziobem motorówki, padają strzały od strony lądu. Na brzegu czeka już samochód z funkcjonariuszami niemieckiej policji. Wypytują, dlaczego Polacy płyną wzdłuż brzegu i dlaczego nie zgłosili wyjścia władzom portowym. Zatrzymano motorówkę przy nabrzeżu w Wisłoujściu, a jej pasażerów zawieziono do budynku urzędowego. Bartoszak żąda połączenia z władzami polskimi. Pozwolono z zastrzeżeniem, że rozmowa ma się odbywać po niemiecku. Nie słucha, mówi po polsku. Interwencja skutkuje. Wszyscy zostają zwolnieni.

    W czasie eskortowania do motorówki jeden z szowinistów hitlerowskich w rybackiej czapce unosi pięść w górę, chcąc zadać cios Bartoszakowi. Krzyczy:
    "Was wollen die verfluchten Polaken!"

    Napadnięty uchyla się, równocześnie sam zadaje potężny cios, sadzając szkopa na tyłek. Niemiec nie daje za wygraną. Ponownie atakuje. Tym razem cios jest jeszcze potężniejszy. Bartoszak dziwi się, że nie interweniowali licznie zgromadzeni inni Niemcy. Drogę powrotną na Westerplatte odbywają przez Martwą Wisłę. Znów zostają zatrzymani przez policję wodną i umieszczeni w twierdzy na Zakręcie Pięciu Gwizdków. Ponowna interwencja w Generalnym Komisariacie - i już bez przeszkód docierają na miejsce zakwaterowania na Westerplatte.

    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.gk24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo