Prokurator przyjdzie do szkoły w Białogardzie

archiwum
Zastępca dyrektora odsunięta od obowiązków, kuratorium i prokuratura już badają sprawę. Nauczyciele zaczęli mówić. Jedno zdarzenie z 29 października przelało czarę goryczy.
Zastępca dyrektora odsunięta od obowiązków, kuratorium i prokuratura już badają sprawę. Nauczyciele zaczęli mówić. Jedno zdarzenie z 29 października przelało czarę goryczy. archiwum
Zastępca dyrektora odsunięta od obowiązków, kuratorium i prokuratura już badają sprawę. Nauczyciele zaczęli mówić. Jedno zdarzenie z 29 października przelało czarę goryczy.

Napięcie rosło w szkole już od dawna. Ale w ciągu ostatnich kilku dni w Zespole Szkół im. Jana Pawła II w Białogardzie sprawy nabrały przyspieszenia. To przez z pozoru błahe zdarzenie.

Relacjonuje je Dorota Grzyb, nauczycielka w szkole: - Jesteśmy placówką specjalną, dzieci są niepełnosprawne, trudne - opowiada kobieta. - Zawsze na drugiej godzinie lekcyjnej do klasy przychodzi pani sprzątaczka, by zabrać dzieci na śniadanie. Później je powinna odprowadzić. Tego dnia jednak jednej dziewczynki nie przyprowadziła. Gdy się zorientowałam, wyszłam z klasy, by poszukać dziecka. W tym momencie zauważyła mnie wicedyrektor, która oburzona zapytała jak mogłam zostawić dzieci same. Chciałam wyjaśnić, ale akurat przyprowadzono już dziewczynkę, więc wróciłam do klasy. Po lekcji poszłam do gabinetu dyrektora porozmawiać - mówi dalej. W gabinecie, jak relacjonuje Dorota Grzyb, wicedyrektor wybuchła. Przyznaje, ją też poniosło, mówiła o mobbingu, złej organizacji pracy w szkole, niejasnych przyczynach odejść nauczycieli, ale dopiero wywrzeszczane przez wicedyrektor zarzuty, także do życia prywatnego nauczycielki, najbardziej ją zabolały. - Sądziłam, że chociaż dyrektor ją uspokoi, ale niestety, mimo że znamy się dobrze, w szkole pracuję od 25 lat, zakładałam ją, on wsparł wicedyrektorkę. Zaczęłam płakać, poczułam się źle. Zajęła się mną pielęgniarka. Powiedziała, że powinno mnie zabrać pogotowie, ale dyrektor powiedział, że nie ma potrzeby. Do szpitala zawiozła mnie dopiero później koleżanka.

W szpitalu stwierdzono zespół silnego stresu i rozstrój nerwowy, bardzo wysokie ciśnienie nauczycielki. Kobieta dostała zwolnienie na 10 dni. Nie wytrzymała i złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyrekcję szkoły - rozstrój zdrowia, przemoc psychiczną i nieudzielenie pomocy w nagłym przypadku. Załączyła kartę informacyjną ze szpitala. Pismo trafiło też do kuratorium oświaty i starosty białogardzkiego.

- Ze sprawą jestem już zapoznany, dyrektor szkoły odsunął właśnie od pełnienia obowiązków swoją zastępczynię - poinformował nas wczoraj starosta białogardzki Tomasz Hynda. Szkoła podlega starostwu. - Czekamy teraz na decyzje prokuratury i wtedy podejmiemy dalsze kroki. Słyszałem, że nauczyciele działają w porozumieniu z radnym Jerzym Harłaczem. Ale nie zmienia to faktu, że ja oczywiście nie wyobrażam sobie, by wykształceni ludzie sobie ubliżali, poniewierali się słownie i to przy dzieciach. Ale sprawę musi zbadać prokurator. Pracowałem w tej szkole, znam nauczycieli, wiem, że to ciężka praca.

Gdy wczoraj sprawa nabrała rozgłosu, odezwali się także inni pedagodzy, którzy niedawno odeszli ze szkoły. Zarzuty wobec dyrekcji spisali i wysłali do kuratorium. Niewykluczona jest więc w najbliższych dniach szczegółowa kontrola w placówce.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie