Tragedia we wsi Starnin. Jeden cios. Prosto w serce

    Tragedia we wsi Starnin. Jeden cios. Prosto w serce

    Joanna Krężelewska

    Głos Koszaliński

    Aktualizacja:

    Głos Koszaliński

    49-letnia Elżbiata S. przekonuje, że to ona jest ofiarą. Wyjaśnia, iż były mąż znęcał się nad nią, a ona przed nim chciała uciec. Choć mówi, że po nóż

    49-letnia Elżbiata S. przekonuje, że to ona jest ofiarą. Wyjaśnia, iż były mąż znęcał się nad nią, a ona przed nim chciała uciec. Choć mówi, że po nóż sięgnęła, to zaklina się, że nie zabiła ©Joanna Krężelewska

    W tle alkohol, awantury, wreszcie rozwód „po polsku”, czyli życie wciąż pod jednym dachem. Gonili się z siekierą, z widłami. Tragiczny finał historii to śmierć i zarzut zabójstwa dla Elżbiety S.
    49-letnia Elżbiata S. przekonuje, że to ona jest ofiarą. Wyjaśnia, iż były mąż znęcał się nad nią, a ona przed nim chciała uciec. Choć mówi, że po nóż

    49-letnia Elżbiata S. przekonuje, że to ona jest ofiarą. Wyjaśnia, iż były mąż znęcał się nad nią, a ona przed nim chciała uciec. Choć mówi, że po nóż sięgnęła, to zaklina się, że nie zabiła ©Joanna Krężelewska

    - Ja tego nie zrobiłam i nie wiem, jak to się stało. Po trzech dniach, w areszcie, dowiedziałam się, że Janek nie żyje - przekonywała wczoraj 49-letnia Elżbieta S., która zasiadła na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Koszalinie. Oskarżyciel ma w tej sprawie inne zdanie. - 8 lipca 2015 roku zadała byłemu mężowi w klatkę piersiową jeden cios nożem kuchennym - opisywała szczegóły aktu oskarżenia prokurator Barbara Stolińska. Ostrze trafiło prosto w serce Jana S., z którym po rozwodzie Elżbieta mieszkała.

    W czerwcu wyszedł


    Do tragedii doszło we wsi Starnin w gminie Rymań (pow. kołobrzeski). - Między byłymi małżonkami doszło do awantury. Oskarżona wybiegła z domu, Jan S. za nią. Ona uciekła do lasu. On przewrócił się. Leżącego znaleźli pracownicy pomocy społecznej. Myśleli, że jest pijany, ale kiedy odwrócili go na plecy, zobaczyli ślad cięcia na koszuli. Ratownicy pogotowia, którzy przyjechali na miejsce, stwierdzili zgon - opisywała prokurator.

    Po pewnym czasie oskarżona wyszła z lasu. Została zatrzymana przez policję. Miała w wydychanym powietrzu 1,5 promila alkoholu. Biegli psycholog i psychiatra nie stwierdzili, by w momencie zdarzenia miała zniesioną czy też ograniczoną poczytalność.

    - On się awanturował. Tupał, piana mu z ust leciała i oczy miał takie dziwne. Groził, że zabije mnie siekierą - relacjonowała dzień 8 lipca oskarżona Elżbieta S. - Chciałam uciec.

    - Kiedy sięgnęła pani po nóż? - zapytała prokurator.

    - Przed ucieczką. Chciałam go zabrać, żeby mi nim krzywdy nie zrobił. Wtedy złapał mnie za ręce. Ja nic nie zrobiłam. Uciekłam do lasu - łkała kobieta.

    Wyjaśniła, że rozwiodła się, bo mąż ją maltretował. Policjant miał nawet założyć jej niebieską kartę, ale... - Wstrzymał się, bo na pół roku Janek poszedł do więzienia. Jeździł rowerem po pijaku i nie zapłacił - tłumaczyła 49-letnia oskarżona. - Wyszedł w czerwcu.

    To nie pralnia!

    W czerwcu po raz ostatni widziała go Barbara, jego siostra. Przekonywała sąd, że rozwód tych dwojga był fikcyjny. - Ja o nim przynajmniej nie wiedziałam. Wzięła go, żeby rentę dostać. Nigdy się na Janka nie żaliła. Kilka lat temu on trafił do szpitala, bo dźgnęła go w plecy widelcem do mięsa. Mało płuca nie przebiła. Z nożami tak nigdy nie robiła. Nie wiem, co jej się stało. Janek żalił się, że Elka pije i tabletki bierze, że się kłócą - zeznawała.

    - Basia, dlaczego kłamiesz?

    - Nie kłamię.

    - Kłamiesz, wiedziałaś o rozwodzie.

    - Nie kłamię.

    Między oskarżoną a świadkiem doszło do długiej wymiany zdań. Sąd pozostawał, jak nakazują przepisy, arbitrem, zostawiając inicjatywę stronom. Wreszcie, przerwał spektakl: - To nie jarmark ani pralnia!

    Z relacji sąsiadki wynika, że awantury były w domu S. na porządku dziennym. - Pili i krzyczeli, że jedno drugie zabije. On czasem biegał za nią z widłami, z siekierą. Widziałam, bo okno z mojej kuchni wychodzi na drzwi wejściowe oskarżonej. W nocy przed zdarzeniem awanturowali się. Mąż o czwartej nad ranem interweniował, wtedy dopiero zrobiło się ciszej - opisywała 56-letnia kobieta. Widziała, jak 8 lipca około godz. 11 z domu wybiegła Elżbieta S., za nią jej były mąż. - Przewrócił się i tak już leżał.

    - Czy ja go kiedyś uderzyłam? - S. zapytała świadka.

    - Tego nie widziałam - odpowiedziała.

    Oskarżonej o zabójstwo Elżbiecie S. grozi od ośmiu lat więzienia do dożywocia.


    Popularne na gk24:




    Czytaj treści premium w Głosie Koszalińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Polub nas na Facebooku

    Zdjęcia z Koszalina

    Wideo z Koszalina

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Osobowość Roku 2018 - zagłosuj już dziś!

    Osobowość Roku 2018 - zagłosuj już dziś!

    Mistrzowie Handlu - zgłoś swoich kandydatów

    Mistrzowie Handlu - zgłoś swoich kandydatów

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.