Zbieg z więzienia błaga o pomoc. "Jestem niewinny"!

Marian Dziadul marian.dziadul@gk24.pl
.Fot. Marian Dziadul
Ireneusz Jończyk uciekł z więzienia. Ukrywa się za granicą. Skontaktował się z nami. - Pomóżcie, jestem niewinny! - prosił przez telefon. Wiele wskazuje, że skazano go na podstawie fałszywych zeznań.

Liny na zrujnowanej wieży zabytkowego kościółka we wsi Nosibądy (gm. Grzmiąca) były już rozciągnięte i czekały na wspinaczy budowlańców, gdy policjanci przyjechali, by zaaresztować Ireneusza Jończyka. Nie zdążył wymienić nawet jednego gontu!

- Miał remontować wieżę razem z kolegą, bo gont kupami się z niej sypie - Roman Jończyk, ojciec Ireneusza, pokazuje przez okno zabytkowy kościół, który stoi tuż obok ich domu.

Młody Jończyk musiał jednak szykować się do odsiadki. Najpierw trafił do Zakładu Karnego w Stargardzie Szczecińskim, a następnie - do Koszalina. Cztery miesiące później wykorzystał nadarzającą się okazję do ucieczki.
Sołtysowe koniki

Prawdę mówiąc, do dzisiaj Jończyk korzystałby z wolności, bez panicznego rozglądania się wokół siebie, gdyby nie pojechał na zabawę do sąsiedniej wsi Kowalki. Stanisław Tabaka, ówczesny sołtys Kowalek, zorganizował tam festyn dla niepełnosprawnych dzieci. Główną atrakcją miała być jazda na sołtysowych konikach.

Ireneusz Jończyk zapewnia, że - jak ognia - unikał wszelkich zabaw. Bo wisiał już nad nim jeden wyrok za pobicie. Za pierwszym razem sąd warunkowo zawiesił mu wykonanie kary więzienia. A jednak pojechał do Kowalek.
- To ja go namówiłam na ten festyn. To wszystko moja wina - rozpacza Marzena Zwierzchowska, siostra Jończyka. - Starsza córka chciała pojeździć na konikach. Brat zabrał żonę, swojego syna i moją córkę. I pojechali.
Fruwały krzesła, warczały piły

Dzisiaj nikt ze świadków nie pamięta, kto rozpętał zadymę: ci z Kowalek czy tamci z Nosibądów. Pewne jest tylko to, że zaczęła się na korytarzu starej szkoły.
- Szedłem do toalety i dostałem doniczką w głowę. Wiem, od kogo - zapewnia Ireneusz Jończyk. - Pociemniało mi w oczach.
Sołtys Stanisław Tabaka pamięta, że przed rozwścieczonymi - według niego - przybyszami z Nosibądów skrył się w stołówce. Jego syn także. Potem uciekli przez okno.

Do głównego starcia doszło na szkolnym dziedzińcu. Do północy brakowało tylko paru minut.
- Ja nagle usłyszałem: jeden zabity - przypomina sobie były sołtys Kowalek. - Musieliśmy się jakoś bronić przed napastnikami.
Gdy bitwa rozgorzała na dobre, kobiety z dziećmi z Nosibądów skryły się w samochodach. Widziały tylko cienie śmigających stołów, ław i krzeseł. Niektóre trafiały w karoserie ich aut.

- Tamci biegali z włączonymi piłami motorowymi. Ktoś krzyczał, że trzeba podpalić nasze samochody, żeby nas wykurzyć. Ja myślałam, że nas wszystkich pozabijają

- Edyta Jończyk, żona Ireneusza, jeszcze dziś cała się trzęsie, gdy opowiada o bójce. - Mężowi w końcu udało się wycofać z placu, wpadł do samochodu. Trzeba było staranować bramę, bo ktoś ją przewiązał łańcuchem i zamknął na kłódkę.
Krajobraz po bitwie

W wyniku bójki Karol Dudek z Kowalek miał złamany nos, a Piotr M. z tej wsi - głęboką ciętą ranę ręki. Trafili do szpitala w Białogardzie. Z gości z Nosibądów najbardziej ucierpiał fizycznie Ireneusz Jończyk.

- Ta doniczka rozbiła mu głowę - opowiada Arkadiusz Rosiński, wówczas młody sołtys Nosibądów, który poszkodowanemu udzielał pierwszej pomocy. - Zawiozłem go do lekarza w Krosinie. Pani doktor opatrzyła mu ranę i dała zastrzyk przeciwtężcowy.

Wprawdzie Jończyk oraz inni poszkodowani z Nosibądów zgłosili swoje szkody na policji w Grzmiącej, ale poradzono im dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej. Poważniej zostało potraktowane zgłoszenie poszkodowanych z Kowalek. Sprawa trafiła do sądu.

Sąd dał wiarę

Sądowi w Białogardzie udało się ustalić, że konflikt rozpoczął się około godziny 23.30. Przyczyna była prozaiczna: Grzegorz S. z Nosibądów miał naigrywać się ze sposobu mówienia Marii B., mieszkanki Kowalek. Sąd dał wiarę poszkodowanemu Karolowi Dudkowi (i innym świadkom z Kowalek), że to Jończyk kopnął go w twarz i złamał mu nos. Sąd uznał też, że sprawca działał w porozumieniu z Piotrem J. z Nosibądów, który w bójce użył noża i zranił nim Piotra M. z Kowalek. Ireneusza Jończyka sąd skazał na rok pozbawienia wolności, Piotra J. - na rok i trzy miesiące.

- Sąd odwiesił mi też pierwszy wyrok - przyznaje Jończyk.
Skruszony świadek
Dotarliśmy do poszkodowanych z Kowalek. Wręcz sensacyjnie brzmią dziś słowa Karola Dudka, który - nie zważając na ewentualne konsekwencje prawne - twierdzi, że skłamał policji i w sądzie.

- Tak naprawdę to ja nie widziałem, kto mnie kopnął. Było ciemno, a ja leżałem twarzą do ziemi - w rozmowie z nami Karol Dudek przytacza nową wersję zdarzeń. - Ludzie mi mówili, że to kopnął Jończyk i ja tak przekazałem policji i w sądzie. Mówiłem, że widziałem Jończyka. A mówiąc szczerze, ja go nie widziałem.
Piotr M., drugi poszkodowany, nie chciał rozmawiać na temat pamiętnej bójki.

Natomiast interesującą opinię przedstawia Stanisław Tabaka.
- Po mojemu, tam noża nie było - mówi po długim zastanowieniu. - Leżało pełno szkła z wybitych szyb. Piotrek mógł w ciemnościach upaść na szkło.
- Na rozprawie pod uwagę zostały wzięte tylko opinie jednej strony, tych z Kowalek - dodaje z goryczą Arkadiusz Rosiński.
Pogrąża się coraz bardziej

Zbiegły z więzienia Ireneusz Jończyk ukrywa się za granicą. Na wszelki wypadek ciągle zmienia miejsca pobytu. W kraju rodzina pisze bezskuteczne prośby do prezydenta o jego ułaskawienie. - Syn nie jest bandytą - przekonuje Roman Jończyk.

Edyta Jończyk mocno tęskni za ukrywającym się mężem. Jednak najbardziej obawia się o jedenastoletniego dziś syna, który wychowuje się bez ojca. Obserwuje u niego coraz dziwniejsze zachowania. - Szkoła skierowała go do psychologa - mówi cicho pani Edyta.
Tymczasem ojciec dorastającego chłopaka pogrąża się coraz bardziej. Za ucieczkę z więzienia grozi mu kolejny wyrok.

Opinia :

Sławomir Przykucki,
sędzią Sądu Okręgowego w Koszalinie
- Bohater artykułu może wystąpić o wznowienie procesu w związku z wystąpieniem nowych faktów lub okoliczności. Wniosek trzeba złożyć do sądu wyższej instancji niż ten, który wydał wyrok. Musi to zrobić sam zainteresowany. Musi też mieć adwokata czy radcę prawnego, który będzie go reprezentował w sądzie. Jeśli go na to nie stać, może wystąpić o obrońcę z urzędu. Nie wiadomo, jak sąd potraktuje ucieczkę z więzienia. W Stanach Zjednoczonych był taki przypadek: skazany na dożywocie za zabójstwo uciekł z zakładu po 10 latach odsiadywania wyroku. Potem okazało się, że jest niewinny. Jednak nie otrzymał odszkodowania za niesłuszne pozbawienie go wolności, ponieważ zbiegł z więzienia. To jest przestępstwo. U nas grozi za nie kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do lat dwóch. Oczywiście sąd może wziąć pod uwagę okoliczności takiej ucieczki, co też może wpłynąć na wysokość wyroku. Trzeba dodać, że po wznowieniu procesu ten człowiek przestaje być skazanym, a jest oskarżonym. Nie sądzę, że w tym przypadku zapadłyby decyzje o jego aresztowaniu po przyjeździe do Polski. Natomiast, oczywiście, on może wystąpić do sądu o wydanie listu żelaznego.

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
j_piechowski

Zapraszam do zajrzenia nstrony: www.sztukawina.pl oraz www.scottishhouse.pl coś dla koneserów dobrych trunków i cen na każdą kieszeń

o
ona
On jest winny. Pamiętam do dziś jak to było. Nosibądy wpadliu busami z przyciemnianymi szybami i nikt dokładnie nie wiedział ilu ich może być. Wypuścili z tych samochodów kilku młodszych kolesi którzy chodzili i zaczepiali chłoapków z Kowalek żeby zaczęli się z nimi bić... No i zaczęło się wtedy z busów wyskoczyło ich więcej i wtedy zaczęła się wojna !!! Nie czarujmy się to nie pierwsza bójka którą rozpętały Nosibądy i nie tylko w Kowalkach... Każdy Jończyka zna za rozboje Gdyby niby był chłopak święty za jakiego sie podaje nikt by o nim tyle nie trabil. A to ze grozil niedowno koledze ktory byl za granica to czemu o tym nie powiedzial,i to bylo grozenie z bronia zeby zeznania wycofal... Żal mi ich wszystkich !!! Jest winny to niech idzie siedziec a nie sie ukrywa !!!!

Ja to inaczej pamiętam jednak byłam mała ale ty wy zaczeliście już odkładać butelki po waszych stronach na tą bójkę to karzdy wie że kowalki zawsze nie nawidzili jończyków z jednego powodu zazdrości i tyle
k
ktoś

a wy tam wogóle byliście że tak piszecie ja tam byłam i wiem co się działo i przez tych ludzi nasza rodzina już nie jest taka jak była

G
Gość

Hehehe: Nosibądy, Malechowo - wiejska potupaja w kurtkach ze sztucznego jedwabiu. Ojaniemogę!

..........

dziwni jesteście....ale dużo jest ludzi co lubią mieszać się w nie swoje sprawy..... osądzać kogoś jest łatwo.... nie ważne że wcześniej miał jakieś akcje... jak ktoś wcześniej się w coś wplącze to nie znaczy że zawsze jest winny!!!!!! a zresztą widać że człowiek jest niewinny a na tym wszystkim cierpi tylko jego rodzina... <kto normalny jakby był winny pchałby się z artykułem do gazety> szkoda człowieka i tyle bo przez czyjąś głupotę cierpi on i jego rodzina...

p
pamiętliwa
W dniu 13.09.2009 o 13:54, ~bobo~ napisał:

nie wiem czy dobrze to pamiętasz bo oni byli samochodami osobowymi więc może lepiej było by sprawdzić zanim się coś napisze i jończyk był tom od godziny 16 więc nie jesteś taka pamiętliwa jak się nazwałaś a poza tym a poza tym to oni widzą jończyka po 2 razy w tygodniu pod swoim domem więc jak to można wytłumaczyć jeżeli on nie był w kraju od kilku lat. a może oni widzą sprawce pobicia a nie jończyka wię zastanów się zanim napiszwsz i nie nazywaj się pamiętliwą bo nie wiele pamiętasz i nie wiele wiesz o tych z kowalek a to że wymyślają jaieś grożby to jest kolejne ich kłamstwo żeby się bronić



Nie bądz taki madry wiem co widzialam tamtej nocy i jakos nie pilam nic tak jak inni =/// A wcale nie napisalam ze widza go kolo domu wiec mylisz sie w pewnej sprawie. Masz swoje zdanie na ten temat a ja mam swoje wiec nie oceniaj mnie !!! Jest winny i tyle ! Nie tylko za tamta noc widac ze mial inne zawinienia wczesniej wiec to nie jest czlowiek bez szarej przeszlosci. Żałosny jestes wiec broniac go.
~bobo~

nie wiem czy dobrze to pamiętasz bo oni byli samochodami osobowymi więc może lepiej było by sprawdzić zanim się coś napisze i jończyk był tom od godziny 16 więc nie jesteś taka pamiętliwa jak się nazwałaś a poza tym a poza tym to oni widzą jończyka po 2 razy w tygodniu pod swoim domem więc jak to można wytłumaczyć jeżeli on nie był w kraju od kilku lat. a może oni widzą sprawce pobicia a nie jończyka wię zastanów się zanim napiszwsz i nie nazywaj się pamiętliwą bo nie wiele pamiętasz i nie wiele wiesz o tych z kowalek a to że wymyślają jaieś grożby to jest kolejne ich kłamstwo żeby się bronić

P
Pamiętliwa

On jest winny. Pamiętam do dziś jak to było. Nosibądy wpadliu busami z przyciemnianymi szybami i nikt dokładnie nie wiedział ilu ich może być. Wypuścili z tych samochodów kilku młodszych kolesi którzy chodzili i zaczepiali chłoapków z Kowalek żeby zaczęli się z nimi bić... No i zaczęło się wtedy z busów wyskoczyło ich więcej i wtedy zaczęła się wojna !!! Nie czarujmy się to nie pierwsza bójka którą rozpętały Nosibądy i nie tylko w Kowalkach... Każdy Jończyka zna za rozboje Gdyby niby był chłopak święty za jakiego sie podaje nikt by o nim tyle nie trabil. A to ze grozil niedowno koledze ktory byl za granica to czemu o tym nie powiedzial,i to bylo grozenie z bronia zeby zeznania wycofal... Żal mi ich wszystkich !!! Jest winny to niech idzie siedziec a nie sie ukrywa !!!!

k
kat

prawda zawsze wyjdzie najaw a jezeli on jest niewinny to i tak bedzie mu to ciezko udowodnic bo taki jest polski sad zawsze twierdzi ze ma racje a do bledu ciezko jest sie przyznac

j
jaj
W dniu 12.09.2009 o 11:57, 7iedem napisał:

ostro sie działo na tej zabawie heheheh cos jak imprezka w Malechowie tylko tutaj był tak zwany festyn wioski ja pierdziele ostra amuniacja szła


sama sciema nikt tak naprawde nie wie o co chodzi to jest wlasnie polskie prawo oskarzaja tylko tych co im pasuje
7iedem

ostro sie działo na tej zabawie heheheh cos jak imprezka w Malechowie tylko tutaj był tak zwany festyn wioski ja pierdziele ostra amunia\cja szła

G
Gość

Ja tylko 2 razy byłem na wiejskiej zabawie i nigdy w życiu nie ryzykowałem już.
Tam się nie bawią.

Dodaj ogłoszenie