Zdroje: Poparzony Alan z Rytla wychodzi ze szpitala. Uratował go pierwszy taki przeszczep [WIDEO, ZDJĘCIA]

Anna Folkman
Anna Folkman

Wideo

Zobacz galerię (38 zdjęć)
Gdyby nie pomoc brata, który gasił na nim płomienie piaskiem, gdyby nie fachowcy ze szpitala „Zdroje” w Szczecinie i nowoczesna medycyna, Alana mogłoby dziś nie być. W czwartek w szpitalu rodzice ciężko poparzonego chłopca nie kryli łez, dziękując za uratowanie mu życia. Walka trwała trzy miesiące. Wykorzystano w niej pierwszy w historii szpitala taki przeszczep.

- Tego dnia koledzy z sąsiedztwa przyszli na plac zabaw się bawić, starszy syn zapytał czy mogą iść pograć w piłkę. Zgodziłam się – mówi przez łzy Agnieszka Rekowska z Rytla, mama Alana. - Jeden z chłopców znalazł jakąś substancję za gołębnikiem. Zaczął ją rozlewać i podpalać. Alan stał daleko, zawsze był ostrożny, ale niestety płomienie sięgnęły właśnie jego. Starszy syn Fabian, zaczął gasić Alana piaskiem na polu, gdyby nie ta reakcja, spaliłby się...

- Alan przybył do nas 8 kwietnia po głębokim oparzeniu płomieniem drugiego i trzeciego stopnia, obejmującym prawie 70 proc. jego ciała. Poparzona była twarz, szyja, prawie cały tułów i wszystkie kończyny – wymienia lek. Adrian Litewka, specjalista chirurgii dziecięcej, lekarz prowadzący Alana Rekowskiego. - Był ciężko oparzony, ponadto miał chorobę oparzeniową, czyli zniszczenia tkanki, co stało się przyczyną szeregu zaburzeń.

CZYTAJ TEŻ: Nowoczesna technologia w medycynie potrafi wiele ułatwić. Wszystko z myślą o pacjencie

9-letni pacjent przebywał więc najpierw w sali intensywnego nadzoru oparzeniowego. Leczono rany, ale także cały organizm chłopca. W trakcie leczenia ran wycięto tkanki martwicze, nieodwracalnie zniszczone i zastąpiono tak odsłonięte powierzchnie przeszczepami zdrowej skóry. Tej jednak chłopiec miał niewiele.

- W takich sytuacjach pobiera się płatek skóry i rozszerza go – wyjaśnia lek. Litewka. - Niestety skóry zdrowej u Alana, możliwej do wykorzystania było niewiele, dlatego zdecydowaliśmy się wdrożyć procedurę hodowli komórek jego własnego naskórka. Pobraliśmy więc mający trzy centymetry fragment skóry.

Komórki zostały namnożone w specjalnym ośrodku w Krakowie, ale trwało to trzy tygodnie. Dopiero 9 maja można było wykonać przeszczep namnożonych komórek.

- Do tego czasu pokrycie ran oparzeniowych u Alana było możliwe dzięki jego tacie, który stał się dawcą rodzinnym – dodaje lek. Adrian Litewka. - To był przeszczep czasowy, który umożliwił zabezpieczenie ran, co dla życia pacjenta było niezbędne.

- Żona miała oddać skórę, ale stwierdziliśmy, że lepiej, by była przy synu. Ja zostałem dawcą – opowiada pan Wojciech, tata Alana. - Przez jakiś czas obaj byliśmy w szpitalu. Nadal jeszcze jestem na zwolnieniu. Pobrano ode mnie skórę z całych ud dookoła. Pierwsze dwa tygodnie w ogóle nie chodziłem. Straciłem dużo krwi, ale to nie jest istotne. Ważne, że Alan żyje.

ZOBACZ TAKŻE: Zdroje: Nowatorska operacja kręgosłupa uratowała Natalii zdrowie i sprawiła, że urosła

Zdroje: Nowatorska operacja kręgosłupa uratowała Natalii zdr...

- Wszyscy byliśmy porozbijani – ociera łzy pani Agnieszka. - Wózkiem inwalidzkim woziłam męża do syna, żeby się zobaczyli. Ja byłam tutaj, pozostałe dzieci – starszy syn i młodsza od Alana córka u cioci, dziadków. To był bardzo trudny czas dla nas. Najgorsze jednak minęło i jesteśmy w komplecie. Znów jesteśmy pięcioosobową rodziną. Marzyłam o tym, by wziąć za rękę Alanka i zabrać do domu. To wydarzenie zmieniło nasze życie. Był ogromny ból i lęk, ale wierzymy, że będzie dobrze.

Zabieg przeszczepu namnożonych komórek był pierwszym w historii placówki przeszczepem keratynocytów (czyli podstawowych komórek naskórka). W całym kraju tego typu procedury u dorosłych przeprowadza kilka ośrodków. Przeszczepy keratynocytów u dzieci dotychczas wykonywane były tylko w Krakowie. Obecnie szpital "Zdroje", jako drugi ośrodek w Polsce, dołączył do wąskiego grona placówek leczących poparzone dzieci za pomocą najnowszych metod leczenia oparzeń.

ZOBACZ TEŻ:

- Dzisiejszy dzień jest efektem współpracy, jaką nawiązaliśmy z ośrodkiem hodowli komórek z Krakowa – zauważa lek. Ireneusz Pudło, lekarz kierujący Centrum Leczenia Oparzeń. - Keratynocyty to komórki nabłonka, które są podstawą jego budowy. U ekstremalnie poparzonych pacjentów pobiera się kilkucentymetrowy fragment skóry, by w szybkim czasie przekazać go do ośrodka, który zajmuje się namnażaniem komórek. Cały cykl trwa ok. 2-3 tygodni. Przez ten czas pacjenta trzeba utrzymać przy życiu i przygotować pole do przeszczepu. Z kilku centymetrów powstaje fragment komórek skóry wielkości kartki A4, które można położyć na ranę operacyjną. Później następuje logistycznie trudny czas, w którym trzeba zgrać zabieg operacyjny i transport namnożonych komórek. W ciągu kilku godzin komórki muszą być przeszczepione, dlatego w grę wchodzi tylko transport lotniczy. Udało się to zrobić, dlatego Alan miał większe szanse na wygojenie. Procedurę namnożenia komórek sfinansowało ministerstwo zdrowia.

W tej chwili udało się wygoić prawie wszystkie rany oparzeniowe u chłopca. Ostatnia ósma operacja odbyła się pod koniec maja. Od tamtej pory zaczęto rehabilitację, terapię. Leczenie nie jest jednak zakończone.

Rany oparzeniowe są wygojone, ale dają one teraz kolejne powikłania wynikające z głębokości oparzenia, czyli blizny i przykurcze. Niezbędne są zabiegi naprawcze i intensywna rehabilitacja oraz środki opatrunkowe, ubranie uciskowe.

Specjaliści ze Szczecina ratują życia dzięki... drukarce 3D....

Na koniec jednego etapu leczenia a zarazem początek kolejnego, który potrwa wiele lat, otuchy Alanowi dodała w imieniu Kamila Grosickiego - Magda Grosicka, mama piłkarza.

- Kamil bardzo chciał przyjechać do ciebie, ale nie mógł. Kazał jednak przekazać niespodzianki. Oto książka wydana przez Kamila, jego zdjęcie na pamiątkę i piłka z podpisami wszystkich reprezentantów. Wszyscy trzymają za ciebie kciuki, wierzą, że wrócisz do sił. Jesteś silnym chłopcem, dasz radę – mówiła ściskając serdecznie chłopca Magda Grosicka.

W piątek w domu na Alana będzie czekać niespodzianka - przyjedzie cała jego klasa. To ważne, bo Alan potrzebuje teraz akceptacji i kontaktu z rówieśnikami. Przed nim trudny powrót do społeczeństwa i wiele nieoczekiwanych konsekwencji psychicznych całej historii. Na pewno będzie potrzebował wsparcia.

- Najbardziej tęskniłem za domem – mówi 9- letni Alan. - Też za rodzeństwem i zwierzętami. Cieszę się, że wracam.

- Podziwiamy go i to jak to wszystko znosi – dodaje tata chłopca. - Widzimy jego cierpienie i podziwiamy. Przed nami codzienna rehabilitacja, za dwa tygodnie znów przyjedziemy do Szczecina na operację.

ZOBACZ TEŻ:

Rehabilitacja chłopca będzie trwała latami. To rehabilitacja ogólnoustrojowa układu ruchu, a także walka z przykurczami spowodowanymi bliznami – szczególnie na szyi, łokciach.

- Regularne zabiegi pozwolą to osiągnąć. Alan jest zmotywowany, słucha się, jest świadomy i to już połowa sukcesu. Skóra w okresie rozwoju musi nadążać ze wzrostem, jeśli nie, może dojść np. do skoliozy. Powikłań jest niestety wiele, ale wszyscy wierzą, że Alan je pokona – mówi Wojciech Brączyk, fizjoterapeuta prowadzący rehabilitację Alana

Pomóż Alanowi!

Stowarzyszenie „NASZYM DZIECIOM - Stowarzyszenie na rzecz dzieci i młodzieży Rytla i okolic” prowadzi zbiórkę dla Alana. Na rehabilitację i dalsze leczenie chłopca, który w ciągu całego życia będzie wymagał kompleksowej, intensywnej rehabilitacji oraz psychoterapii (nierefundowanych w całości przez NFZ), kolejnych zabiegów operacyjnych (również z zakresu chirurgii plastycznej) oraz nierefundowanych ubranek uciskających i środków opatrunkowych, potrzeba sporo pieniędzy.

Dotychczasowe działania i akcje podejmowane przez Stowarzyszenie pozwoliły zebrać blisko 100 tys. zł. Ofiarowane przez darczyńców środki pokryją jednak jedynie niewielką część kosztów leczenia i rehabilitacji poparzonego chłopca.

Każdy może indywidualnie wpłacać pieniądze na konto o numerze 30 8147 0002 0008 1953 2000 0010 BANK SPÓŁDZIELCZY W CZERSKU z dopiskiem „POMOC DLA ALANA”.

CZYTAJ TAKŻE: Pomorzany: Hologram na sali operacyjnej. Chirurg oglądał organy pacjenta w powietrzu [WIDEO]

Pomorzany: Hologram na sali operacyjnej. Chirurg oglądał org...

Materiał oryginalny: Zdroje: Poparzony Alan z Rytla wychodzi ze szpitala. Uratował go pierwszy taki przeszczep [WIDEO, ZDJĘCIA] - Głos Szczeciński

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

"Wszyscy,wszyscy,wszyscy ...."I żaden piłkarz nie przyjechał a przecież miałby radość chłopczyk jakby przyjechał chociaż jeden piłkarz,tyle przeszedł.Ta kobieta pierniczy jak nakręcona i po co.

G
Gość

Jesteście okrutni, każdy z nas był dzieckiem i wielu z nas robiło głupoty niejednokrotnie to cud , że dane jest nam dożyć dorosłego życia. Czy to jest powód, żeby się afiszować? Alan to POlskie imię? Ludzie opamiętajcie się to jest dramat tego dziecka o którym będzie pamiętał do ostatniego dnia jeden On wie z czym się musi zmierzyć już jako dziecko. Zero empatii zero. Przerażają mnie ludzi najbardziej ze wszystkich istnień na tej planecie

G
Gość

. Przez głupotę to ma, a chorzy naprawdę nie mogą się doprosic leczenia

G
Gość

Alan to POlskie imię

G
Gość

I to jest powod zeby afiszowac sie?? Takich dzieci sa tysiace.

Dodaj ogłoszenie