Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Maciej Drzonek, politolog: Głównym celem nie musi być nowy rząd

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
Prof. Drzonek: - Prezydent rozważał obie opcje
Prof. Drzonek: - Prezydent rozważał obie opcje archiwum
Rozmowa z dr. hab. Maciejem Drzonkiem, politologiem, profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego.

Czas politycznych spekulacji za nami, wiemy już, komu misję utworzenia rządu powierzy Andrzej Duda. Czy Mateusz Morawiecki da radę znaleźć parlamentarną większość dla swojego nowego gabinetu?

Szanse na to są niewielkie, sejmowa arytmetyka jest bezwzględna. Ale w polityce jedna zasada jest zawsze aktualna: „nie ma rzeczy niemożliwych w polityce, a jeśli coś wydaje się niemożliwe, to tym bardziej jest w polityce możliwe”.

Zatem dziś nie odważyłbym się powiedzieć, że na 100 procent ta misja premiera Morawieckiego jest misją niemożliwą. Choć rzeczywiście o jej końcowy sukces będzie bardzo, bardzo trudno.

Po co więc ta cała procedura uruchomiona przez prezydenta? Czy nie prościej byłoby - czego domagała się opozycja - aby Andrzej Duda postąpił zgodnie z matematyką i powierzył misję stworzenia rządu sejmowej większości? Donald Tusk mówi, że to marnowanie czasu, który jest tak Polsce potrzebny.

Robienie takich uwag prezydentowi jest nie na miejscu i źle świadczy o klasie polityków, którzy szykują się do przejęcia władzy w Polsce. Czy postępowanie głowy państwa zgodnie z konstytucją można nazywać marnowaniem czasu?

Najbardziej potrzebne Polsce jest trzymanie się litery konstytucji, a ta krok po kroku przewiduje postępowanie w takiej sytuacji, zasady te są jasne, czytelne i zostały spisane po to, aby regulować tworzenie się rządu w Polsce. Prezydent Andrzej Duda korzysta ze swoich konstytucyjnych uprawnień i wszyscy politycy - obojętnie, czy się z tym zgadzają, czy nie - powinni to uszanować.

Inna sprawa, że faktycznie prezydent stanął przed wyborem, czy postąpić zgodnie z dotychczasowym, funkcjonującym od lat konwenansem konstytucyjnym, że misję tworzenia rządu powierza się zwycięskiemu ugrupowaniu, czy też złamać ten zwyczaj i zapoczątkować nowy, iż to ugrupowania polityczne deklarujące współpracę w ramach większości arytmetycznej w Sejmie taką misję otrzymują. Myślę, że prezydent przez pewien czas się wahał, rozważał obie opcje, ale ponieważ arytmetyczna większość sejmowa, przynajmniej do wczoraj, nie zawiązała formalnej koalicji, to uszanował dotychczasowy konwenans.

Co więc zdecydowało, że ostatecznie Andrzej Duda podjął taką decyzję, a nie inną?

Sądzę, że jedna płaszczyzna, która o tym zdecydowała to taka, że koalicja partii opozycyjnych jest na razie tylko w sferze deklaracji. Ich liderzy tylko o niej mówią, ale namacalnego, konkretnego efektu tego mówienia w postaci gotowej umowy koalicyjnej jak nie było, tak nie ma. Słychać też o rozbieżnościach wewnątrz szeroko pojętej opozycji, a trudno dostrzec wspólnotę programową. Druga kwestia to taka, że zawsze warto walczyć do końca, nawet gdy sukces jest niemożliwy, warto próbować realizować inne cele.

Jakie to mogą być cele? Bo w komentarzach można usłyszeć, że prawdziwe podłoże wyboru, jakiego dokonał Andrzej Duda to chęć upokorzenia Mateusza Morawickiego i całego PiS-u za to jak głowa państwa była traktowana przez własny obóz polityczny. Teraz prezydent powierzył premierowi misję, która z jednej strony musi się skończyć katastrofą i osłabieniem zarówno jego samego jak całej prawicy z Jarosławem Kaczyńskim na czele, a z drugiej wzmocnieniem pozycji głowy państwa.

Faktycznie, takie opinie się pojawiają, ale są one mało poważne i tu bym postawił kropkę. Szkoda czasu na komentowanie wywodów, które, delikatnie mówiąc, nie przynoszą chluby ich autorom. Mówiąc o celach, miałem na myśli przede wszystkim szersze spojrzenie, myślenie długodystansowe, strategiczne, a nie takie czy inne personalia.

Przede wszystkim myślę tu o arenie międzynarodowej. Dzięki takiej decyzji prezydenta obecny rząd zyskał kilka tygodni czasu. A to oznacza, że można jeszcze próbować wzmocnić pozycję Polski w sporze z europejskimi technokratami i ich dążeniem do stopniowej federalizacji Unii Europejskiej kosztem państw narodowych, co dzieje się na naszych oczach. Ten czas jest bardzo ważny, bo nie jest żadną tajemnicą, że inny rząd będzie prowadził politykę znacznie bardziej uległą wobec Brukseli, znacznie częściej będzie szedł na kompromisy w relacjach Polska-UE, co dla Polski nie zawsze musi być dobre.

Tak więc to wcale nie znalezienie parlamentarnej większości może być głównym celem premiera, ale zyskanie czasu, aby próbować zabezpieczyć ważny dla Polski interes tak długo, jak to tylko będzie możliwe. Choć, jak już wspomniałem, niepowodzenie w znalezieniu większości 231 posłów jest bardzo prawdopodobne.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Chcemy żyć wolniej - ciekawa analiza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera