Oddział chirurgii w szpitalu w Białogardzie zamknięty. Dwóch lekarzy i pięcioro pacjentów na kwarantannie

Jakub Roszkowski
Jakub Roszkowski
archiwum
Najpierw sanepid zamknął cały szpital w Białogardzie, ale teraz, po decyzji ze Szczecina, wyłączony z pracy jest oddział chirurgii. Nieodpowiedzialny pacjent, przez kilka dni leżący na tym oddziale, dostał wczoraj suchego kaszlu i miał stan podgorączkowy. Okazało się, że przed przyjściem do szpitala bawił się z przyjaciółmi, którzy przyjechali z Niemiec...

Jeszcze nie wiadomo, czy pacjent jest zakażony koronawirusem. Wczoraj pobrano jego krew, a dopiero jutro ma być znany wynik. Jeśli to się potwierdzi, zagrożone jest zdrowie mieszkańców całego powiatu.

Przez te kilka dni, zanim poddano izolacji pacjenta, kontakt z nim miało kilku lekarzy nie tylko z Białogardu, ale także z Kołobrzegu, Słupska, Łodzi, pielęgniarki z Kołobrzegu, Świdwina.

- To skrajna nieodpowiedzialność - mówią zgodnie prezes szpitalnej spółki Zygmunt Baś i starosta białogardzki Piotr Pakuszto. - Jeśli rzeczywiście pacjent jest chory na COVID-19, kwarantannie będzie musiało być poddanych wielu ludzi...

Aktualizacja 14.00

Wyłączony z pracy na razie jest tylko oddział chirurgii. Kwarantannę przechodzi tam dwóch lekarzy, trzy pielęgniarki oraz pięcioro pacjentów. Niestety, zainfekowanych może być wielu innych. Bo nieodpowiedzialny pacjent, przez kilka dni leżący na tym oddziale, dostał wczoraj świszczącego kaszlu i miał stan podgorączkowy.

Okazało się, że przed przyjściem do szpitala mężczyzna bawił się z przyjaciółmi, którzy przyjechali z Niemiec. Niestety, 43-latek zataił przed medykami, którzy przyjmowali go na oddział, że miał kontakt z osobami, które przebywały za granicą.

- Do szpitala mężczyzna trafił już 18 marca - potwierdza Zygmunt Baś, prezes szpitalnej spółki w Białogardzie. - Był wielokrotnie przepytywany o to, czy miał kontakt z kimś z krajów objętych kwarantanną, czy ma objawy choroby. Nie potwierdzał. Zrobił to dopiero wczoraj, gdy zaczął kaszleć i gorączkować, To ogromna nieodpowiedzialność. Naraził cały szpital na poważne kłopoty - relacjonuje prezes.

Udało nam się też porozmawiać z medykami, pracującymi na oddziale. Są zdruzgotani, ale też oburzeni, że można być aż tak nieodpowiedzialnym. Nasi rozmówcy przyznają, że pacjent ma też inne zaburzenia, a do lecznicy trafił ze stanem zapalnym. Jest jednak także inna sprawa, która zastanawia pracowników szpitala. - Chory z podejrzeniem koronawirusa został zabrany specjalistycznym transportem do Koszalina. Tam mu pobrano krew i... wrócono do Białogardu! Później przyszła informacja, że zamknięty ma być tylko oddział, a na nim dwaj lekarze i trzy pielęgniarki. A co z salowymi, które tu sprzątały, innymi ludźmi, którzy tu przebywali? To nie jest odpowiedzialne - uważają.

Obawy mają też inni. Prezes Baś martwi się, że jeśli badanie potwierdzi u 43-latka koronawirusa, prawdopodobnie trzeba będzie wyłączyć z działalności cały szpital, a załogę zamknąć w kwarantannie. Na razie pozostałe oddziały działają. Ale co dalej? Konsekwencje mogą być poważniejsze, bo w szpitalu pracują też pielęgniarki i lekarze z Kołobrzegu, Świdwina, Słupska, nawet Łodzi...

- Akurat oni nie mieli styczności z tym pacjentem. Miejmy też nadzieję, że ten kaszel i gorączka nie były jednak objawami COVID-19 - kręci głową prezes Baś.

Starosta powiatu białogardzkiego Piotr Pakuszto apeluje do wszystkich mieszkańców, by nie zatajali żadnych informacji, które mogłyby wskazywać, że są zakażeni. - Narażamy w ten sposób cały personel szpitala. A kto będzie nas leczył, gdy oni zachorują? Kto nami się zajmie, gdy szpital trzeba będzie zamknąć, a ludzi trzymać w kwarantannie? - pyta retorycznie. - Apeluję więc, bądźmy odpowiedzialni! To moja wielka prośba do wszystkich.

Wyniki badania krwi pacjenta mamy poznać jutro.

Jak uchronić się przed koronawirusem? Porady ekspertów

Koszalin w trudnym czasie zagrożenia koronawirusem [zdjęcia]

Zobacz także Sergiusz Karżanowski, lekarz z Koszalina o koronawirusie

Wideo

Dodaj ogłoszenie