Sarna uwięziona przy Lubiatowskiej w Koszalinie. Kto może pomóc? [ZDJĘCIA]

Katarzyna Chybowska
Katarzyna Chybowska

Wideo

Zobacz galerię (30 zdjęć)
Chwila nieuwagi i na moment otwarta brama — skutkowały trzema dniami nerwów i stresu. Na podwórko jednego z domów przy ul. Lubiatowskiej w Koszalinie weszła sarna. Luka w prawie powoduje, że mieszkańcom nikt nie mógł pomóc.

– To pierwsza taka sytuacja u nas – mówi Justyna Jacek, na której posesję weszło zwierzę. – Koziołek pojawił się w poniedziałek, musiał wejść przez niedomkniętą bramę. Ponieważ ulica jest ruchliwa, w ciągu dnia brama jest zamknięta, żeby zwierzę nikomu nie wyskoczyło pod koła i nie spowodowało tragedii. Na noc otwieramy bramę, licząc, że wyjdzie sam. Wraz z sąsiadami próbowaliśmy go nagnać. Ja bawiłam się w policjanta i za radą służb ubrana w kamizelkę odblaskową pilnowałam ruchu na ulicy.

Niestety, żaden z tych zabiegów nie przyniósł efektu. Zarówno pani Justyna, jak i zaniepokojeni losem zwierzęcia sąsiedzi dzwonili do służb. Nikt w Koszalinie nie mógł im pomóc.

– Zwierzę pojawiło się na posesji ze względu na jakąś lukę w ogrodzeniu. Niestety, ponieważ jest to teren prywatny, jego właściciele ponoszą koszty złapania czy wyprowadzenia zwierzęcia – mówi Janusz Śnieżek, z Referatu Ochrony Środowiska w Urzędzie Miasta Koszalin.

– Mieliśmy kilka podobnych zdarzeń w mieście na terenie "wodociągów", ogrodów działkowych oraz wojska. We wszystkich tych przypadkach właściciele posesji ponosili koszty. We wtorek podobna sytuacja była w "Plastyku" i doradziłem pani dyrektor, to samo co doradziłem paniom z Lubiatowskiej. Żeby wzięły sąsiadów, kilka koców i wyprowadziły zwierzę wieczorem, kiedy jest mały ruch. To najtańsze rozwiązanie.

Samiec sarny przez trzy dni, zdezorientowany i wystraszony nie jadł i nie pił wody. Widać też, że jest poraniony od ogrodzenia, o które się obijał.

– My się tylko zastanawiamy, kto będzie winny jeśli to zwierzę zrobi komuś krzywdę.

Dzięki interwencji "Głosu Koszalińskiego" i pomocy Urzędu Miejskiego w Koszalinie w wyprowadzeniu zwierzęcia ma pomóc straż miejska. Nadal jednak brakuje systemowego rozwiązywania dla tego typu zdarzeń w mieście.

***

Pobierz bezpłatną aplikację Głosu Koszalińskiego i bądź na bieżąco!

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Zobacz także: Lądowanie śmigłowca LPR na placu przed ratuszem w Koszalinie

Zobacz także: Dziki w piaskownicy w Koszalinie

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Norma

Straż miejska ma wyprowadzić koziołka sarny? Od czego jest nadleśnictwo? Tylko od wycinki i brania naszych pieniędzy? Od czego są koła łowieckie? Tylko od zabijania? I zjedzenia łowu. Proponuję utworzyć kolejną finansowaną z podatków służbę która będzie ratowała koziołki. I tylko koziołkowała. Brawo dla właścicieli że próbują.

J
Jarosław Nowak

Jak ja zadzwonię na staż miejską to też mi prywatnie pomogą?

Dodaj ogłoszenie